Stan na kwiecień 2026. Cena baryłki Brent oscyluje wokół 95–100 dolarów, po tym jak w marcu przebiła 120 USD – najwyżej od lat. Powód? Największe zakłócenia dostaw ropy w historii globalnego rynku, wg Międzynarodowej Agencji Energii (IEA). A w centrum tego chaosu – pytanie, czy Stany Zjednoczone naprawdę stają się eksporterem netto ropy.

Zacznijmy od faktów, bo temat obróśł mitami. Sekretarz energii USA Chris Wright powtarza jak mantrę, że Ameryka jest „eksporterem netto ropy”. PolitiFact ocenił to twierdzenie jako „Half True” – półprawdę. Bo diabeł tkwi w definicjach.

Eksporter netto, ale czego dokładnie?

USA są eksporterem netto produktów naftowych łącznie (ropa + benzyna, diesel, nafta lotnicza itd.) od 2020 roku – pierwszy raz od co najmniej 1949 roku, wg danych EIA. Ale samej ropy naftowej – tego surowca, który dyktuje ceny benzyny na stacjach – Ameryka wciąż importuje więcej niż eksportuje. W 2025 roku USA importowały 6,2 mln baryłek dziennie ropy, a eksportowały niespełna 4 mln b/d. Różnica jest spora.

Produkcja? Rekordowe 13,6 mln baryłek dziennie w 2025 roku, wg EIA. Sam Permian Basin w Teksasie i Nowym Meksyku odpowiada za 48% krajowego wydobycia. Na 2026 rok EIA prognozuje lekki spadek do ok. 13,5 mln b/d – ale to wciąż poziomy, o których reszta świata może pomarzyć.

Klucz:

USA są eksporterem netto produktów naftowych łącznie, ale wciąż importują netto samą ropę. Kryzys w Cieśninie Ormuz może to zmienić – azjatyccy kupcy masowo szukają amerykańskiego surowca.

Cieśnina Ormuz i największy szok naftowy w historii

Kryzys zaczął się 28 lutego 2026, gdy USA i Izrael rozpoczęły skoordynowane uderzenia na Iran. Odpowiedź Teheranu – rakiety na izraelskie miasta i bazy USA w Zatoce – doprowadziła do faktycznego zamknięcia Cieśniny Ormuz. Przez ten wąski przesmyk przepływa normalnie ok. 20 mln baryłek dziennie ropy i produktów naftowych, czyli mniej więcej piąta część światowego handlu, wg danych EIA.

IEA w raporcie z marca 2026 określiła to wprost: największe zakłócenie dostaw w historii rynku ropy. Cena Dubai crude skoczyła 19 marca do rekordowych 166 USD za baryłkę. Brent w ciągu miesiąca podskoczył z 72 do 112 dolarów – wzrost o 55%.

I tu robi się ciekawie. Azjatyccy importerzy – Chiny, Indie, Indonezja, Wietnam – którzy dotąd brali gros ropy z Zatoki Perskiej, zaczęli gorączkowo szukać alternatyw. Naturalny kierunek? Stany Zjednoczone. To właśnie ten popyt może pchnąć amerykański eksport ropy na nowe rekordy i – teoretycznie – po raz pierwszy od II wojny światowej zrobić z USA eksportera netto samego surowca.

Co to oznacza dla Polski?

Bezpośrednio? Mniej, niż mogłoby się wydawać, ale pośrednio – sporo. Polska zdywersyfikowała dostawy ropy po odejściu od rosyjskiego surowca. Głównymi dostawcami są Arabia Saudyjska, Norwegia i USA, które łącznie pokrywają ok. 90% importu. Udział ropy amerykańskiej to ok. 7,9%, wg danych PERN za 2024 rok. Naftoport w Gdańsku pracuje bez zakłóceń i jest gotowy do przyjmowania dostaw z dowolnego kierunku – jak zapewnił rząd w komunikacie.

Tyle że problem jest gdzie indziej: globalna cena ropy. Benzyna Pb95 kosztuje dziś 6,10–6,19 zł/l, diesel 7,63–7,71 zł/l – i to po rządowej interwencji w postaci pakietu „Ceny Paliw Niżej”, z obniżoną akcyzą przedłużoną do końca kwietnia 2026. Bez tego pakietu litr Pb95 kosztowałby pewnie ponad 7 złotych.

Scenariusz: Deeskalacja na Bliskim Wschodzie

Brent spada do 80–85 USD/bbl
Polska: możliwe zniesienie pakietu „CPN”
Pb95: powrót do 5,80–6,00 zł/l
USA: dalszy wzrost eksportu, ale bez statusu eksportera netto ropy

Scenariusz: Przedłużający się kryzys Ormuz

Brent utrzymuje się powyżej 100 USD/bbl
Polska: konieczność przedłużenia subsydiów
Pb95: powyżej 6,50 zł/l nawet z obniżoną akcyzą
USA: szansa na historyczny status eksportera netto ropy

Geopolityczny poker energetyczny

Powiedzmy sobie szczerze – fakt, że USA zbliżają się do progu eksportera netto ropy, nie jest wyłącznie zasługą łupkowej rewolucji. To w dużej mierze efekt wojennego chaosu, który wypchnął z rynku dostawców z Zatoki Perskiej. ANZ prognozuje Brent na poziomie 88 USD za baryłkę na koniec 2026 – ale to przy założeniu, że sytuacja się ustabilizuje.

Dla Europy – w tym Polski – liczy się co innego: czy ten kryzys trwale przerysuje mapy przepływów ropy na świecie. Jeśli azjatyccy importerzy na stałe zwiążą się z amerykańskim surowcem, europejscy kupcy mogą mieć problem z konkurowaniem o dostawy. Polska, z 7,9-procentowym udziałem USA w imporcie, nie jest jeszcze na tyle uzależniona od tej ropy, żeby odczuć to boleśnie – ale też nie na tyle zdywersyfikowana, żeby spać spokojnie.

Pamiętaj:

Status „eksportera netto ropy” nie chroni amerykańskich konsumentów przed drożyzną na stacjach – bo ropa to globalny towar z globalną ceną. Dotyczy to również polskich kierowców: nawet jeśli fizycznie mamy ropę w magazynach, płacimy za nią cenę dyktowaną przez londyński benchmark Brent.

Przeczytaj też