Droższe paliwa w marcu nie przełożyły się na pozostałe kategorie cenowe. To dobra wiadomość dla każdego, kto śledzi ścieżkę CPI i liczy na obniżki stóp procentowych w najbliższych miesiącach.
Marcowy odczyt inflacji wg danych GUS potwierdza scenariusz, który część ekonomistów sygnalizowała już na początku roku: jednorazowy szok paliwowy nie musi oznaczać spirali cenowej. Benzyna Pb95 i olej napędowy zaliczyły wyraźne wzrosty - po części efekt wyższych cen ropy wynikających z napięć na Bliskim Wschodzie, po części korekta akcyzy. Ale to, co wydarzyło się (a raczej nie wydarzyło się) w pozostałych kategoriach, jest moim zdaniem ważniejsze od samych paliw.
Brak efektu przenoszenia drożejących paliw na inne towary to sygnał, że firmy wchłaniają wyższe koszty transportu zamiast przerzucać je na klientów. To toruje drogę do spadku CPI w kolejnych miesiącach.
Dlaczego paliwa nie „zarażają” reszty cen?
Mechanizm przenoszenia kosztów paliwowych na ceny towarów - tzw. efekt pass-through drugiej rundy - tym razem nie zadziałał. Firmy transportowe i producenci najwyraźniej wolą ścisnąć marże niż ryzykować utratę klientów przy wciąż ostrożnym popycie konsumenckim. Wg NBP oczekiwania inflacyjne przedsiębiorstw stabilizują się, co też hamuje spiralę cenową.
Powiedzmy sobie szczerze - to nie jest oczywiste. W 2022 roku widzieliśmy dokładnie odwrotny scenariusz: każda podwyżka na stacji paliw przekładała się błyskawicznie na ceny żywności, materiałów budowlanych, usług kurierskich. Różnica? Wtedy popyt był rozgrzany po pandemii, a firmy miały siłę cenową. Dziś sytuacja jest inna - konsumenci są bardziej wrażliwi na ceny, a konkurencja w wielu branżach nie pozwala na swobodne podnoszenie cenników.
Usługi drożeją, ale to inna historia
Marcowe dane pokazują wzrost cen usług - i tu uwaga, bo powody nie mają wiele wspólnego z paliwami czy Bliskim Wschodem. To efekt presji płacowej. Wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw rosną wg GUS w tempie przekraczającym 7-8% r/r, a usługi są z natury pracochłonne. Fryzjer, dentysta, mechanik - ich główny koszt to ludzie, nie ropa.
„Inflacja usług pozostaje uporczywa i schodzi znacznie wolniej niż inflacja towarowa. To element, który RPP musi brać pod uwagę przy ocenie trwałości procesów dezinflacyjnych" - Ludwik Kotecki, członek RPP (wypowiedź z marca 2026)
I tu właśnie zaczyna się problem. Inflacja bazowa - po wyłączeniu żywności i energii - wciąż trzyma się w okolicach 3,5-4%, co jest powyżej celu NBP wynoszącego 2,5% +/- 1 pp. To nie pozwala mi być pełnym optymistą.
Inflacja towarowa
Trend: spadkowy
Główny driver: stabilizacja cen żywności, brak pass-through paliwowego
Perspektywa: sprzyja dezinflacji
Inflacja usługowa
Trend: uporczywie wysoki
Główny driver: presja płacowa 7-8% r/r
Perspektywa: schodzi powoli, hamuje obniżki stóp
Co dalej ze ścieżką CPI?
Jeśli efekt pass-through faktycznie nie zmaterializuje się w danych za kwiecień i maj, to CPI powinien zejść bliżej 3% w drugiej połowie roku. Baza statystyczna z ubiegłego roku też pomaga - wiosna 2025 to był okres relatywnie wysokich odczytów.
Ale jedno zastrzeżenie: geopolityka potrafi zaskoczyć. Dalsze napięcia na Bliskim Wschodzie mogą podbić ceny ropy trwalej niż tylko na miesiąc. Wtedy efekt drugiej rundy może się jednak pojawić - z kilkumiesięcznym opóźnieniem.
Dla kredytobiorców ze zmienną stopą: brak efektu domina paliwowego to argument za obniżkami stóp w II połowie 2026. Ale uporczywa inflacja usług może opóźnić decyzję RPP. Dla oszczędzających: realne stopy procentowe pozostają dodatnie - lokaty i obligacje skarbowe wciąż chronią kapitał przed inflacją.
Marcowe dane to sygnał umiarkowanie pozytywny. Nie rewelacja, nie przełom - po prostu potwierdzenie, że polska gospodarka radzi sobie z szokami paliwowymi lepiej niż trzy lata temu. No i zostaje pytanie, na które RPP będzie musiała odpowiedzieć: czy to wystarczy, żeby wrócić do obniżek stóp, skoro usługi wciąż rosną w tempie niekompatybilnym z celem inflacyjnym?
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




