Brent w okolicach 85–90 dolarów za baryłkę nie robi dziś na nikim wrażenia. Ale część analityków rynku ropy mówi wprost: to cisza przed burzą. Stan na kwiecień 2026 – Europa wciąż nie odbudowała w pełni zapasów strategicznych po kryzysie z lat 2022–2023, a nowe zagrożenia podażowe narastają szybciej, niż rynek chce to wyceniać.

Powiedzmy sobie szczerze: europejski rynek energii od czterech lat funkcjonuje w trybie awaryjnym. Odcięcie się od rosyjskiego gazu i ropy – słuszne politycznie – kosztowało kontynent setki miliardów euro. Według danych Eurostatu, ceny energii w UE w szczytowym momencie 2022 roku wzrosły o ponad 40% rok do roku. Teraz spadły, owszem, ale do poziomów wciąż wyższych niż przed 2021 rokiem. I to jest punkt wyjścia do kolejnego kryzysu, nie punkt dojścia.

Dlaczego tym razem może być gorzej?

Kilka czynników zbiera się w jednym momencie. Żaden z nich sam w sobie nie jest katastrofą – ale razem mogą uderzyć ze zdwojoną siłą. Po pierwsze, OPEC+ stopniowo wycofuje dobrowolne cięcia produkcji, ale robi to w tempie, które nie nadąża za rosnącym popytem z Chin i Indii. Azjatycki popyt na ropę, wg prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), rośnie o ok. 1,2–1,5 mln baryłek dziennie rocznie. Po drugie, inwestycje w nowe odwierty – szczególnie poza OPEC – spadły po pandemii i nigdy się nie odbiły. Firmy naftowe wolą wypłacać dywidendy niż wiercić.

„Europa jest strukturalnie niedoinwestowana w bezpieczeństwo energetyczne. Zbudowaliśmy terminale LNG, ale nie zabezpieczyliśmy się przed scenariuszem jednoczesnych szoków podażowych na rynku ropy i gazu" — Fatih Birol, dyrektor wykonawczy IEA (wypowiedź z Forum Energetycznego, marzec 2026)

Do tego dochodzi geopolityka. Bliski Wschód pozostaje beczką prochu – każda eskalacja w regionie Zatoki Perskiej natychmiast przekłada się na premię za ryzyko w cenie ropy. A napięcia w regionie od dwóch lat nie maleją, wręcz przeciwnie.

Polska: podwójne uderzenie

Dla Polski sytuacja jest o tyle specyficzna, że zależność od importowanej ropy wynosi wg danych Ministerstwa Klimatu ponad 96%. Rafinerie w Płocku i Gdańsku przerabiają głównie ropę z kierunku saudyjskiego i norweskiego – ale alternatywne źródła są droższe od rosyjskich odpowiedników, które stanowiły kiedyś ponad 60% dostaw.

Benzyna Pb95 kosztuje dziś na stacjach ok. 6,50–6,80 zł/l. W scenariuszu wzrostu Brent do 110–120 USD za baryłkę – co nie jest wcale ekstremalnym założeniem – litr benzyny mógłby kosztować 8–9 zł. To nie prognoza alarmistyczna, to prosta arytmetyka oparta na historycznych marżach rafineryjnych i kursie EUR/PLN.

Klucz:

Europejski rynek energii nigdy nie wrócił do stanu sprzed 2022 roku – obecna „normalizacja” cen to iluzja zbudowana na kruchych fundamentach podażowych.

Paliwo drożeje vs. transformacja energetyczna – co wygra?

Scenariusz: kolejny szok paliwowy

Brent powyżej 100 USD/bbl
Benzyna 8-9 zł/l w Polsce
Inflacja CPI rośnie o 1-2 pp
Presja na RPP, by nie obniżać stóp

Scenariusz: przyspieszenie OZE

Wysokie ceny paliw = silniejszy impuls do elektryfikacji
Wzrost sprzedaży EV i pomp ciepła
Spadek zależności od importu ropy w horyzoncie 5-10 lat
Koszty transformacji rosną w krótkim terminie

Moim zdaniem oba scenariusze nie wykluczają się nawzajem – i w tym leży problem. W krótkim terminie dostaniemy cios cenowy, a transformacja energetyczna potrzebuje dekad, nie kwartałów. Firmy transportowe, rolnicy, przedsiębiorcy z branż energochłonnych – oni nie mogą czekać na tanią energię z wiatraków.

Uwaga:

Wzrost cen ropy o 20% przekłada się historycznie na wzrost inflacji CPI w Polsce o ok. 0,5–0,8 pp w ciągu 3–6 miesięcy (szacunki NBP z raportu o inflacji, 2024). To bezpośrednio wpływa na decyzje RPP w sprawie stóp procentowych.

Co to oznacza dla Ciebie?

Jeśli prowadzisz firmę z dużym udziałem kosztów transportu lub energii – warto już teraz zabezpieczać kontrakty paliwowe na drugie półrocze 2026. Hedging nie jest tylko dla korporacji, coraz więcej średnich firm korzysta z instrumentów zabezpieczających.

Dla inwestorów: spółki naftowe i gazowe (Orlen, ale też norweskie Equinor czy saudyjskie Aramco) w scenariuszu szoku cenowego będą beneficjentami. Spółki z sektora OZE mogą zyskać na narracji o transformacji, ale ich marże w krótkim terminie niekoniecznie wzrosną. No i klasyka – złoto i surowce w okresach szoków energetycznych zwykle radzą sobie nieźle.

Kredytobiorcy z kolei powinni liczyć się z tym, że jeśli ropa pociągnie inflację w górę, RPP będzie miała związane ręce jeśli chodzi o dalsze obniżki stóp. A to oznacza, że WIBOR nie spadnie tak szybko, jak wielu liczy.

Przeczytaj też