Ceny LNG na rynkach azjatyckich wystrzeliły o 81% od początku konfliktu w Zatoce Perskiej do 13 kwietnia, a w szczytowym momencie pod koniec marca osiągnęły poziom 108% powyżej wartości sprzed eskalacji - wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Węgiel energetyczny podrożał w tym samym czasie zaledwie o 24%. Różnica jest na tyle duża, że cztery istotne gospodarki regionu - Indie, Tajlandia, Korea Południowa i Filipiny - ogłosiły plany szerszego wykorzystania węgla w produkcji energii elektrycznej.

Stan na kwiecień 2026: Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta od 4 marca. Wg danych EIA przepływa przez nią normalnie ok. 20% światowego obrotu ropą i gazem ziemnym. Drony, które w marcu uderzyły w katarski Ras Laffan, wyłączyły z rynku ok. 17% globalnych mocy eksportowych LNG w ciągu jednego tygodnia. QatarEnergy ogłosił force majeure.

Dlaczego Azja wraca do węgla, a nie do gazu?

Powód jest prosty - matematyka. Jeśli LNG zdrożał cztery razy szybciej niż węgiel, elektrownie gazowe stają się nieopłacalne w porównaniu z węglowymi. Wzrost cen LPG w Indiach i Tajlandii przekłada się nawet na zmianę sposobu gotowania - gospodarstwa domowe wracają do węgla i drewna. To nie jest tylko problem sektora energetycznego, to szok, który schodzi na poziom kuchni.

Powiedzmy sobie szczerze - narracja o „zielonej transformacji" w Azji zderzyła się z geopolityką. Kiedy gaz kosztuje dwa razy więcej niż rok temu, rządy wybierają to, co działa dziś, nie to, co ładnie wygląda w strategii na 2050.

Klucz:

Azja nie porzuca transformacji - tylko ją odkłada. Ale region odpowiada za 59% globalnego importu LNG, więc każdy rok opóźnienia to miliardy ton CO2 więcej w atmosferze.

Co to oznacza dla Polski?

Krótko: mniej presji cenowej na węgiel importowany, więcej presji politycznej w UE. Wg danych GUS Polska w ostatnich latach importowała rzędu 10-15 mln ton węgla energetycznego rocznie, głównie spoza Unii. Jeśli Azja zasysa teraz LNG z rynku spot, europejscy odbiorcy - w tym polscy importerzy gazu - zapłacą więcej zimą 2026/2027.

Z drugiej strony ETS. Jeśli Indie i Tajlandia odkładają dekarbonizację, presja na europejskich emitentów - Tauron, PGE, Eneę - rośnie. CBAM wchodzi w pełną fazę, więc importowane towary węglowe i tak będą obłożone opłatami klimatycznymi.

Czy Europa zapłaci za azjatycki zwrot?

Tak, i to dosłownie. Gdy Azja przebija ceny LNG, Europa musi dopłacić, żeby statki popłynęły do Rotterdamu zamiast Szanghaju. W marcu ceny gazu w Wielkiej Brytanii wzrosły o 11,7% w jednym tygodniu. Ceny hurtowe na giełdzie TTF, od których pośrednio zależy polski rynek, śledzą ten trend - choć z opóźnieniem.

„Dostawy z Kataru odpowiadają za ok. 17% globalnego eksportu LNG i są zatrzymane. Rynek spot nie ma rezerw, żeby to szybko zastąpić" - komunikat prasowy QatarEnergy po ogłoszeniu force majeure (marzec 2026).

Pamiętaj:

Polska nie importuje LNG bezpośrednio z Kataru w dużych ilościach, ale kontrakty długoterminowe są powiązane z cenami spot. Gdy rynek się zapala, my też czujemy ciepło - z kilkumiesięcznym poślizgiem na rachunkach.

Kto traci, kto zyskuje?

Tracą: europejscy importerzy gazu, unijna polityka klimatyczna, producenci turbin gazowych, którzy liczyli na boom w Azji. Zyskują: eksporterzy węgla z Australii, Indonezji i RPA, amerykańscy producenci LNG z terminali Gulf Coast, pośrednio polski sektor wydobywczy - w krótkim terminie.

Mój sceptycyzm dotyczy czego innego. Ten „węglowy renesans" to nie powrót do lat 80. To pomost - dwa, trzy lata drogiego gazu wystarczą, żeby przedłużyć życie bloków węglowych, które miały zostać wygaszone. Każdy kolejny rok w azjatyckim miksie to kilkadziesiąt megaton CO2 więcej.

Co dalej?

Jeśli konflikt wokół Ormuzu się przedłuży, scenariusz na koniec 2026 wygląda tak: LNG spot utrzymuje się 40-60% wyżej niż w 2025, Azja kontynuuje import węgla z Australii i Indonezji, Polska korzysta pośrednio z niższych cen węgla, ale płaci wyższe rachunki za gaz. Transformacja energetyczna się nie zatrzyma - zwolni. I to może być najbardziej kosztowny skutek tej blokady, liczony nie w dolarach za barel, lecz w dekadach opóźnienia.

Przeczytaj też