3,8 proc. rok do roku - dokładnie tyle więcej płacimy za codzienne zakupy w marcu 2026 roku. Tyle samo co w lutym, minimalnie więcej niż w styczniu. Tylko że ta pozorna stabilizacja to nie powód do spokoju. Raczej sygnał ostrzegawczy.

Dane pochodzą z najnowszego raportu UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito, który monitoruje ceny koszyka codziennych zakupów. Trzy miesiące identycznej dynamiki mogłyby uśpić czujność - inflacja żywnościowa niby się ustabilizowała. Problem w tym, że autorzy raportu wprost mówią: to ma charakter przejściowy.

Dlaczego stabilizacja cen żywności jest pozorna?

Obecne plateau cenowe to głównie efekt wysokiej bazy statystycznej z wiosny 2025 roku, kiedy ceny rosły dynamicznie po podwyżkach energii i nawozów. Porównujemy się do już podbitych poziomów - stąd wrażenie spokoju. W rzeczywistości ceny nominalne nie spadają, a w wielu kategoriach dalej rosną.

Do tego dochodzi sezonowość. Wiosna to tradycyjnie okres, w którym kończą się zapasy tańszych produktów z jesiennych zbiorów, a nowe zbiory jeszcze nie weszły na rynek. Kwiecień i maj to historycznie miesiące, w których warzywa i owoce potrafią podrożeć o 8-12% w ciągu kilku tygodni (wg danych GUS z lat 2023-2025).

„Obecna stabilizacja ma charakter przejściowy. W kwietniu możemy zobaczyć wyraźne przyspieszenie dynamiki cen" - analitycy UCE Research, raport marzec 2026

I tu zaczyna się problem. Jeśli baza statystyczna zacznie się normalizować - a zacznie, bo wiosna 2025 była relatywnie spokojna cenowo w porównaniu z jesienią - to dynamika roczna automatycznie podskoczy. Nawet bez nowych szoków podażowych.

Ceny żywności vs inflacja ogólna - co naprawdę rośnie?

Nie mylmy tych dwóch rzeczy. Inflacja CPI wg GUS oscyluje wokół 4,5-5% (dane za luty 2026), ale koszyk codziennych zakupów to co innego niż ogólny indeks. Mleko, chleb, mięso, warzywa - te produkty kupujesz co tydzień i ich wzrost odczuwasz bezpośrednio.

Moim zdaniem prawdziwy problem leży głębiej niż jednorazowe skoki. Ceny żywności w Polsce od 2021 roku wzrosły łącznie o ponad 35% (szacunki na bazie danych GUS). Nawet jeśli roczna dynamika spadnie do zera, nie cofniemy się do poziomów sprzed trzech lat. To po prostu nowa normalność.

Scenariusz optymistyczny

Dynamika cen żywności utrzyma się w okolicach 3-4% YoY do końca roku. Warunek: brak szoków pogodowych, stabilne ceny energii, dobry sezon zbiorów.

Scenariusz pesymistyczny

Kwiecień-maj przynoszą przyspieszenie do 5-6% YoY. Możliwe przyczyny: słabe zbiory w Europie, wzrost cen paliw, osłabienie złotego podbijające koszty importu.

Co to oznacza dla Twojego portfela?

Dla przeciętnego gospodarstwa domowego wydającego ok. 1500-2000 zł miesięcznie na żywność (wg badań budżetów domowych GUS), wzrost o 3,8% to dodatkowe 57-76 zł miesięcznie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Rocznie zbiera się z tego 700-900 zł.

Powiedzmy sobie szczerze - to nie jest dramat, ale to też nie jest kwota, którą można zignorować. Szczególnie jeśli jednocześnie spłacasz kredyt hipoteczny i opłacasz rachunki za energię, które też nie stoją w miejscu.

Klucz:

Stabilne 3,8% to nie spadek cen - to plateau przed potencjalnym przyspieszeniem. Kwiecień pokaże, czy mamy do czynienia z nową normalnością, czy z kolejną falą drożyzny.

Co możesz zrobić? Na same ceny nie masz wpływu, ale na zarządzanie budżetem - owszem. Śledzenie promocji, zakupy sezonowe, planowanie posiłków z wyprzedzeniem - brzmi banalnie, ale przy skumulowanym wzroście cen o 35% w ciągu pięciu lat, to nie jest już kwestia oszczędności na „kawę na mieście”. To realna strategia obrony siły nabywczej.

Kwietniowe dane poznamy pod koniec maja. Będę je obserwował z dużą uwagą - bo jeśli eksperci z UCE Research mają rację, spokój w sklepach właśnie się kończy.

Przeczytaj też