Adam Glapiński zszedł 17 kwietnia 2026 r. do skarbca Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Jako pierwszy prezes NBP w historii osobiście policzył polskie sztabki — 195 ton z łącznej rezerwy ok. 570 ton. Stan na kwiecień 2026.
Inspekcja odbyła się dzień po spotkaniu ministrów finansów i prezesów banków centralnych G20 w Waszyngtonie (16 kwietnia). Prezes był już za Atlantykiem, więc wykorzystał okazję — i zrobił coś, na co żaden z jego poprzedników się nie zdobył.
Co konkretnie sprawdzał prezes NBP?
Fizyczną obecność sztab i zgodność oznaczeń. Każda sztabka ma swój numer, znak rafinera, oznaczenie próby. NBP po wizycie potwierdził w komunikacie: stan się zgadza, kruszec leży prawidłowo.
To nie jest tylko gest pod kamery. Od lat wraca pytanie — czy złoto, którego nie widzimy, naprawdę leży w skarbcu? Niemcy mieli z tym spór w 2013 r. Bundesbank po audycie ściągnął część kruszcu z USA. Polska poszła inną drogą: zostawia złoto na miejscu, ale wysyła prezesa, żeby go dotknął.
Gdzie Polska trzyma swoje 570 ton złota?
Rozbicie jest proste i świadome:
- ~250 ton w Banku Anglii w Londynie — najstarsza lokalizacja, jeszcze z czasów powojennych
- ~195 ton w Federal Reserve Bank of New York
- ~125 ton w skarbcu NBP w Warszawie (największa pula trzymana fizycznie w kraju)
Około 78% rezerwy leży poza granicami Polski. Bundesbank dla porównania trzyma u siebie ponad połowę. Różnica jest celowa — NBP argumentuje, że rozproszenie geograficzne to tarcza w scenariuszu kryzysu.
Złoto NBP jest rozproszone świadomie: Londyn, Nowy Jork, Warszawa. Wizyta prezesa to przede wszystkim komunikat — kruszec jest realny, a relacja operacyjna z Fed działa.
Po co NBP tyle złota i dlaczego cel to 700 ton?
Rezerwa sięga ok. 570 ton. Cel — 700 ton. Wtedy Polska wskoczyłaby do pierwszej dziesiątki posiadaczy złota na świecie. W marcu 2026 r. wartość rezerwy przekroczyła 200 mld zł (wg miesięcznych komunikatów NBP). W samym marcu 2026 NBP dokupił ok. 13 ton kruszcu.
„Złoto jest kotwicą zaufania. Moim celem jest, abyśmy jako państwo mieli 700 ton złota" — Adam Glapiński, prezes NBP, konferencja prasowa, styczeń 2026.
Logika prezesa sprowadza się do trzech rzeczy: złoto nie jest niczyją pasywą, nie reaguje tak jak dolar czy euro, a kruszec na własnym terytorium jest odporny na blokady rachunków. Po 2022 r. — gdy zamrożono rezerwy rosyjskie — to już nie paranoja, tylko kalkulacja.
Czy trzymanie złota w USA to nadal dobry pomysł?
Pytanie brzmi dziś inaczej niż 10 lat temu. Glapiński odpowiada dwutorowo. Dywersyfikacja geograficzna obniża ryzyko punktowe — pożar, kradzież, katastrofa w jednym miejscu nie pozbawi Polski rezerwy. Polska nie prowadzi też polityki, która narażałaby ją na amerykańską blokadę, więc ryzyko operacyjne jest niskie.
Moim zdaniem to argumentacja logiczna, ale zakłada trwałość obecnego układu sojuszniczego. A tego nikt nie zagwarantuje. Stąd wątpliwości, czy naprawdę trzeba trzymać 78% kruszcu poza krajem.
Rezerwa złota NBP nie wpływa bezpośrednio na kurs złotego ani stopy procentowe. To polisa ubezpieczeniowa na czarny scenariusz, nie narzędzie bieżącej polityki pieniężnej.
Dla kredytobiorcy i oszczędzającego ważniejsze pozostają bieżące decyzje RPP w sprawie stóp i dane inflacyjne GUS. Ale zdjęcia z Nowego Jorku mówią coś jeszcze: gdyby z polskim złotem było coś nie tak, prezes na pewno by tam nie zszedł. A skoro zszedł i pokazał twarz — znaczy, że stan faktyczny zgadza się z komunikatami. I pytanie na przyszłość jest inne: czy kolejny prezes, za kilka lat, wciąż będzie miał tam po co lecieć.
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




