69,5 mld zł na minusie po zaledwie trzech miesiącach roku. Stan na kwiecień 2026 - budżet państwa po pierwszym kwartale wygląda tak, jakby ktoś zostawił otwartą kasę i wyszedł na lunch. Ale najciekawsza nie jest sama dziura budżetowa, tylko jeden wskaźnik: wpływy z PIT okazały się ujemne. Tak - fiskus oddał więcej niż zebrał.
Absurd? Ministerstwo Finansów przekonuje, że nie ma powodów do paniki. Ujemny PIT to rzekomo efekt zmian systemowych - przede wszystkim rozliczeń rocznych za 2025 rok, w których podatnicy masowo skorzystali z ulg i podwyższonej kwoty wolnej od podatku. Zwroty nadpłat przelały się na pierwszy kwartał i statystycznie „zjadły” bieżące wpływy.
Ujemne wpływy z PIT nie oznaczają, że Polacy przestali płacić podatki - to efekt kumulacji zwrotów z rozliczeń rocznych i zmian w systemie podatkowym, które zwiększyły skalę nadpłat.
Dlaczego PIT wyszedł „pod kreską”?
Główna przyczyna to mechaniczny efekt podwyższonej kwoty wolnej od podatku i rozbudowanego systemu ulg, które od 2022 roku sukcesywnie powiększały nadpłaty w rozliczeniach rocznych. Wg danych Ministerstwa Finansów, zwroty PIT za 2025 rok były rekordowo wysokie, a ich wypłata skoncentrowała się w lutym i marcu - okresie, gdy urząd skarbowy przetwarza gros deklaracji złożonych elektronicznie.
Do tego dochodzi efekt bazy. W pierwszym kwartale wpływy z zaliczek na PIT są tradycyjnie niższe niż w kolejnych - pracodawcy odprowadzają je z opóźnieniem, a samozatrudnieni rozliczają się w innych cyklach. Nałożenie na to fali zwrotów dało wynik, który wygląda dramatycznie, ale - powiedzmy sobie szczerze - jest bardziej kwestią kalendarza niż katastrofy.
Tyle że moim zdaniem Ministerstwo trochę upraszcza. Tak, zwroty to zjawisko przejściowe. Ale skala deficytu - 69,5 mld zł po jednym kwartale - sugeruje, że problem jest szerszy niż sam PIT.
69,5 mld zł deficytu - dużo czy mało?
Planowany deficyt budżetowy na cały 2026 rok to ponad 200 mld zł, więc „zużycie” około jednej trzeciej limitu po pierwszym kwartale nie jest samo w sobie alarmujące - wg danych GUS sezonowość wydatków publicznych sprawia, że pierwszy kwartał zwykle generuje proporcjonalnie wyższy deficyt.
Ale jest różnica między „wyższy deficyt w Q1 to norma” a „ujemny PIT to norma”. To drugie zdarza się naprawdę rzadko i powinno skłaniać do pytań o konstrukcję systemu podatkowego, który generuje tak masowe nadpłaty.
„Wpływy z PIT w ujęciu rocznym pozostają na ścieżce zgodnej z prognozą budżetową” - Ministerstwo Finansów, komunikat z kwietnia 2026
Ministerstwo ma rację, że jednorazowy efekt zwrotów nie świadczy o „załamaniu dochodów”. Ale jednocześnie - system, w którym państwo najpierw pobiera za dużo, a potem masowo oddaje, jest nieefektywny. Podatnicy de facto kredytują budżet przez cały rok, żeby potem dostać zwrot. To nie jest bug - to feature polskiego systemu podatkowego, tyle że coraz bardziej kosztowny w obsłudze.
Budżet 2026 a reszta roku
Pozostałe źródła dochodów - CIT i VAT - wg wstępnych danych Ministerstwa Finansów trzymają się w okolicach planu, choć dynamika VAT jest niższa niż zakładano. To akurat może być sygnał ostrzegawczy: jeśli konsumpcja hamuje, wpływy z podatków pośrednich pójdą w dół w kolejnych kwartałach.
I tu zaczyna się poważniejsza historia. Budżet na 2026 rok został skonstruowany przy założeniu wzrostu PKB w okolicach 3,5-3,9% i inflacji na poziomie umożliwiającym solidne wpływy z VAT. Jeśli którekolwiek z tych założeń się nie zmaterializuje, deficyt na koniec roku może przekroczyć plan.
Polska ma unijny limit deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 3% PKB. W 2025 r. jesteśmy objęci procedurą nadmiernego deficytu - [wg Komisji Europejskiej](https://ec.europa.eu/info/business-economy-euro/economic-and-fiscal-policy-coordination/eu-economic-governance-monitoring-prevention-correction/stability-and-growth-pact_en) ścieżka konsolidacji wymaga stopniowego ograniczania wydatków.
Co to oznacza w praktyce?
Podatnik PIT prawdopodobnie już dostał zwrot lub dostanie go w najbliższych tygodniach. Indywidualnie - dobra wiadomość. Systemowo - dowód, że państwo zarządza naszymi pieniędzmi nieefektywnie.
Dla rynków deficyt budżetowy na tym poziomie oznacza dalsze emisje obligacji skarbowych. Posiadacze detalicznych obligacji (COI, EDO) mogą spać spokojnie. Ale na rynku hurtowym większa podaż papierów może podbić rentowności, a to z kolei przełoży się na koszty kredytów.
A kredyty hipoteczne ze zmienną stopą? Na razie bez zmian. RPP nie podejmuje decyzji o stopach na podstawie jednego kwartału budżetowego. Gdyby jednak deficyt wymknął się spod kontroli i wymusił większą emisję długu, presja inflacyjna mogłaby opóźnić oczekiwane obniżki stóp procentowych.
Jeden kwartał to za mało, żeby ogłaszać kryzys - to jasne. Ale ujemny PIT powinien być sygnałem alarmowym dla polityków, że system podatkowy potrzebuje korekty. Nie kolejnej „tarczy”, nie kolejnej ulgi - porządnego uproszczenia.
Przeczytaj też
Informacje w artykule mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej, doradztwa inwestycyjnego, porady finansowej ani oferty nabycia lub zbycia instrumentów finansowych w rozumieniu rozporządzenia MAR (596/2014), MiFID II oraz ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału. Decyzje inwestycyjne podejmuj samodzielnie lub po konsultacji z licencjonowanym doradcą inwestycyjnym.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




