29,5 mln - tylu Polaków ma zostać w 2100 roku według najnowszej prognozy EUROPOP2023 Eurostatu. To spadek o blisko 9 mln względem dzisiejszych 38,5 mln, czyli siódmy co do skali ubytek ludności w całej Unii Europejskiej. Wyprzedzają nas głównie państwa bałtyckie i Bułgaria.
Mamy kwiecień 2026 i powiedzmy sobie szczerze - to nie jest prognoza, o której można zapomnieć, bo zrealizuje się dopiero za pokolenie. Ona już się realizuje. Dzietność w Polsce spadła do poziomu ok. 1,1 dziecka na kobietę (dane GUS) - to próg, przy którym każde kolejne pokolenie jest o połowę mniejsze od poprzedniego. Próg zastępowalności to 2,1.
Baseline Eurostatu zakłada, że dzietność w Polsce wzrośnie do 1,49 do 2060 roku. Na razie nic na to nie wskazuje - i to jest największy problem z tą prognozą. Realny scenariusz jest gorszy od oficjalnego.
Czy prognoza Eurostatu nie jest przesadnie pesymistyczna?
Nie jest. Baseline EUROPOP2023 to wariant środkowy, nie pesymistyczny. GUS w swojej eksperymentalnej symulacji pokazał, że jeśli dzietność utrzyma się na poziomie 1,10 (obecny stan), Polska już do 2060 roku zejdzie do 28,4 mln mieszkańców - o 2,5 mln gorzej niż w oficjalnym wariancie GUS (30,9 mln). Między 2060 a 2100 ubytek dalej przyspiesza, bo pokolenie rodziców jest coraz mniejsze.
W 2100 roku według danych Eurostatu pięć najludniejszych państw UE to: Niemcy (84,1 mln), Francja (68 mln), Włochy (50,2 mln), Hiszpania (45,1 mln) i Polska (29,5 mln). Zostaniemy w piątce, ale z ludnością mniejszą niż dzisiejsza Hiszpania. Brzmi ładnie - "Polska w czołówce demograficznej UE" - tyle że to tylko dlatego, że reszta Wschodu kurczy się szybciej.
Co to oznacza dla Twoich oszczędności i emerytury?
Trzy konkrety, które trzeba sobie zapisać. Po pierwsze - system emerytalny. Współczynnik obciążenia demograficznego (osoby 65+ na 100 pracujących) według projekcji Eurostatu podwoi się do 2100 roku. To oznacza albo wyższe składki, albo niższe emerytury, albo wyższy wiek emerytalny. Najprawdopodobniej wszystko naraz - matematycznie inaczej się nie da.
Po drugie - nieruchomości. Polski rynek mieszkaniowy przez ostatnie 20 lat napędzało pokolenie Y wchodzące w dorosłość. To pokolenie już kupiło. Kolejne (Z i dalej) jest o ok. 30% mniejsze liczebnie. Moim zdaniem popyt strukturalny na mieszkania zacznie słabnąć od okolic 2035 - i to nie jest opinia kontrowersyjna, to prosta matematyka wchodzenia roczników na rynek.
Na koniec - aktywa finansowe. GPW od lat cierpi na chroniczny niedobór krajowego kapitału detalicznego. Mniej osób w wieku produkcyjnym = mniejsze przepływy do PPK, IKE, funduszy. Bez tego WIG20 pozostanie zaniedbanym kuzynem DAX-a, a wyceny polskich spółek będą uzależnione od kapitału zagranicznego (czytaj: zmiennego).
„Zmiany demograficzne są jednym z kluczowych czynników ryzyka dla stabilności makroekonomicznej strefy euro w długim okresie" - Europejski Bank Centralny w biuletynie ekonomicznym komentującym EUROPOP2023.
Czy migracja to uratuje?
Teoretycznie tak - Eurostat zakłada dodatnie saldo migracji w swoim baseline. Nawet z nim mamy 29,5 mln w 2100. Bez migracji liczby byłyby dramatycznie gorsze. Problem w tym, że migracja do Polski bywa niestabilna (napływ Ukraińców w latach 2022-2024 to nie trend, lecz kryzys) i rodzi napięcia polityczne, których żadna ekipa rządowa nie potrafi rozegrać konstruktywnie.
Przeanalizowaliśmy wszystkie trzy warianty Eurostatu - baseline, niskiej dzietności i niskiej migracji. W każdym Polska w 2100 ma mniej ludności niż dzisiaj. Różnica dotyczy tylko skali. Bez istotnego wzrostu dzietności (czego nie widać nigdzie w Europie poza Francją w ograniczonej skali) i bez stałego strumienia imigrantów prognoza 29,5 mln może okazać się jeszcze optymistyczna.
Zastanawiasz się, czy to ma wpływ na Twoje dzisiejsze decyzje finansowe? Ma. Nie jutro - ale horyzont 20-letniego kredytu hipotecznego czy 30-letniej emerytury to dokładnie ten przedział czasowy, w którym demografia zaczyna boleć.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




