Pierwszy raz od pandemii globalny popyt na ropę naftową spadnie - tak wynika z najnowszego raportu Międzynarodowej Agencji Energii. Stan na kwiecień 2026: konflikt zbrojny USA i Izraela z Iranem winduje ceny surowca do poziomów, które zaczynają dusić światowy wzrost gospodarczy.

To nie jest drobna korekta. MAE mówi wprost - mechanizm jest ten sam co w 2020 roku, tyle że wtedy popyt zabił lockdown, a teraz zabija go cena. Baryłka Brent oscyluje powyżej 100 USD, a w szczytowych momentach eskalacji konfliktu przekraczała 110 dolarów. Przy takich poziomach przemysł, transport i lotnictwo zaczynają ciąć zużycie.

Dlaczego wojna z Iranem uderza w globalny PKB?

Konflikt na Bliskim Wschodzie zaburza dostawy z regionu odpowiadającego za ok. 30% światowej produkcji ropy, wg danych OPEC. Cieśnina Ormuz - przez którą przepływa ok. 20% globalnego handlu ropą - stała się punktem zapalnym. Nawet częściowe ograniczenie przepływu tankowców oznacza premię za ryzyko wliczoną w każdą baryłkę.

„Wzrost cen energii o 10% obniża globalny PKB o 0,3-0,5 punktu procentowego w horyzoncie roku" - szacunki MAE z raportu Oil Market Report, kwiecień 2026

MAE obniżyła prognozę wzrostu popytu na ropę z dotychczasowego poziomu ok. 1 mln baryłek dziennie do wartości ujemnych. To pierwszy taki przypadek poza rokiem pandemicznym.

Polska perspektywa - paliwa, inflacja, złoty

Dla polskiej gospodarki wysoka ropa to potrójne uderzenie. Po pierwsze - ceny paliw na stacjach. Litr benzyny Pb95 przekracza 7 zł, diesel zbliża się do 7,50 zł. Po drugie - koszty transportu napędzają inflację bazową, z którą RPP i tak ma problem. Po trzecie - droga ropa oznacza droższy import, co pogarsza bilans handlowy i osłabia złotego.

Scenariusz: deeskalacja konfliktu

Ropa wraca do 75-85 USD/bbl
Paliwa w Polsce: 6,00-6,50 zł/l
Inflacja: łatwiejsza ścieżka do celu NBP
RPP: przestrzeń do obniżek stóp w 2H 2026

Scenariusz: eskalacja i blokada Ormuz

Ropa powyżej 120 USD/bbl
Paliwa w Polsce: 8,00+ zł/l
Inflacja: powrót powyżej 6-7%
RPP: podwyżki stóp z powrotem na stole

Moim zdaniem rynek nie docenia ryzyka drugiego scenariusza. Większość prognoz zakłada „kontrolowaną eskalację”, ale historia konfliktów na Bliskim Wschodzie pokazuje, że sytuacja potrafi wymknąć się z rąk szybciej niż analitycy zdążą zaktualizować modele.

Co to oznacza dla obserwatorów rynku i biznesu?

Spadek popytu na ropę brzmi jak dobra wiadomość - mniejsze zużycie, mniejsza emisja CO2. Ale powiedzmy sobie szczerze: popyt nie spada dlatego, że świat się zelektryfikował. Spada, bo firmy i konsumenci nie mogą sobie pozwolić na drogie paliwo. To recesyjny sygnał, nie klimatyczny sukces.

Dla inwestorów na GPW kluczowe są spółki paliwowe i transportowe. Orlen paradoksalnie może zyskać na marżach rafineryjnych przy wysokich spreadach crack, ale jego segment detaliczny ucierpi na niższym wolumenie sprzedaży. Spółki logistyczne - Inter Cars, firmy kurierskie - będą miały problem z kosztami.

Klucz:

Pierwszy od pandemii spadek popytu na ropę to nie korekta cykliczna - to sygnał, że ceny surowców energetycznych zaczynają aktywnie hamować globalny wzrost. Dla Polski oznacza to wyższe paliwa, trudniejszą walkę z inflacją i ograniczoną przestrzeń RPP do obniżek stóp.

Warto obserwować dwa wskaźniki: spread Brent-WTI (jeśli rośnie powyżej 8-10 USD, oznacza narastające problemy z dostawami z Bliskiego Wschodu) oraz dynamikę zapasów strategicznych w krajach OECD, wg danych publikowanych co tydzień przez amerykański EIA. Gdy rządy zaczną uwalniać rezerwy - będzie to znak, że sytuacja jest poważniejsza niż przyznają oficjalne komunikaty.

Przeczytaj też