Amerykańscy urzędnicy potwierdzili europejskim kolegom, że część zakontraktowanych dostaw broni zostanie opóźniona - informację ujawnił Reuters, powołując się na własne źródła. Na pierwszym miejscu listy ryzyka: kraje bałtyckie i Polska. Stan na kwiecień 2026.

Dla Warszawy to nie jest abstrakcja. Polska ma podpisane z USA kontrakty zbrojeniowe o łącznej wartości przekraczającej 40 mld dolarów - wg danych MON obejmują one 96 śmigłowców Apache, 250 czołgów Abrams, 486 wyrzutni HIMARS, baterie Patriot i 32 myśliwce F-35. Jeśli Pentagon faktycznie renegocjuje harmonogramy, obrywamy bardziej niż ktokolwiek inny w Europie.

Klucz:

Dla Polski opóźnienia amerykańskich dostaw to nie tylko kwestia harmonogramu - to presja na cały budżet obronny, bo nie spłacamy za sprzęt, którego jeszcze nie ma.

Dlaczego USA nie wyrabia się z dostawami?

Fabryki amerykańskich producentów pracują pełną parą od 2022 roku, a mimo to zapotrzebowanie przerasta moce wytwórcze. Lockheed Martin ma kolejkę F-35 zapisaną na lata. Produkcja amunicji 155 mm dopiero niedawno przekroczyła 40 tys. sztuk miesięcznie - wg komunikatów Departamentu Obrony. Do tego dochodzi polityka: administracja Trumpa w drugiej kadencji eksperymentuje z priorytetyzacją dostaw pod kątem interesów USA, nie NATO jako całości.

Powiedzmy sobie szczerze - to nie jest niespodzianka. O ryzyku opóźnień pisałem już przy okazji pierwszych problemów z terminami F-35 w 2024. Pentagon od początku sygnalizował, że kontrakty FMS (Foreign Military Sales) dla Europy nie mają bezwarunkowego priorytetu.

Co konkretnie dostaniemy później?

Oficjalnej listy na razie nie ma, ale doświadczenie z poprzednich cykli podpowiada, że ryzyko dotyka najbardziej zaawansowanych systemów: Patriotów, radarów IBCS, niektórych wariantów Abramsów. Dostawy wyrzutni HIMARS do Polski szły dotąd szybko - pierwsze egzemplarze trafiły do wojska już w 2023 roku. F-35 mają przyjść do Polski w latach 2026-2030 i właśnie to okno budzi mój niepokój.

„Bez amerykańskiego wsparcia nie jesteśmy w stanie efektywnie bronić wschodniej flanki NATO" - Krzysztof Bondaryk, były szef ABW, w wywiadzie dla TVN24, kwiecień 2026.

Polska vs kraje bałtyckie - kto ma gorzej?

Polska

Wydatki obronne: 4,7% PKB (2026)
Kontrakty USA: ok. 40 mld dol.
Własny przemysł zbrojeniowy: PGZ, częściowe zastępniki
Alternatywy: Korea Pd. (K2, K9, FA-50)

Litwa, Łotwa, Estonia

Wydatki obronne: 3-3,5% PKB
Kontrakty USA: mniejsze, ale kluczowe (HIMARS, Patriot)
Własny przemysł: praktycznie zerowy
Alternatywy: Niemcy, Francja - droższe i wolniejsze

Bałtowie są bardziej narażeni strategicznie, ale Polska ma więcej do stracenia finansowo. Wg analizy SIPRI z 2025 nasze zakupy zbrojeniowe stanowią ok. 6% globalnego importu broni - jesteśmy w pierwszej trójce importerów świata.

Reakcja rynku i akcji zbrojeniowych

Moim zdaniem w najbliższych tygodniach zobaczymy dwa efekty. Po pierwsze: akcje europejskich producentów - Rheinmetall, BAE Systems, Saab - zyskają, bo rynki wyceniają przesunięcie popytu z USA na Europę. Po drugie: spółki polskiego WIG-owskiego koszyka zbrojeniowego, w tym PGZ (poprzez spółki zależne na GPW), mogą zyskać na kontraktach kompensacyjnych.

Na GPW warto obserwować Lubawę, która ma sporą ekspozycję na kontrakty wojskowe. WIG20 i indeks szeroki zareagują raczej neutralnie - to zbyt mały segment, żeby ruszyć całym rynkiem.

Co to oznacza dla Ciebie

Jeśli obserwujesz rynek kapitałowy i geopolitykę - trzy rzeczy na radarze:

  • Akcje zbrojeniowe: sektor europejski już rósł trzycyfrowo w 2024-2025. Opóźnienia USA to kolejny argument za tą tezą. Tyle że po takich wzrostach trzeba patrzeć na wyceny, nie na nagłówki.
  • Złoty i obligacje: rynek wycenia bezpieczeństwo Polski jako ryzyko kraju. Każdy sygnał o luce w obronności może marginalnie osłabić PLN i podnieść rentowności polskich 10-latek.
  • Biznes eksportowy: firmy z kontraktami w krajach bałtyckich i Ukrainie powinny sprawdzić, czy ich klienci nie zmienią priorytetów budżetowych i nie przekierują środków na alternatywne dostawy.

A przeciętny inwestor detaliczny? Ekspozycja na ETF-y europejskie typu iShares STOXX Europe 600 Aerospace & Defense już daje udział w tym trendzie - nie trzeba polować na pojedyncze spółki.

Pytanie, które zadaję sobie od początku tego roku: czy Polska ma plan B, gdyby dostawy przeciągnęły się nie o miesiące, a o lata? Odpowiedzi do dziś nie usłyszałem.