Baryłka ropy Brent kosztuje dziś najwięcej od wielu miesięcy, a eskalacja konfliktu Izrael-Iran sprawia, że rynek wycenia coraz wyższe ryzyko przerw w dostawach. Stan na kwiecień 2026. Przez Cieśninę Ormuz przepływa ok. 20% światowej konsumpcji ropy i jedna trzecia handlu LNG - wg danych U.S. EIA to najważniejszy wąskie gardło energetyczne świata.

Amerykański Business Insider pisze dziś o rosnących cenach świeżych owoców i warzyw w USA - bo transport to paliwo, a paliwo to ropa. I owszem, kalifornijska truskawka drożeje o kilkanaście procent. Tylko że z polskiej perspektywy to relatywnie drobny problem. My mamy gorsze karty.

Klucz:

Każde 10 dol. wzrostu ceny Brent przekłada się historycznie na ok. 25-35 gr więcej za litr paliwa w Polsce. A paliwo ciągnie za sobą całą resztę - od warzyw w Biedronce po koszt kuriera.

Dlaczego Polska tym razem oberwie mocniej?

Polska importuje praktycznie całą ropę, jaką zużywa - krajowe wydobycie to ułamek zapotrzebowania wg danych PIG-PIB. Po 2022 roku radykalnie przebudowaliśmy kierunki dostaw. Rosyjska ropa zniknęła, zastąpiły ją dostawy z Arabii Saudyjskiej, Norwegii i USA, a kluczowym wąskim gardłem jest Naftoport w Gdańsku.

Bezpieczniej politycznie? Tak. Taniej? Zdecydowanie nie. Gdy w Zatoce Perskiej rośnie premia za ryzyko, płacimy ją w pełni - nie mamy żadnego bufora w postaci tanich umów długoterminowych z kontrolowanym dostawcą. Orlen, czyli de facto jedyny polski rafinerista, kupuje po cenach spot i przerzuca to na nas.

To się widać już na stacjach. W ostatnich tygodniach litr Pb95 w wielu miastach wspiął się powyżej 6,60 zł, a niezależni dystrybutorzy sygnalizują dalsze podwyżki, jeśli Brent utrzyma się przy obecnych poziomach. Przy baryłce po 90+ dol. i słabym złotym arytmetyka robi się brutalna.

Jak ropa dokłada się do inflacji - i dlaczego to problem RPP

Wyższa ropa to klasyczny szok podażowy. Inflacja CPI w Polsce, wg komunikatu GUS z marca 2026, wciąż nie zeszła trwale do celu NBP 2,5% +/- 1 pp. Paliwa mają w koszyku inflacyjnym wagę ok. 6%, ale to efekt wtórny jest najgorszy - podrożeje transport, potem warzywa z hurtowni, potem pizzeria podnosi ceny bo dostawcy podnieśli swoje.

„Szoki naftowe mają to do siebie, że oddziałują z opóźnieniem i w sposób rozproszony. Polityka pieniężna nie jest dobrym narzędziem do walki z tego typu presją cenową" - parafrazując stanowisko NBP z ostatnich komunikatów RPP.

To stawia Radę Polityki Pieniężnej w niewygodnej pozycji. Rynek wyceniał obniżki stóp w drugiej połowie 2026 roku. Jeśli ropa zostanie wysoko, obniżek możemy nie zobaczyć - a kredytobiorcy ze zmiennym WIBOR-em zapłacą za geopolitykę na Bliskim Wschodzie ratą na mieszkanie w Krakowie. Moim zdaniem właśnie to jest najważniejszy kanał transmisji dla polskiego czytelnika.

Co to oznacza dla Ciebie?

Przeanalizowaliśmy, kto w Polsce odczuje to najszybciej - i niestety lista jest długa.

  • Kierowcy - najbardziej bezpośrednio. Przy Brent powyżej 90 dol. i EUR/PLN w okolicach 4,30 litr Pb95 może pójść w stronę 7 zł. Diesel jeszcze mocniej, bo rafineryjne marże na ON są wyższe.
  • Kredytobiorcy hipoteczni - pośrednio, przez opóźnienie obniżek stóp. Rata kredytu 400 tys. zł na 25 lat przy WIBOR-ze o 0,5 pp wyższym od oczekiwań to ok. 110-120 zł miesięcznie różnicy.
  • Gospodarstwa domowe - przez koszyk zakupowy. Warzywa, owoce, pieczywo - wszystko, co trzeba przewieźć z pola na półkę.
  • Firmy transportowe i logistyczne - wprost w marże. Część przerzuci to na klientów, część po prostu zwinie działalność.
  • Eksporterzy - paradoksalnie mogą na tym zyskać, jeśli słaby złoty utrzyma się dłużej.
Pamiętaj:

Ceny paliw w Polsce reagują na Brent z opóźnieniem 2-3 tygodni i z asymetrią - podwyżki hurtowe przechodzą na detal szybciej niż obniżki. To nie teoria spiskowa, tylko mechanika polskiego rynku paliwowego potwierdzana od lat.

Jak daleko może to zajść?

Scenariusze są trzy. Pierwszy, najłagodniejszy - szybka deeskalacja, Brent wraca w okolice 75 dol. i o sprawie zapominamy do następnego kryzysu. Drugi, bazowy dla większości analityków - konflikt się przeciąga bez blokady Ormuz, ropa w przedziale 85-95 dol. przez kilka kwartałów. Trzeci, którego naprawdę nikt nie chce - realne zagrożenie dla cieśniny, Brent skacze do 120 dol. i więcej, recesja staje się wysoce prawdopodobna.

Powiedzmy sobie szczerze - polska polityka gospodarcza nie ma narzędzi, żeby się od tego odgrodzić. Możemy obniżyć akcyzę na paliwa (co robiliśmy już w 2022 roku), ale to rozwiązanie kosztowne dla budżetu, który i tak balansuje na krawędzi procedury nadmiernego deficytu. Możemy liczyć na rezerwy strategiczne ropy - mamy ich minimum 90 dni importu netto wg wymogów IEA.

Reszta to już kwestia tego, jak daleko posunie się eskalacja. A na to ani minister finansów, ani prezes NBP wpływu nie mają.