Irańska armia otwarcie grozi zablokowaniem Morza Czerwonego, jeśli Stany Zjednoczone nie wycofają się z blokady irańskich portów. Stan na kwiecień 2026 - to najpoważniejsza eskalacja retoryki między Waszyngtonem a Teheranem od miesięcy. Rynki zaczynają to wyceniać.

Przypomnijmy kontekst: USA rozpoczęły blokadę morską irańskich portów, oficjalnie w ramach presji na program nuklearny Teheranu. Iran odpowiada ultimatum - jeśli blokada nie zostanie zniesiona, irańskie siły zbrojne „nie dopuszczą do żadnego eksportu ani importu” przez Morze Czerwone. Brzmi jak blef? Niekoniecznie.

Dlaczego Morze Czerwone to nie byle jaki szlak

Przez Morze Czerwone i Kanał Sueski przepływa wg UNCTAD ok. 12-15% globalnego handlu morskiego, w tym spora część dostaw ropy i LNG do Europy. Irańscy sojusznicy - jemeńscy Huti - już od końca 2023 roku skutecznie zakłócali żeglugę w tym regionie, zmuszając armatorów do opłynięcia Afryki. Koszty frachtu na trasie Azja-Europa rosły wtedy nawet trzykrotnie.

Teraz groźba jest poważniejsza, bo padła z ust oficjalnych przedstawicieli irańskiej armii, nie milicji. Moim zdaniem to kalkulowana eskalacja - Teheran testuje, jak daleko może się posunąć, zanim Waszyngton odpowie militarnie. Ale nawet sama groźba wystarczy, żeby rynki nerwowo reagowały.

Ropa, dolar i złoty - pierwsze reakcje

Każda eskalacja w regionie Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego to automatyczna presja na ceny ropy. Wg danych EIA przez Cieśninę Ormuz przepływa ok. 21 mln baryłek ropy dziennie - to ok. 21% światowej produkcji. Nawet częściowe zakłócenia oznaczają skok cen Brent.

Dla nas w Polsce przekłada się to na kilka rzeczy naraz:

  • Paliwa na stacjach - wyższe ceny ropy = droższy olej napędowy i benzyna, z opóźnieniem 2-4 tygodni
  • Presja inflacyjna - transport drożeje, więc drożeje wszystko co jest transportowane. W zasadzie każdy produkt na półce
  • Złoty pod presją - w scenariuszach geopolitycznego ryzyka kapitał ucieka do dolara i franka, a EUR/PLN i USD/PLN idą w górę
  • RPP w kłopocie - jeśli inflacja przyspieszy przez czynniki zewnętrzne, Rada Polityki Pieniężnej będzie miała mniejszą przestrzeń do obniżek stóp

„Zakłócenia na szlakach morskich Bliskiego Wschodu mają bezpośredni wpływ na europejskie koszty energii i w konsekwencji na politykę monetarną w regionie" - Christine Lagarde, prezes EBC, w kontekście wcześniejszych ataków Hutich na żeglugę

Klucz:

Nawet jeśli Iran nie zrealizuje groźby w pełni, sam wzrost premii za ryzyko geopolityczne w cenach ropy może podbić inflację w Polsce o 0,3-0,5 pp w kolejnych miesiącach.

Blef czy realna groźba?

Powiedzmy sobie szczerze - pełna blokada Morza Czerwonego przez Iran byłaby aktem wojny i Teheran zdaje sobie z tego sprawę. Bardziej prawdopodobny scenariusz to zwiększone działania Hutich, „przypadkowe” incydenty z tankowcami i ogólne podniesienie ryzyka żeglugowego. To wystarczy, żeby ubezpieczyciele podnieśli składki, armatorzy zmienili trasy, a ceny frachtu poszybowały.

Historia uczy ostrożności. W 2019 roku ataki na saudyjskie instalacje naftowe Aramco - przypisywane Iranowi - wywindowały cenę Brent o 15% w jeden dzień. Obecna sytuacja ma potencjał na podobne, choć rozłożone w czasie, turbulencje.

Co to oznacza dla obserwatorów rynku

Dla inwestorów i osób śledzących rynki - czas na czujność. Złoto, klasyczne safe haven, już w tym roku zyskało kilkanaście procent. Spółki naftowe i surowcowe mogą zyskiwać na wzroście cen ropy. Z kolei firmy z ekspozycją na import z Azji przez Kanał Sueski - szczególnie retail i elektronika - mogą odczuć wzrost kosztów logistycznych.

Kredytobiorcy powinni obserwować, czy eskalacja nie zamrozi oczekiwanych obniżek stóp procentowych. Jeśli RPP uzna, że szok podażowy napędza inflację, cykl luzowania może się opóźnić. A to oznacza wyższe raty na dłużej niż rynek dziś zakłada.

Na razie to „tylko” groźba. Ale na Bliskim Wschodzie groźby mają nieprzyjemny nawyk materializacji.

Przeczytaj też