Każdy dzień bez rozwiązania konfliktu z Iranem to niższy globalny wzrost i wyższa inflacja. Tak wprost powiedział we wtorek Pierre-Olivier Gourinchas, główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Stan na kwiecień 2026 - to najostrzejsze ostrzeżenie MFW od miesięcy.

Jednocześnie Gourinchas dodał coś, co powinno nieco uspokoić rynki: skutki obecnego szoku naftowego nie będą tak dotkliwe jak w latach 70. XX wieku. I tu zaczyna się ciekawa dyskusja - dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Klucz:

MFW widzi realne ryzyko stagflacyjne, ale zmiany w światowej energetyce sprawiają, że powtórka kryzysu naftowego z lat 70. jest mało prawdopodobna.

Dlaczego to nie lata 70.?

Świat w 2026 roku to zupełnie inne miejsce niż pół wieku temu. Udział ropy naftowej w globalnym miksie energetycznym spadł z ponad 50% w 1973 roku do ok. 30% obecnie, wg danych IEA. Gospodarki rozwiniętych krajów są dużo mniej energochłonne - do wytworzenia jednostki PKB potrzebują dziś o połowę mniej energii niż w latach 70.

Do tego dochodzi rewolucja łupkowa w USA, która zrobiła z Amerykanów niemal samowystarczalnego producenta ropy. I rosnący udział odnawialnych źródeł energii, który - choć powoli - zmniejsza zależność od paliw kopalnych. Powiedzmy sobie szczerze: gdyby ten sam konflikt wybuchł w 1975 roku, mielibyśmy do czynienia z globalną katastrofą gospodarczą. Dziś mówimy o „niekorzystnym scenariuszu”.

Ale problem jest realny

„Każdy dzień bez rozwiązania konfliktu z Iranem przyczynia się do niższego globalnego wzrostu gospodarczego i wyższej inflacji" - Pierre-Olivier Gourinchas, główny ekonomista MFW (15.04.2026)

Moim zdaniem Gourinchas celowo użył mocnego języka. MFW od kilku miesięcy obniża prognozy wzrostu globalnego - w styczniowym World Economic Outlook mowa była o wzroście na poziomie ok. 3,2% dla świata w 2026 r. Teraz te szacunki mogą iść w dół.

Iran to wciąż czwarty co do wielkości producent w OPEC. Zakłócenie dostaw z Zatoki Perskiej - nawet częściowe - wystarczy, żeby cena baryłki Brent skoczyła o 10-15 dolarów. A to już przekłada się na koszty transportu, produkcji i ostatecznie - na ceny na półkach sklepów. Nie tylko w Polsce.

Scenariusz bazowy MFW

Konflikt wygasa lub zostaje zamrożony
Wzrost globalny: ~3,0-3,2%
Inflacja: umiarkowana, w trendzie spadkowym
Cena ropy Brent: 75-85 USD/bbl

Scenariusz niekorzystny

Eskalacja i zaburzenia dostaw ropy
Wzrost globalny: poniżej 2,5%
Inflacja: ponowne przyspieszenie
Cena ropy Brent: 100-120 USD/bbl

Co to oznacza dla Polski?

Polska importuje praktycznie całą ropę naftową. Wyższe ceny surowca to droższe paliwo, wyższe koszty transportu i presja na inflację CPI. A RPP dopiero co zaczęła ostrożnie obniżać stopy procentowe.

Jeśli inflacja ponownie przyspieszy z powodu szoków podażowych, Rada może wstrzymać dalsze cięcia. To z kolei oznacza dłuższe utrzymywanie się wysokich rat kredytowych i wyższe koszty finansowania dla firm.

Złoty też może ucierpieć. W sytuacjach geopolitycznego napięcia kapitał ucieka z rynków wschodzących do dolara i franka. Kurs EUR/PLN powyżej 4,30 to scenariusz, na który warto się mentalnie przygotować.

Dla obserwatorów rynku:

Warto śledzić ceny ropy Brent i spread między kontraktami bliskim a dalekim (backwardation vs contango) - to sygnał tego, jak rynek ocenia ryzyko zakłóceń dostaw w krótkim terminie.

Brzmi ponuro? Tak i nie. Gourinchas sam przyznaje, że obecna sytuacja nie jest porównywalna z latami 70. Gospodarki są bardziej odporne, banki centralne mają lepsze narzędzia, a alternatywy energetyczne rosną. Ale „nie tak źle jak mogłoby być” to kiepskie pocieszenie, gdy raty kredytu znów mogą przestać spadać.

Ale wiemy jedno na pewno - im dłużej ten konflikt się ciągnie, tym więcej kosztuje nas wszystkich. I to nie w abstrakcyjnych „punktach procentowych PKB”, ale w realnych złotówkach.

Przeczytaj też