Indeks LMEX, benchmark sześciu głównych metali przemysłowych na London Metal Exchange, zatrzymał się w kwietniu 2026 w okolicach 4 700 pkt - poziomu, którego rynek nie widział od marca 2022. Ciągną go dwa metale: miedź, która w styczniu dotknęła wszechczasowego rekordu 13 270 dol. za tonę w cenie cash, oraz aluminium, które rok 2025 zamknęło zyskiem 18,5% i weszło w 2026 mocno powyżej 3 000 dol. za tonę.

Obraz na kwiecień 2026 jest prosty - surowcowy bull market, jakiego ostatni raz doświadczyliśmy w szoku popandemicznym. Tylko że tym razem powody są inne. I bardziej trwałe.

Co tak naprawdę pokazuje LMEX

LMEX to średnia ważona sześciu metali notowanych na LME. Największe wagi mają aluminium (42,8%) i miedź (31,2%) - razem ponad trzy czwarte indeksu. Resztę dopełniają cynk, ołów, nikiel i cyna. Kiedy te dwa pierwsze jadą w górę, indeks nie ma wyboru.

Wzrost nie bierze się z jednej sesji. Pierwszy kwartał 2026 był na LME rekordowy pod względem obrotów - średni dzienny wolumen (ADV) kontraktów na aluminium, miedź, nikiel i ołów wszedł na nowe szczyty, a łączny wzrost ADV przekroczył 25% rok do roku wg danych giełdy. To nie spekulacyjny bąbel na cienkim rynku, tylko strukturalne przemeblowanie popytu.

Dlaczego miedź łamie rekordy?

Cena cash miedzi na LME dotknęła 13 270 dol. za tonę w styczniu 2026, a trzymiesięczny kontrakt forward sięgnął 14 527,50 dol. To więcej niż klasyczne maksima z lat 2011 i 2022 łącznie.

Za rajdem stoi deficyt fizyczny. Według raportu S&P Global z 8 stycznia 2026 rynek miedzi przechodzi z lekkiej nadpodaży w 2025 w deficyt rzędu 150 tys. ton w 2026. Napędzają go cztery rzeczy: data centers dla AI, elektryfikacja transportu, modernizacja sieci przesyłowych i - co w tym cyklu nowe - rosnące wydatki zbrojeniowe po obu stronach Atlantyku.

A podaż nie nadąża. Lead time nowej kopalni miedzi to 7-10 lat od pierwszego wiercenia do pierwszej tony. Żadna decyzja polityczna podjęta dzisiaj nie załata deficytu z 2026.

Klucz:

Rekord LMEX nie jest szumem spekulacyjnym. To cena, którą świat płaci za jednoczesną elektryfikację, AI i rozbudowę obronności przy 10-letnim opóźnieniu podażowym.

Aluminium - paradoks chińskiego kapu

Aluminium ma inną historię. Chiny - producent ponad połowy światowej podaży - od 2017 roku utrzymują pułap rocznych mocy produkcyjnych na poziomie ok. 45 mln ton. Ten cap to polityczna decyzja Pekinu, ale rynek traktuje go jak twarde ograniczenie podażowe.

Efekt? Backwardation na LME (spot droższy od forwardu) dla aluminium wspiął się w I kw. 2026 na najwyższy poziom od 2007 roku. Kiedy rynek płaci premium za metal do natychmiastowego odbioru, nie pyta już o prognozy - pyta, gdzie jest tona, którą mogę wziąć jutro.

„Aluminium i miedź zareagowały na kombinację strukturalnych napięć podażowych i politycznej niepewności, której rynek nie widział w tej skali od cyklu 2008 roku" - analiza zespołu LSEG Data & Analytics, marzec 2026.

Co to znaczy dla polskich portfeli?

Najbardziej oczywisty beneficjent miedziowego rajdu na GPW to KGHM Polska Miedź. Przy cenach cash w okolicach 13 tys. dol. za tonę i produkcji miedzi w koncentracie na poziomie ok. 401 tys. ton rocznie wg raportów spółki, marża KGHM rośnie skokowo. Nawet mimo mocniejszego w ostatnich miesiącach złotego każda dolarowa tona przekłada się na większy przychód w PLN.

Ale to nie tylko historia KGHM. Polska jest importerem netto aluminium, więc wzrost cen LME uderza po drugiej stronie w koszty producentów stolarki, motoryzacji i opakowań. Presja na ceny gotowych wyrobów jest nieunikniona - konsument zobaczy ją na półce z opóźnieniem 2-4 kwartałów.

Czy rekord się utrzyma?

Nie oszukujmy się - po gwałtownym rajdzie w I kw. 2026 obie ceny w kwietniu złapały zadyszkę. Agencje rynkowe donoszą o konsolidacji i krótkoterminowych czynnikach (ewentualne taryfy, ruchy zapasów LME), które mogą jeszcze szarpnąć cenami w obie strony.

Struktura rynku się jednak nie zmieniła. Deficyt miedzi, chiński cap na aluminium i popyt z sektora AI, OZE oraz obronności nie wyparowały w ciągu miesiąca. Moim zdaniem obecna korekta to techniczne odreagowanie, nie zmiana trendu. To, co widać w LMEX, wygląda raczej na początek nowej normy niż koniec starej.