Baryłka ropy Brent kosztowała w środę rano niecałe 97 dolarów - o 23 proc. mniej niż na szczycie paniki 8 marca, gdy rynek dotknął 126 dolarów. Tyle, że ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz wciąż oscyluje wokół 15-20 proc. poziomu sprzed blokady. Rynek terminowy wyraźnie rozjechał się z fizycznym przepływem ropy - a to rzadko kończy się spokojnie dla obu stron.

Stan na 16 kwietnia 2026: Brent 96,32 USD, WTI 98,5 USD, dolar 3,60 PLN. Załadunki ropy i LNG przez Ormuz wynoszą ok. 3,8 mb/d wobec ponad 20 mb/d w lutym - wg raportu IEA z kwietnia 2026 to „największe zakłócenie podaży w historii globalnego rynku ropy".

Dlaczego rynek już nie panikuje?

Bo wycenia scenariusz bazowy: stopniowe przywracanie eksportu i normalizacja cen w okolicy 80 dolarów w perspektywie kilku miesięcy. MFW w aktualizacji prognoz z 15 kwietnia obciął globalny wzrost na 2026 do 3,1 proc. z 3,3 proc., ale nie wpisał w scenariusz bazowy długotrwałego zamknięcia cieśniny. Traderzy idą za tym sygnałem.

Drugi powód to strategiczne rezerwy państw OECD, które według IEA wystarczą na kilkumiesięczny bufor popytu. Krótko mówiąc - rynek nie widzi jeszcze niedoboru fizycznego, widzi spadek premii za ryzyko geopolityczne.

Klucz:

Rynek terminowy zakłada, że blokada jest tymczasowa. Jeśli się myli - korekta w górę będzie brutalna.

Ile to kosztuje polskiego kierowcę?

Konkretnie: benzyna Pb95 na stacjach w okolicy 6,51 zł/l, olej napędowy 7,81 zł/l (stan na 16 kwietnia 2026, dane e-petrol). Maksymalne ceny detaliczne ustalone na 14 kwietnia wyniosły 6,12 zł i 7,58 zł - notowania hurtowe Orlen pokazują, że presja idzie głównie od strony surowca, nie marż rafineryjnych.

W porównaniu do poziomu sprzed wojny (luty 2026) to wzrost rzędu 15-18 proc. Pełen bak (50 l) diesla to dziś o ok. 65 zł więcej niż dwa miesiące temu. Rocznie dla kierowcy pokonującego 20 tys. km robi się z tego 900-1100 zł.

I tu zaczyna się problem. Moim zdaniem rynek wycenia zbyt szybko powrót do normy. Futures na Brent grudniowy są po ok. 78 dolarów - wycena w warunkach, w których fizycznie ropa nie płynie w pełnym wolumenie. Wystarczy jeden atak na tankowiec albo jedno oświadczenie IRGC i scenariusz wraca do trzycyfrówki.

Czy to już koniec kryzysu?

Nie. Pierwsze statki przepłynęły Ormuz po częściowym rozejmie, ale to pojedyncze sztuki wobec ponad 400 tankowców zakotwiczonych przed Zatoką. Projekcja NBP z marca zakładała CPI w okolicy 4,2 proc. - przy ropie 85 dolarów. Każdy trwały dolar wyżej to ok. 0,1 pp dodatkowej inflacji w horyzoncie 2-3 miesięcy.

„Największe zakłócenie podaży w historii globalnego rynku ropy" - Fatih Birol, dyrektor wykonawczy MAE (komunikat IEA, kwiecień 2026).

Dla Polski najgorszy scenariusz to przedłużająca się blokada przy jednoczesnym osłabieniu złotego. Dolar trzyma się 3,60 PLN - dane NBP, ale jeśli Fed odłoży obniżki stóp przez inflacyjne echo kryzysu, złoty może się osłabić. Wtedy rachunek rośnie nawet przy stabilnej cenie w dolarach.

Co monitorować:

Liczbę tankowców przechodzących Ormuz dziennie (cel normalizacji: >40/d), kurs USD/PLN, projekcję NBP z lipca oraz komunikaty RPP o wpływie ropy na inflację bazową.

Powiedzmy sobie szczerze - ta dekoniunktura w futures to bardziej nadzieja niż pewność. Rynek raz już się pomylił w lutym, zakładając, że Iran nie zamknie cieśniny. Teraz zakłada, że szybko ją otworzy. Obie tezy są możliwe. Żadna nie jest oczywista.

Przeczytaj też