Paradoks marca 2026: ceny energii elektrycznej na rynku SPOT spadły o 7,5 proc. miesiąc do miesiąca, a jednocześnie kontrakty terminowe na dostawy w kolejnych kwartałach podrożały o 12,5 proc. To nie sprzeczność - to dwa różne rynki reagujące na dwa różne sygnały. Stan na kwiecień 2026.

SPOT obrywa falę taniej produkcji z OZE. Kontrakty terminowe wyceniają już strach przed tym, co zrobi gaz w drugiej połowie roku - a konkretnie, co zrobią dostawy LNG z Bliskiego Wschodu, gdzie napięcia wokół Cieśniny Ormuz znów przypominają o sobie raz na kwartał.

Dlaczego SPOT spada, a forward rośnie?

Rynek SPOT reaguje na to, co się dzieje dzisiaj - a dzisiaj wiatr wieje i słońce świeci. Dane PSE pokazują, że udział OZE w produkcji energii w Polsce przekroczył w marcu 2026 poziom 35 proc. w skali miesiąca (wzrost o ok. 4 pp r/r). Nadpodaż taniej energii w słonecznych i wietrznych godzinach ciągnie ceny hurtowe w dół, czasem nawet do wartości ujemnych w weekendy.

Forward to inny świat. Kontrakt na rok 2027 wyceniany na TGE wrócił powyżej 500 zł/MWh, a kontrakty kwartalne na Q3 i Q4 2026 poszły w górę dwucyfrowo. Powód? Gaz. Wg komunikatów Komisji Europejskiej napięcia w rejonie Zatoki Perskiej i problemy z dostawami LNG do terminali w Europie Zachodniej podbiły ceny kontraktów TTF o kilkanaście procent w ciągu kilku tygodni.

„Polski miks energetyczny pozostaje w tranzycji - OZE obniża koszty krańcowe, ale gaz wciąż wyznacza cenę marginalną w godzinach szczytu" - stanowisko NBP w Raporcie o inflacji z marca 2026.

Klucz:

Tańsza energia ze SPOT to prezent od pogody, nie od polityki. Forward mówi, czego rynek naprawdę się boi - i to jest gaz.

Co z cenami dla gospodarstw domowych?

Dla Kowalskiego w taryfie G11 zmiana ceny hurtowej w marcu nie znaczy prawie nic w krótkim terminie. Taryfy zatwierdza URE, a obecne obowiązują do końca 2026 z mechanizmem mrożenia dla pierwszych 2000 kWh rocznie. Koniec 2026 to jednak realna data, po której ceny urzędowe mogą pójść w górę.

Jeśli kontrakty terminowe utrzymają obecny trend - a moim zdaniem utrzymają, chyba że na Bliskim Wschodzie wydarzy się cud - to rachunki w 2027 mogą być wyższe o 8-15 proc. dla typowego gospodarstwa zużywającego 2500 kWh rocznie. To kilkaset złotych rocznie, w zależności od sprzedawcy.

Co to oznacza dla Ciebie?

Trzy profile, trzy różne konsekwencje:

  • Gospodarstwo domowe w taryfie URE - do końca 2026 siedzisz pod tarczą. Od 2027 szykuj się na podwyżkę, chyba że rząd znów przedłuży mrożenie (a scenariusz polityczny temu sprzyja - wybory to wybory).
  • Firma z kontraktem rynkowym - jeśli w drugiej połowie 2025 albo na początku 2026 udało Ci się zakontraktować energię na 2027 po starych cenach - gratulacje. Jeśli nie, czas nie gra po Twojej stronie.
  • Prosument z fotowoltaiką - net-billing w 2026 boli przy tak niskich cenach SPOT w dzień. Nadwyżki wyceniane są po średniej miesięcznej RCE, a ta spada. To już nie jest złoty interes z 2022 roku.

Taryfa URE (zatwierdzona)

Cena: mrożona do końca 2026
Ryzyko: niskie, regulacyjne
Wada: brak korzyści z taniego SPOT

Oferta rynkowa ze zmienną ceną

Cena: podąża za TGE
Ryzyko: wysokie przy gazowych szokach
Zaleta: tańsza w godzinach OZE

Gaz znów rządzi, i to budzi mój sceptycyzm

Powiedzmy sobie szczerze - po trzech latach od uniezależnienia się od Gazpromu mieliśmy wierzyć, że Europa poradziła sobie z ryzykiem surowcowym. Dywersyfikacja LNG, terminal w Świnoujściu, Baltic Pipe. Na papierze pięknie.

A potem jeden miesiąc napięć w rejonie Ormuz - i kontrakty terminowe na prąd w Polsce skaczą o 12,5 proc. Dopóki gaz jest elektrownią szczytową w miksie, wg danych Eurostatu każdy skok cen TTF przekłada się na wycenę polskiej energii. Nawet jeśli produkujemy ją głównie z węgla i OZE.

Mechanizm marginal pricing w Europie robi swoje. Najdroższa elektrownia zaspokajająca popyt w danej godzinie wyznacza cenę dla wszystkich - a w godzinach szczytu bardzo często jest to właśnie gazówka.

Czy to spadki na dłużej?

Nie. Mój szacunek: SPOT w drugim kwartale 2026 zostanie niski dzięki sezonowi OZE, ale od września wróci w okolice 400-450 zł/MWh. Forward mówi to samo. Rynek nie kupuje narracji o trwale tanim prądzie - i słusznie, bo nie ma do tego podstaw strukturalnych. Pytanie brzmi raczej, jak głęboko pójdzie kolejna fala, a nie czy w ogóle przyjdzie.

Przeczytaj też