TSUE właśnie powiedział to, co w Polsce frankowicze słyszą w sądach od trzech lat: bank nie ma prawa do waloryzacji kapitału po unieważnieniu umowy. Dla ok. 30 tys. toczących się spraw frankowych wg danych NBP to zielone światło – wyrok europejskiego trybunału zamyka bankom ostatnią furtkę, przez którą próbowały odzyskać coś więcej niż nominalny kapitał.

Stan na kwiecień 2026 – frankowicze wygrywają w sądach powszechnych ponad 97% spraw wg zestawienia Związku Banków Polskich. Banki od lat próbowały kontrargumentować, że choć umowa zostaje unieważniona, to im należy się nie tylko zwrot kapitału, ale też waloryzacja za utratę wartości pieniądza w czasie. Logika brzmi ładnie – inflacja zjadła złotówkę, więc 200 tys. zł z 2008 roku to dziś realnie znacznie mniej. Powiedzmy sobie szczerze: gdyby bank chciał, miał 15 lat żeby zrobić z tymi pieniędzmi coś innego. Nie zrobił, bo trzymał je w kredycie indeksowanym do franka.

Co dokładnie orzekł TSUE?

TSUE stwierdził, że dyrektywa 93/13 o nieuczciwych warunkach umów konsumenckich nie pozwala, by bank – po stwierdzeniu nieważności umowy z winy banku – domagał się od konsumenta waloryzacji sądowej zwracanego kapitału. Orzeczenie jest spójne z wcześniejszą linią, zwłaszcza z wyrokiem C-520/21 z czerwca 2023, który wykluczył prawo banku do „wynagrodzenia za korzystanie z kapitału".

„Konsument nie może być zmuszany do rekompensowania bankowi skutków nieuczciwej klauzuli, którą bank sam wprowadził do umowy." – stanowisko TSUE, orzeczenie w sprawie frankowej, kwiecień 2026.

Kluczowy punkt – chodzi o efekt odstraszający dyrektywy 93/13. Jeśli bank może odzyskać pełną wartość kapitału plus jakiś „bonus" waloryzacyjny, to po co miałby przestrzegać przepisów konsumenckich? Nie ma ryzyka, nie ma dyscypliny.

Czy frankowicz dostaje mieszkanie za darmo?

Nie. To medialny skrót, który żyje własnym życiem. Frankowicz po unieważnieniu umowy:

  • musi zwrócić bankowi nominalny kapitał (tyle, ile dostał w 2008 czy 2010 roku),
  • odzyskuje wszystko, co przez lata wpłacił – raty, odsetki, ubezpieczenia,
  • w praktyce ma różnicę w swojej kieszeni, bo nawpłacał więcej niż wziął.

Jeśli pożyczył 250 tys. zł i spłacił przez 16 lat 420 tys. zł, dostanie z powrotem około 170 tys. zł netto (w uproszczeniu). Mieszkanie zostaje jego – bo zabezpieczenie hipoteczne wygasa razem z umową. To dlatego mówi się „mieszkanie na kredyt za darmo" – cena tego mieszkania została w znacznej części zapłacona z kieszeni banku, nie kredytobiorcy.

Ale – i tu zaczyna się problem – nie każda sprawa kończy się identycznie. Sądy analizują szczegółowo kto komu ile zwraca, a orzecznictwo SN z 2024 roku utrwaliło zasadę „dwóch kondykcji" – bank oddaje swoje, klient oddaje swoje, kompensacja tylko na wniosek.

Klucz:

Wyrok TSUE to nie rewolucja, tylko potwierdzenie kierunku, który polskie sądy obrały dawno. Dla frankowicza to kolejny argument w pozwie. Dla banku – zamknięcie ostatniej furtki do odzyskania „czegoś więcej niż kapitał".

Co to oznacza dla Ciebie?

Masz aktywny kredyt frankowy

Szanse na wygraną w sądzie nigdy nie były wyższe. Wyrok TSUE wzmacnia pozycję negocjacyjną w ugodzie z bankiem – banki oferują teraz lepsze warunki, bo wiedzą, że przegrają w sądzie. Zanim podpiszesz ugodę, policz co daje pozew.

Spłaciłeś już kredyt frankowy

Roszczenie o zwrot nadpłaty ponad kapitał nie przedawnia się natychmiast – termin liczy się od momentu, w którym dowiedziałeś się o nieuczciwości klauzuli (w praktyce 2019–2022). Im dłużej zwlekasz, tym trudniej skompletować dokumentację.

Ile to kosztuje sektor bankowy?

Banki już zaksięgowały gigantyczne rezerwy. Wg danych KNF za 2025 rok, łączne rezerwy banków na ryzyko prawne związane z CHF przekroczyły 75 mld zł. To pięciokrotnie więcej niż w 2020 roku. Mimo to sektor zarobił w ubiegłym roku ponad 40 mld zł netto – wciąż jest w stanie udźwignąć koszt przegranych spraw frankowych.

mBank, Millennium, Santander, PKO BP – wszystkie zrobiły „czystkę bilansową". Ci, którzy zwlekali z rezerwami, jak Getin, już nie istnieją.

Dlaczego TSUE w ogóle musi to orzekać?

Dobre pytanie, bo sprawa wydaje się oczywista. Odpowiedź: bo polskie banki jeszcze parę lat temu liczyły, że sądy krajowe kupią narrację o „niesprawiedliwym bogaceniu się konsumenta". Część sądów rzeczywiście zadawała pytania prejudycjalne do Luksemburga, żeby mieć święty spokój z interpretacją. TSUE odpowiada niezmiennie: prawo konsumenta nad prawem banku, który sam sobie wpisał nieuczciwe klauzule.

Moim zdaniem ten wyrok w praktyce nie zmieni już nic – frankowicze wygrywają od lat, banki ugody oferują coraz lepsze, rezerwy są odpisane. Ale symbolicznie zamyka to 17-letnią kampanię sektora bankowego na temat „nieuczciwości frankowiczów, którzy chcą mieszkanie za darmo". Nie chcą za darmo. Chcą, żeby umowa, która nigdy nie miała prawa istnieć, została anulowana zgodnie z prawem.