S&P 500 zamknął piątkową sesję powyżej 7100 punktów - pierwszy taki poziom w historii indeksu. Nasdaq Composite właśnie zanotował najdłuższą nieprzerwaną serię sesji wzrostowych od 1992 roku, a optymizm na parkietach w Nowym Jorku jest wyczuwalny nawet przez Atlantyk. Stan na kwiecień 2026.
Brzmi jak bajka. I tu zaczyna się problem - rynek, który rośnie tak długo i tak konsekwentnie, zwykle szykuje sobie porządny reset.
Co dokładnie się wydarzyło na Wall Street?
Indeks S&P 500 po raz pierwszy w historii zamknął sesję powyżej 7100 punktów. Nasdaq zaliczył najdłuższą serię sesji wzrostowych od 1992 roku - czyli od czasów, gdy internet dopiero raczkował w laboratoriach uniwersyteckich. To już nie jest zwykła hossa. To coś bliżej euforii.
Od początku 2026 roku amerykańskie indeksy dodały kilkanaście procent. Napędza je głównie Big Tech - Nvidia, Microsoft, Apple, Alphabet i Meta odpowiadają za większość tegorocznego wzrostu szerokiego rynku wg danych S&P Dow Jones Indices. Reszta indeksu ledwo trzyma się na powierzchni - to hossa, ale bardzo wąska.
Dlaczego rynek tak rośnie?
Inwestorzy grają pod scenariusz niemal idealny - Fed dalej tnie stopy procentowe, sztuczna inteligencja zaczyna generować konkretne przychody (nie tylko obietnice), rynek pracy trzyma się dobrze, a amerykański konsument wydaje pomimo wszystkich ostrzeżeń o „twardym lądowaniu”. Ono po prostu nie nadchodzi.
„Rynek wycenia scenariusz wręcz idealny - łagodną politykę Fed, wzrost zysków spółek technologicznych i brak recesji. Każde odchylenie od tego scenariusza może spowodować gwałtowną korektę" - to sedno komentarzy powtarzanych w ostatnich raportach banków inwestycyjnych.
Wskaźnik CAPE Shillera (cyclically adjusted P/E) dla S&P 500 znajduje się powyżej 38 - to poziom widziany wcześniej tylko na szczycie bańki internetowej w 2000 roku i w grudniu 2021 wg danych prof. Roberta Shillera, Yale. Historycznie średnia krąży w okolicach 17. Innymi słowy: za każdego dolara zysku płacimy dziś ponad dwa razy więcej niż średnio przez ostatnie sto lat.
Wyceny amerykańskich spółek są dziś porównywalne z grudniem 2021 - czyli tuż przed największą korektą Nasdaq od 2008 roku. Euforia nigdy nie była dobrym doradcą portfela.
Co to oznacza dla polskiego inwestora?
Dla posiadaczy ETF-ów z ekspozycją na S&P 500 i Nasdaq 100 - w rozliczeniu rocznym świetne wiadomości. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Złoty umocnił się w 2026 roku do dolara z okolic 4,15 do poniżej 4,00 wg NBP. Część zysków z wzrostów amerykańskich indeksów została więc zjedzona przez kurs walutowy.
Przeanalizowaliśmy, jak to wygląda w praktyce. Polski inwestor, który kupił udziały w funduszu odzwierciedlającym S&P 500 w styczniu 2026 płacąc w złotych, widzi na wykresie wzrost indeksu w dolarach rzędu 12-14%, ale w przeliczeniu na PLN zostaje mu 8-10%. Różnica trafiła tam, gdzie zawsze - do tych, którzy trzymają dolary.
Czy hossa może się skończyć?
Moim zdaniem tak, i to w sposób, który zaskoczy większość graczy. Powiedzmy sobie szczerze - takie serie nie trwają wiecznie. Nasdaq od 1992 roku miał kilka podobnych momentów euforii i każdy z nich kończył się korektą sięgającą od kilkunastu do kilkudziesięciu procent.
Trzy sygnały, na które warto patrzeć:
- Rentowność 10-letnich obligacji USA - jeśli wraca powyżej 4,5%, to zwykle koniec rajdu tech. Stan na kwiecień 2026 to około 4,1% wg FRED.
- Koncentracja w Big Tech - sześć największych spółek waży obecnie blisko 35% całego S&P 500. Każdy zawód na temacie AI zabierze ze sobą cały indeks.
- Postawa drobnych inwestorów - sentyment bullish bije rekordy od wielu kwartałów, a historycznie to sygnał kontrariański, a nie paliwo do dalszych wzrostów.
Kupowanie na samym szczycie serii wzrostów historycznie kończyło się stratą kilkunastoprocentową w ciągu 6-12 miesięcy. Uśrednianie pozycji (DCA) ma sens właśnie teraz - prognozowanie szczytu rynku zostawmy astrologom.
A co z polską giełdą?
WIG20 w tym samym czasie zachowuje się dużo skromniej - od początku roku dodał okolice 5-7%. Zagraniczni inwestorzy znów ignorują nasz rynek i kierują kapitał tam, gdzie wydaje się, że pieniądze rosną na drzewach (czyli do Kalifornii).
To paradoksalne, bo polskie banki, spółki energetyczne i surowcowe są tańsze o kilkadziesiąt procent w relacji wskaźników do amerykańskich odpowiedników wg danych GPW Benchmark. Ale „taniej” nie znaczy „zaraz drożej” - rynki potrafią być irracjonalne dłużej niż my wypłacalni.
Zastanawiasz się, co to wszystko dla ciebie oznacza? Odpowiedź zależy od horyzontu. Przy inwestowaniu na 15-20 lat pojedyncza korekta nie zrujnuje portfela. Przy szybkim zysku - historia pokazuje, że wchodzenie po najdłuższej serii wzrostów w 34-letniej historii indeksu rzadko kończyło się dobrze.
Jak pisałem przy okazji poprzednich rekordów amerykańskich indeksów - najgroźniejsze są te momenty, w których wszyscy są przekonani, że tym razem jest inaczej.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




