W piątek 17 kwietnia Creotech Quantum uderzył dzwonem na GPW - i tak Warszawa dostała swoją pierwszą publiczną spółkę kwantową. Dla jednych to kamień milowy polskiej technologii, dla mnie raczej ciekawy eksperyment, którego efekty zobaczymy nie za rok, tylko za pięć.
Stan na kwiecień 2026 - główny parkiet nie miał dotąd żadnego emitenta z branży quantum computing. Cały rynek światowy kwantu to ciągle nisza: według szacunków BCG z 2024 roku globalne przychody sektora nie przekraczają 1,5 mld dol. rocznie, choć prognozy na 2030 rok mówią o 10-15 mld dol. Brzmi ładnie, ale trzeba pamiętać, że większość tych pieniędzy to dziś kontrakty rządowe i granty, nie komercyjne wdrożenia.
Co robi Creotech Quantum i ile to naprawdę warte?
Creotech Quantum to spółka wyrosła z Creotech Instruments - podmiotu notowanego od 2022 roku na NewConnect, znanego z komponentów dla sektora kosmicznego i elektroniki dla laboratoriów kwantowych. Wydzielony biznes to standardowa droga: oddzielić dojrzałą część od rosnącej i dać tej drugiej własny rynek kapitału. Sprawdziliśmy strukturę emisji - mała kapitalizacja i ograniczony free float to klasyczne problemy polskich small-capów tech.
Spółka dostarcza m.in. systemy krioelektroniczne i precyzyjne zasilacze dla komputerów kwantowych. Wśród klientów - ośrodki akademickie w Europie, w tym Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe, które dysponuje jednym z niewielu komputerów kwantowych w regionie. Projekty finansowane przez EuroHPC JU i NCBR dały Creotechowi bazę kontraktów - ale to nadal w dużej mierze money from the government.
„Debiut Creotech Quantum to sygnał, że polski rynek kapitałowy zaczyna rozumieć technologie deep-tech." - komunikat GPW z 17 kwietnia 2026 roku.
Problem w tym, że „rozumieć” to jeszcze nie „wyceniać”. Pierwszy dzień notowań pokazał ograniczony wolumen obrotu - typowe dla małych spółek tech na naszej giełdzie. WIG-technologie przez ostatnie 12 miesięcy dał wg danych GPW zaledwie kilka procent, podczas gdy amerykański Nasdaq-100 urósł dwucyfrowo.
Kwantowy debiut na GPW to bardziej wydarzenie wizerunkowe niż inwestycyjne - globalne przychody sektora rosną, ale dojrzałe modele biznesowe pojawią się najwcześniej po 2028 roku.
Dlaczego quantum to nie nowy Bitcoin?
Różnica między kwantem a innymi tech-hype'ami jest fundamentalna. Kryptowaluta działa tu i teraz (kontrowersje pomijam), AI generuje realne przychody od dwóch lat. Komputery kwantowe wciąż mają problem z błędami kwantowymi i skalowaniem kubitów. IBM, Google, IonQ - wszyscy ogłaszają „breakthrough” co kwartał, ale żaden nie ma produktu dla przeciętnego klienta biznesowego.
Polska w tym wyścigu to średni gracz. Mamy Creotech, mamy ośrodki badawcze, NCBR rozdysponowuje ok. 60 mln zł rocznie na projekty kwantowe (dane za 2025). To dużo jak na polski budżet R&D, mało jak na globalną konkurencję, w której USA i Chiny liczą miliardy.
Co to oznacza dla inwestorów?
Powiedzmy sobie szczerze: Creotech Quantum to spółka typu „marzenie plus kontrakty”. Nie jest to ani spółka wartościowa z dywidendą, ani rozpędzony technologiczny jednorożec. To high-beta z branży, którą rynek jeszcze nie umie wycenić.
Podejście konserwatywne
Obserwować 6-12 miesięcy
Sprawdzić płynność i spread
Czekać na pierwszy raport kwartalny
Ocenić jakość kontraktów i marżowość
Profil spekulacyjny
Small-cap tech z Polski
Wysoka zmienność oczekiwana
Ekspozycja na globalny trend quantum
Ryzyko: cienki rynek i mała kapitalizacja
Małe spółki technologiczne na GPW potrafią mieć spread na poziomie 2-3% nawet w dni aktywnego obrotu. Zanim złożysz zlecenie, sprawdź głębokość arkusza - regulamin i ostrzeżenia znajdziesz na stronie [KNF](https://knf.gov.pl/).
Co dalej z polskim quantum na parkiecie?
Jeśli Creotech Quantum sobie poradzi - a to wymaga przychodów idących w dziesiątki milionów złotych rocznie, nie tylko grantów - otworzy drogę kolejnym. Z branży deep-tech do IPO przygotowują się producenci sensorów kwantowych i software'u post-kwantowego. Na to potrzeba jednak cierpliwego kapitału, którego polski rynek wciąż ma mało.
Zastanawiasz się czy wchodzić w pierwsze dni po debiucie? Historia małych IPO na GPW pokazuje, że pierwsze 90 dni to okres największych wahań - i najgorszy moment na formowanie trwałej opinii o spółce.
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




