Polska w 2025 r. kupiła od Norwegii sześciokrotnie więcej uzbrojenia niż rok wcześniej - wynika z danych norweskiego urzędu statystycznego SSB. Łączny eksport broni i amunicji z Oslo przekroczył 10 mld koron norweskich (ok. 3,8 mld zł), a polski udział w tym boomie jest jednym z największych w Europie. Stan na kwiecień 2026.
To czwarty rok z rzędu, w którym Norwegia bije historyczny rekord sprzedaży uzbrojenia. Dla porównania: w 2021 r., ostatnim „normalnym" roku przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę, eksport wynosił ok. 4 mld koron. Potem, rok po roku: 5,8 mld, 7,5 mld, 9,1 mld. A teraz dziesięć z haczykiem. Logika jest brutalnie prosta - im gorzej na wschodniej flance NATO, tym lepiej dla norweskiego przemysłu zbrojeniowego.
Polska kupuje głównie od trzech potentatów: Kongsberg Defence & Aerospace, Nammo i Thales Norway. Przedmiotem dostaw są przede wszystkim systemy NSM (Naval Strike Missile), amunicja artyleryjska kalibru 155 mm, systemy dowodzenia oraz elementy zestawów przeciwlotniczych. W ubiegłym roku MON podpisał z Kongsbergiem kontrakt ramowy na systemy rakietowe brzegowe, a osobno - na amunicję przeciwpancerną. To są kontrakty liczone w miliardach, nie w milionach.
Dlaczego norweska broń akurat teraz?
Po pierwsze - dostępność. Niemieckie i francuskie fabryki są zakorkowane na lata do przodu, amerykańskie dostawy trwają bywa że 5-7 lat od podpisania umowy. Norwegowie potrafią dostarczyć szybciej, bo od 2022 r. agresywnie rozbudowali moce produkcyjne. Nammo podwoił produkcję amunicji 155 mm, a rząd w Oslo dofinansował ten rozwój kwotą ponad 2,5 mld koron.
Po drugie - interoperacyjność. NSM i amunicja norweska są już w użytku w polskiej armii, co radykalnie skraca cykl szkolenia i wdrożenia. Dla każdego, kto zna temat logistyki wojskowej, to nie jest drobiazg - to jest najważniejsza pojedyncza zmienna.
I tu zaczyna się problem. Im głębiej Polska wchodzi w zależność od pojedynczych dostawców, tym większe ryzyko cenowe i kontraktowe na kolejne dekady. Norwegowie wiedzą, że mamy ograniczone alternatywy. A to nie jest najlepsza pozycja negocjacyjna.
Polska wydaje na zbrojenia więcej niż jakikolwiek inny kraj NATO w relacji do PKB - ponad 4,7% w 2025 r. wg danych MON. Norweski rekord eksportu to w znacznym stopniu nasz rachunek.
Co z tego ma polska gospodarka?
Powiedzmy sobie szczerze - nie tyle, ile powinna. Oficjalnie każdy duży kontrakt zbrojeniowy zakłada offset, czyli udział polskich firm w produkcji komponentów lub transferze technologii. W praktyce offsety bywają różnie realizowane, a udział krajowej wartości dodanej przy zakupach od Kongsberga jest szacowany poniżej 20%. Większość wydatków wycieka za granicę.
Wpływ na deficyt handlowy jest odczuwalny. W 2025 r. ujemne saldo w handlu z Norwegią urosło o kilkanaście procent - i to nie jest przypadek. Moim zdaniem to jedna z cichych przyczyn, dla których złoty w ostatnich miesiącach zachowuje się słabiej, niż wskazywałyby fundamenty makro.
Co to oznacza dla Ciebie - obserwatora rynku
Dla inwestora patrzącego na GPW najbardziej oczywistym tematem są spółki zbrojeniowe. Polski Holding Obronny, choć nienotowany, wpływa na łańcuch dostawców, w tym na Lubawa S.A. czy PGZ. Drugorzędnie korzystają spółki logistyczne i stalowe. Warto śledzić raporty kwartalne - wzrost zamówień MON powinien tam być widoczny.
„Rok 2025 był przełomowy dla europejskiego przemysłu obronnego. Oczekujemy utrzymania wysokiego poziomu zamówień przez co najmniej trzy kolejne lata" - Eirik Lie, prezes Kongsberg Defence & Aerospace, w komunikacie dla mediów ze stycznia 2026 r.
Dla przedsiębiorcy zajmującego się eksportem do Skandynawii - silniejsza korona norweska (NOK/PLN w górę o ok. 8% r/r) robi różnicę w marżach. Dla osoby, która myśli o funduszach ETF z ekspozycją na obronność (np. europejski HANetf Future of Defence) - to jedna z najmocniejszych klas aktywów ostatnich dwóch lat, ale pamiętaj, że po takich wzrostach historycznie bywają głębokie korekty.
I pytanie, które warto sobie zadać. Czy zbrojeniowy boom jest strukturalny, czy cykliczny? Sprawdziliśmy historyczne serie danych SIPRI - po Zimnej Wojnie globalne wydatki spadły o 38% w ciągu dekady. Nikt nie wie, kiedy zaczyna się kolejna taka dekada. Ale jeśli sytuacja na wschodniej flance NATO ustabilizuje się szybciej, niż wszyscy zakładają, rynek tego segmentu zweryfikuje wyceny bardzo ostro.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




