20 proc. - o tyle zdaniem Kennetha Rogoffa, profesora Harvardu i byłego głównego ekonomisty MFW, przewartościowany jest dziś dolar amerykański. Stan na kwiecień 2026: indeks DXY oscyluje w okolicach 100 pkt. Rogoff wskazuje na rosnące ryzyko stagflacji w USA i „głęboką naiwność inwestorów” w ocenie konfliktów na Bliskim Wschodzie. To czynniki, które jego zdaniem mogą wymusić bolesną korektę.

To nie jest głos anonimowego blogera. Rogoff to współautor kultowej książki „This Time Is Different”, która dekadę przed pandemią ostrzegała przed nadmiernym zadłużeniem państw. Gdy on mówi o przewartościowaniu, rynki walutowe przynajmniej powinny słuchać.

Skąd te 20%?

Rogoff argumentuje, że dolar korzysta z premii „bezpiecznej przystani”, która nie odpowiada już fundamentom amerykańskiej gospodarki. Rezerwa Federalna utrzymuje restrykcyjną politykę monetarną, ale jednocześnie deficyt fiskalny USA przekracza 6% PKB - poziom niespotykany poza kryzysami. Do tego dochodzi ryzyko stagflacji: uporczywa inflacja przy słabnącym wzroście. Historycznie takie otoczenie było toksyczne dla walut rezerwowych.

Powiedzmy sobie szczerze - rynek walutowy bywa irracjonalny latami, zanim skoryguje wyceny. Ale skala odchylenia, o której mówi Rogoff, jest poważna. Dla porównania: w 1985 roku Porozumienie Plaza wymusiło kontrolowaną deprecjację dolara właśnie po podobnym okresie przewartościowania.

Co to oznacza dla złotego?

Słabszy dolar to - w uproszczeniu - mocniejszy złoty wobec USD. Kurs USD/PLN, który dziś oscyluje w okolicach 3,85-3,95 zł, mógłby przy 20-procentowej korekcie spaść nawet w okolice 3,20 zł. Brzmi abstrakcyjnie? W 2021 roku płaciliśmy za dolara poniżej 3,70 zł, więc to nie jest science fiction.

„Inwestorzy nie doceniają ryzyka stagflacji w USA i konsekwencji eskalacji na Bliskim Wschodzie dla globalnych łańcuchów dostaw" - Kenneth Rogoff, profesor Uniwersytetu Harvarda, były główny ekonomista MFW

Ale uwaga: korekta dolara niekoniecznie oznacza rajd złotego. NBP prowadzi własną politykę monetarną, a kurs EUR/PLN - który dla polskiej gospodarki jest ważniejszy niż USD/PLN - rządzi się innymi prawami. Jeśli dolar słabnie wobec euro, a EUR/PLN stoi w miejscu, to i tak zyskamy wobec USD, ale nie poczujemy tego przy zakupach w Lidlu.

Scenariusz: łagodna korekta dolara (10%)

USD/PLN: ~3,50 zł
Wpływ na import ropy: umiarkowanie pozytywny (ropa wyceniana w USD)
Wpływ na eksport do USA: negatywny dla firm z przychodami w dolarach

Scenariusz: ostra korekta dolara (20%)

USD/PLN: ~3,15-3,20 zł
Wpływ na import ropy: silnie pozytywny, tańsze paliwa
Wpływ na eksport do USA: poważny problem dla eksporterów

Kto zyska, kto straci?

Mocniejszy złoty wobec dolara to przede wszystkim tańsza ropa naftowa i gaz (wyceniane w USD) - a więc niższe ceny paliw i niższe koszty energii dla przemysłu. Efekt? Antyinflacyjny i korzystny dla każdego konsumenta.

Przegrani? Firmy eksportujące na rynek amerykański, posiadacze oszczędności w dolarach i inwestorzy z ekspozycją na amerykańskie aktywa bez hedgingu walutowego. Kto trzyma ETF na S&P 500 w PLN, ten przy 20-procentowej korekcie dolara może zobaczyć stratę walutową zjadającą sporą część zysków giełdowych.

Pamiętaj:

Korekta dolara nie musi być gwałtowna - może rozłożyć się na 2-3 lata. Rogoff sam przyznaje, że timing jest nieprzewidywalny. Ale kierunek, jego zdaniem, jest jasny.

Moim zdaniem

Rogoff ma rację co do kierunku, ale 20 proc. to górna granica scenariusza. Dolar ma przewagę strukturalną - jest walutą rozliczeniową światowego handlu, a amerykańskie obligacje skarbowe pozostają aktywem rezerwowym banków centralnych. Ta infrastruktura nie zniknie z dnia na dzień.

Ale stagflacja w USA to realne ryzyko, a rynek walutowy lubi przereagowywać w obie strony. Pytanie nie brzmi „czy dolar się skoryguje”, tylko „kiedy i jak szybko”. I na to pytanie nawet Rogoff nie zna odpowiedzi.