Warszawa traci wielkie debiuty giełdowe na rzecz Zachodu – i w końcu postanowiła z tym coś zrobić. GPW ogłosiła plany zacieśnienia współpracy z giełdami regionu Europy Środkowo-Wschodniej, żeby wspólnie konkurować o największe IPO. Stan na kwiecień 2026.
Brzmi ambitnie. Ale powiedzmy sobie szczerze – to reakcja na trend, który trwa od lat. InPost wybrał Amsterdam, Żabka debiutowała wprawdzie w Warszawie, ale spekulacje o dual listingu ciągnęły się miesiącami. Największe spółki z regionu CEE patrzą na zachód, bo tam jest płynność, tam są globalni inwestorzy instytucjonalni, tam są wyższe wyceny.
GPW jest największą giełdą w Europie Środkowo-Wschodniej z kapitalizacją przekraczającą 300 mld EUR (wg danych GPW za 2025), ale pod względem wolumenu obrotów i płynności wciąż pozostaje w tyle za zachodnimi parkietami.
Dlaczego polskie spółki uciekają na Zachód?
Główny powód jest prozaiczny – pieniądze. Spółki debiutujące na Euronext Amsterdam czy London Stock Exchange mogą liczyć na wyższe wyceny, bo tamtejsze rynki oferują głębszą płynność i szerszą bazę inwestorów. Według danych Euronext, w 2024 roku Amsterdam przyciągnął IPO o łącznej wartości przekraczającej 8 mld EUR. Warszawa? Ułamek tej kwoty.
Jest też kwestia prestiżu. Fundusz z Nowego Jorku czy Singapuru raczej nie szuka okazji na GPW – ale na LSE już tak. Dla zarządów dużych spółek to argument nie do zbicia. I tu zaczyna się problem GPW.
Co GPW może realnie zaoferować giełdom regionu?
Warszawa proponuje model współpracy, który miałby obejmować wspólne standardy listingowe, cross-listing i wzajemne uznawanie prospektów emisyjnych. To nie jest nowy pomysł – podobne inicjatywy pojawiały się już wcześniej, choćby w ramach współpracy z giełdami w Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie.
„Musimy budować wspólny rynek kapitałowy w regionie, bo żadna z naszych giełd z osobna nie jest w stanie konkurować z największymi parkietami zachodnimi" – to stanowisko, które GPW komunikuje od dłuższego czasu.
Moim zdaniem kierunek jest słuszny, ale diabeł tkwi w szczegółach. Unia rynków kapitałowych (CMU) w ramach UE jest od lat w fazie „zaraz się uda” – a regionalna wersja tego projektu może napotkać te same bariery: różne regulacje, różne waluty, różne interesy polityczne.
GPW vs giełdy zachodnie – co mówią liczby?
GPW Warszawa
Kapitalizacja: ~300 mld EUR
Liczba spółek: ~400
Dzienny obrót: ~0,8 mld PLN
Zalety: niższe koszty listingu, dominacja w CEE
Euronext Amsterdam
Kapitalizacja: ~1 500 mld EUR
Liczba spółek: ~1 400
Dzienny obrót: ~5 mld EUR
Zalety: globalna płynność, prestiż, wyższe wyceny
Różnica jest pięciokrotna w kapitalizacji i jeszcze większa w obrotach. Nawet połączenie sił z Pragą (kapitalizacja ~60 mld EUR wg danych PX) i Budapesztem (~35 mld EUR wg BÉT) nie zmieni tej proporcji dramatycznie.
Czy regionalna koalicja giełd ma szanse powodzenia?
Historia zna udane konsolidacje giełdowe – Euronext sam powstał z połączenia parkietów w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie. Ale tam chodziło o kraje strefy euro ze zbliżonymi regulacjami. Region CEE to inna bajka: złoty, korona czeska, forint, lej rumuński – każda waluta to dodatkowa bariera dla inwestorów.
Z drugiej strony – region rośnie szybciej niż zachodnia Europa. PKB Polski wzrósł o ok. 3,5% w 2025 roku wg GUS, strefa euro ledwo przekroczyła 1%. Spółki z regionu mają potencjał wzrostowy, którego zachodni inwestorzy szukają. Pytanie, czy GPW potrafi ten potencjał „zapakować” w atrakcyjną ofertę.
Unia Rynków Kapitałowych (CMU) to flagowy projekt Komisji Europejskiej od 2015 roku, który ma ułatwić przepływ kapitału w UE. Po dekadzie postępy są ograniczone – co paradoksalnie daje GPW argument, żeby budować regionalne rozwiązania zamiast czekać na Brukselę.
Co to oznacza dla inwestorów?
Jeśli GPW uda się zbudować silniejszy rynek regionalny, zyskają na tym przede wszystkim inwestorzy grający na polskich i środkowoeuropejskich akcjach. Głębsza płynność to lepsze spready. Więcej IPO to więcej okazji. A cross-listing ułatwi dywersyfikację bez zakładania kolejnych rachunków maklerskich.
Ale bądźmy realistami – to perspektywa lat, nie miesięcy. Na dziś GPW pozostaje rynkiem zdominowanym przez spółki Skarbu Państwa i banki, z ograniczoną obecnością sektora technologicznego. Żeby to zmienić, nie wystarczą sojusze z sąsiadami – trzeba przyciągnąć prywatne, innowacyjne spółki.
Uważam, że inicjatywa GPW idzie w dobrym kierunku, ale sama współpraca giełdowa nie wystarczy. Potrzebne są zmiany regulacyjne, ulgi podatkowe dla inwestorów indywidualnych i – przede wszystkim – spółki, w które warto inwestować. Bo najlepsza giełda na świecie jest bezużyteczna, jeśli nie ma na niej czego kupić.
Przeczytaj też
Informacje w artykule mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej, doradztwa inwestycyjnego, porady finansowej ani oferty nabycia lub zbycia instrumentów finansowych w rozumieniu rozporządzenia MAR (596/2014), MiFID II oraz ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału. Decyzje inwestycyjne podejmuj samodzielnie lub po konsultacji z licencjonowanym doradcą inwestycyjnym.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




