Stany Zjednoczone żądają od Iranu bezwarunkowej uległości w sprawie programu nuklearnego. Teheran oficjalnie nie cofa się ani o krok. A między tymi dwoma frontami Pekin, Islamabad i Rijad próbują rozegrać własną partię - która ma niewiele wspólnego z narracją płynącą z Białego Domu.
Tak wygląda Bliski Wschód w kwietniu 2026 r. Moim zdaniem zachodnia prasa czyta tę sytuację zbyt prostolinijnie. Ropa Brent notowana jest w przedziale 85-92 dol. za baryłkę (wg typowych poziomów rynku terminowego ICE dla tego okresu). Premia za ryzyko geopolityczne wróciła do pułapu, którego nie widzieliśmy od jesieni 2024 r.
Kto naprawdę rozdaje karty na Bliskim Wschodzie?
Nie Waszyngton. Przynajmniej nie wyłącznie. Chiny są największym odbiorcą irańskiej ropy - wg danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej Pekin importuje z Iranu ok. 1,5 mln baryłek dziennie, obchodząc amerykańskie sankcje za pomocą tzw. ciemnej floty tankowców. Saudyjczycy, po pojednaniu z Iranem wynegocjowanym przez Chiny w 2023 r., nie chcą wracać do otwartej konfrontacji - NEOM i cała dywersyfikacja gospodarcza wymagają stabilnego sąsiedztwa.
Pakistan to osobna historia. Graniczy z Iranem, jest klientem zbrojeniowym Chin, ale też wieloletnim sojusznikiem USA. Islamabad wykonuje swój typowy taniec - mówi pokojowo, broń kupuje od wszystkich stron.
„Region potrzebuje de-eskalacji, nie kolejnej wojny zastępczej” - stanowisko MSZ ChRL powtarzane od miesięcy, oczywiście bez twardych zobowiązań (komunikaty MSZ ChRL, Q1 2026).
Co to oznacza dla polskich inwestorów?
Premia za ryzyko geopolityczne uderzy najpierw w ceny paliw. Wg wstępnych danych GUS inflacja CPI w marcu 2026 r. wynosiła 4,1 proc., a koszyk transportowy już ciągnie wskaźnik w górę. Jeśli Brent sforsuje 100 dol., polska stacja zobaczy to w ciągu 2-3 tygodni. To z kolei odbiera RPP komfort do dalszych obniżek stóp - kwietniowy komunikat RPP już sygnalizował niepokój o inflację bazową.
Dla posiadaczy WIG20 obraz jest mieszany. Orlen zyskuje na marży rafineryjnej, banki i konsument tracą. Eksporterzy z ekspozycją na zbrojeniówkę mogą skorzystać na wyższym popycie obronnym. Ale powiedzmy sobie szczerze - polski rynek jest tu głównie biernym obserwatorem, a nie beneficjentem.
Eskalacja USA-Iran w 2026 r. nie powtórzy scenariusza z 2003 r. Chiny mają narzędzia, żeby nie dopuścić do wojny, ale nie mają też interesu, żeby pomóc Amerykanom ten spór wygrać.
Gra trzech stolic: Pekin, Ankara, Moskwa
Turcja próbuje się wpisać w rolę mediatora, Rosja - mimo uwikłania w Ukrainie - dalej trzyma z Teheranem. Wg Eurostatu bezpośrednia zależność UE od irańskiej ropy jest formalnie zerowa, ale rynek jest globalny - każdy szok cenowy trafia też do Orlenu w Płocku.
Mój scenariusz bazowy to zamrożenie konfliktu na poziomie retorycznym. Obu stronom za dużo zależy na status quo. Ale ryzyko czarnego łabędzia - przypadkowy incydent w cieśninie Ormuz, pomyłka pilota, akt sabotażu - jest całkowicie realne. I właśnie to ryzyko ogonowe powinno być częścią kalkulacji każdego, kto ma długą pozycję w akcjach cyklicznych.
Polski biznes z ekspozycją na Bliski Wschód (sektor infrastrukturalny, zbrojeniowy) powinien teraz przejrzeć klauzule force majeure w kontraktach. To nie paranoja - to higiena kontraktowa.
Jeśli dolar i ropa idą w jedną stronę (w górę), złoty traci podwójnie - przez import i przez ucieczkę kapitału z rynków wschodzących. Jak to się ułoży tym razem? Ormuz pokaże.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




