Chiny w pierwszym kwartale 2026 zwiększyły produkcję energii z węgla o ok. 4,5% rok do roku - a miały spadać. Tajlandia przedłuża życie bloków, które planowała wygasić do 2025. Korea Południowa odkłada zamknięcie kilku elektrowni o pięć lat. Wszystko przez jedno - wojnę na Bliskim Wschodzie, która rozwaliła założenia cenowe dla LNG.
Stan na kwiecień 2026 wygląda tak: ceny LNG na azjatyckich hubach (JKM) skoczyły o ok. 40% od momentu eskalacji konfliktu, a rynek wycenia premie za ryzyko cieśniny Ormuz jakiej nie było od 2022 roku. W tej sytuacji węgiel energetyczny z Australii czy Indonezji nagle zaczął się opłacać - nawet z uwzględnieniem kosztu uprawnień CO2 tam, gdzie taki system w ogóle działa.
Powrót Azji do węgla nie jest decyzją klimatyczną - to kalkulacja ekonomiczna wymuszona przez geopolitykę. I to zmienia całą globalną układankę cen surowców.
Dlaczego akurat teraz węgiel wrócił do gry?
Bo LNG przestał być tani i pewny. Azja importuje ok. 75% globalnego LNG, a znaczna część tankowców przechodzi przez wody, które właśnie stały się strefą podwyższonego ryzyka. Ubezpieczenia frachtu morskiego na trasach Zatoka Perska - Azja Wschodnia podrożały według doniesień branżowych o 200-300% od początku roku. Efekt? Węgiel z Newcastle (benchmark australijski) kosztuje w ekwiwalencie energetycznym ok. 30-40% mniej niż LNG dostarczony do Japonii czy Korei.
Chiny mają tu łatwiej - większość węgla wydobywają u siebie. Ale nawet one zwiększyły import z Indonezji i Mongolii. Według danych International Energy Agency globalne zużycie węgla w 2025 pobiło rekord, a 2026 prawdopodobnie ten rekord jeszcze poprawi.
„Krótkoterminowo bezpieczeństwo dostaw przeważa nad celami klimatycznymi. W krajach Azji Wschodniej to pragmatyzm, nie polityczny zwrot" - parafrazuję tu linię argumentacji, jaką IEA prezentuje w ostatnim raporcie Coal 2025.
Co to oznacza dla polskiego rynku?
Więcej niż się wydaje. Polska od lat sprzedawała narrację, że węgiel to przeszłość - a teraz okazuje się, że reszta świata nie do końca to kupuje. Kilka konkretnych efektów, które już widać lub zobaczymy w najbliższych miesiącach.
- Ceny uprawnień EU ETS pod presją - jeśli Azja zwiększa emisje, presja na europejskie firmy energetyczne rośnie, a EU ETS w kwietniu 2026 oscyluje w okolicach 75-80 EUR/t (dane ICE). To wciąż drogo dla polskich elektrowni.
- JSW i Bogdanka - akcje obu spółek zachowują się lepiej niż WIG20 od początku roku. To nie przypadek, rynek wycenia, że popyt na węgiel koksowy i energetyczny nie zniknie tak szybko jak zakładano.
- Import węgla do Polski - paradoksalnie może się zrobić droższy, bo globalnie popyt rośnie.
- Transformacja energetyczna - plany inwestycyjne PGE i Tauronu zakładały spadek cen LNG. Te założenia właśnie poszły do kosza.
Moim zdaniem najciekawsze jest to, że Europa dalej trzyma kurs na dekarbonizację, a Azja otwarcie mówi „sorry, nie stać nas". Powiedzmy sobie szczerze - jeśli Chiny będą spalać więcej węgla niż my redukujemy, to cała polityka klimatyczna UE jest głównie eksportem emisji, a nie realną redukcją.
Co to oznacza dla Ciebie jako inwestora?
Trzy rzeczy, na które warto patrzeć. Po pierwsze - dane GUS dotyczące krajowej produkcji węgla pokażą, czy polskie kopalnie wykorzystają ten moment. Historycznie polski węgiel był zbyt drogi, żeby konkurować na globalnym rynku. Przy obecnych cenach - sytuacja może się zmienić.
Po drugie - spółki surowcowe. Globalni giganci jak Glencore czy BHP raportują w 2026 silniejsze marże z segmentu węglowego. Polskie JSW (z racji węgla koksowego dla stali) ma tu specyficzną ekspozycję - popyt chińskich hut wraca.
Po trzecie - złoty. Wojna na Bliskim Wschodzie to klasyczny risk-off, a komunikaty NBP sugerują, że RPP monitoruje sytuację energetyczną bardzo uważnie. Jeśli ceny ropy wrócą powyżej 100 USD/baryłkę, inflacja w Polsce ponownie przyśpieszy - i zapomnijcie o obniżkach stóp w drugiej połowie roku.
Krótkoterminowe wzrosty cen surowców nie są tym samym co długoterminowy trend. Powrót do węgla może się okazać epizodem jednego-dwóch lat, po czym LNG wróci do normy. Nie traktujcie tego jako sygnał do fundamentalnej zmiany strategii portfela.
Gdzie tu jest pułapka?
W tym, że wszystkie te trendy zależą od jednej niewiadomej - jak długo potrwa konflikt. Jeśli dyplomatycznie uda się uspokoić sytuację w ciągu trzech-sześciu miesięcy, LNG szybko spadnie, a węgiel wróci do defensywy. Jeśli konflikt się zaostrzy - mamy powtórkę z kryzysu energetycznego 2022, tylko w szerszej skali. Rynek obecnie wycenia scenariusz pośredni. Kto zgadnie lepiej, zarobi. Kto się pomyli - straci podwójnie.
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




