Międzynarodowa Agencja Energetyczna obniżyła we wtorek prognozę globalnego popytu na ropę w drugim kwartale 2026 roku. To największa korekta w dół od wiosny 2020, kiedy lockdowny zatrzymały świat. Teraz Brent oscyluje w okolicach 63-65 USD za baryłkę, a jeszcze w styczniu płaciliśmy ponad 75 USD.
Powód? MAE wskazuje na niepewność wokół konfliktu na Bliskim Wschodzie i brak postępów w negocjacjach. Ale powiedzmy sobie szczerze - to nie jedyny czynnik. Chińska gospodarka hamuje mocniej niż zakładały konsensusowe prognozy, a europejski przemysł wciąż nie wyszedł z marazmu.
Dlaczego MAE porównuje sytuację do pandemii?
Agencja prognozuje spadek popytu rzędu 1,2-1,5 mln baryłek dziennie w ujęciu kwartalnym - to skala niewidziana od Q2 2020, kiedy popyt runął o ponad 10 mln baryłek. Obecna korekta jest oczywiście dużo płytsza, ale w warunkach pokojowych (no, względnie pokojowych) to sygnał alarmowy. Chiński import ropy spadł o ok. 4% rok do roku w marcu wg wstępnych danych celnych, a Indie - drugi motor wzrostu popytu - też zwalniają.
„Ryzyko dla globalnego popytu na ropę jest obecnie przesunięte wyraźnie w dół. Konflikt na Bliskim Wschodzie generuje premię geopolityczną, ale jednocześnie hamuje aktywność gospodarczą w regionie" - Fatih Birol, dyrektor wykonawczy MAE (raport kwietniowy 2026)
OPEC+ tymczasem utrzymuje cięcia produkcji, ale część członków - Arabia Saudyjska na czele - sygnalizuje gotowość do zwiększenia wydobycia. I tu zaczyna się problem: jeśli popyt spada, a podaż rośnie, ceny mogą zjechać jeszcze niżej.
Tańsza ropa vs droższy dolar - co wygra na stacjach?
Na polskich stacjach diesel kosztuje dziś ok. 5,80-6,10 zł za litr, benzyna 95 to 5,90-6,20 zł. Spadek cen ropy o 15% od początku roku przełożył się na obniżkę zaledwie 20-30 groszy. Dlaczego tak mało? Bo złoty osłabił się wobec dolara - ropa jest wyceniana w USD, a kurs USD/PLN podrożał z 3,95 do ok. 4,10 w ciągu kwartału.
Scenariusz: dalszy spadek ropy
Brent do 55-58 USD w Q3
Paliwo na stacjach: -30-50 gr/l
Warunek: złoty się nie osłabi dalej
Scenariusz: eskalacja na Bliskim Wschodzie
Brent z powrotem powyżej 75 USD
Paliwo na stacjach: +40-60 gr/l
Ryzyko: zamknięcie Cieśniny Ormuz
Moim zdaniem bardziej prawdopodobny jest scenariusz pośredni - ropa w przedziale 60-68 USD przez najbliższe miesiące, co oznacza stabilizację cen paliw na obecnym poziomie. Nie ma co liczyć na benzynę poniżej 5,50 zł.
Co to oznacza dla polskiej gospodarki?
Tańsza ropa to teoretycznie dobra wiadomość dla inflacji - paliwa mają ok. 5% wagi w koszyku CPI. Spadek o 30 groszy na litrze to ok. 0,15 pp mniej inflacji. Ale uwaga: RPP patrzy na inflację bazową, a ta się w ropę nie wlicza.
Dla firm transportowych i logistycznych to chwila oddechu. Koszty paliwa stanowią 25-35% kosztów operacyjnych w transporcie drogowym. Problem w tym, że słabszy popyt na ropę zwykle oznacza słabszy popyt na wszystko - a to już nie jest dobra wiadomość dla eksporterów.
Spadek popytu na ropę to nie tylko tańsze paliwo - to sygnał spowolnienia globalnej gospodarki, które uderzy w polskie firmy eksportowe szybciej niż obniży rachunki na stacjach.
Jeśli cofniemy się do 2020 roku - spadek popytu na ropę wyprzedził recesję w polskim eksporcie o ok. 2 kwartały. Nie twierdzę, że historia się powtórzy jeden do jednego, ale warto mieć to z tyłu głowy. Szczególnie jeśli Niemcy - nasz główny partner handlowy - wciąż balansują na krawędzi recesji wg danych Eurostatu.
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




