Limit 15 000 zł na gotówkową transakcję między przedsiębiorcami trzyma się w polskim prawie od 1 stycznia 2017 roku. Klub Centrum właśnie złożył w Sejmie projekt uchwały, który ma ten próg podnieść do 25 000 zł - realnie pierwsza próba poluzowania reżimu od ośmiu lat. Stan na kwiecień 2026.

Projekt ma formę uchwały, a nie ustawy - to ważne rozróżnienie. Uchwała nie zmienia prawa sama z siebie. Wzywa izbę do „wsparcia i ochrony prawnej" pomysłu, czyli w praktyce jest politycznym sygnałem kierunku. Żeby faktycznie podnieść limit, trzeba znowelizować art. 19 Prawa przedsiębiorców i skorelowane przepisy podatkowe (art. 15d ustawy o CIT oraz art. 22p ustawy o PIT). Bez tego nic się nie zmieni.

I tu zaczyna się problem. Bo choć postulat brzmi rozsądnie - inflacja od 2017 roku zjadła realną wartość limitu - to droga do jego zmiany jest dłuższa niż jednorazowe głosowanie nad uchwałą.

Skąd w ogóle się wziął limit 15 tys. zł

Do końca 2016 roku limit wynosił 15 000 euro - czyli przy ówczesnym kursie grubo ponad 60 tys. zł. Od 1 stycznia 2017 roku rząd PiS ściął go do 15 000 zł w złotówkach. Oficjalnym celem było uszczelnienie VAT i walka z szarą strefą.

W 2021 roku w ramach Polskiego Ładu zaplanowano kolejne cięcie - do 8 000 zł od stycznia 2023. Termin przesunięto na 2024, a potem całość po cichu odkręcono. Limit 15 000 zł został, bo biznes - od mikroprzedsiębiorców po branżę motoryzacyjną - protestował wystarczająco głośno.

W tym kontekście propozycja Klubu Centrum to logiczna kontynuacja odkręcania. Moim zdaniem - spóźniona, ale idąca w dobrym kierunku.

Co to oznacza dla Ciebie

Jeśli prowadzisz małą firmę usługową, warsztat, sklep B2B albo gabinet - ten limit dotyczy Cię bezpośrednio. Zasada jest prosta: gdy transakcja z drugim przedsiębiorcą przekracza 15 000 zł brutto, musisz zapłacić przelewem na rachunek z białej listy. Zapłata gotówką powyżej limitu oznacza, że fiskus nie uzna tego wydatku jako kosztu uzyskania przychodu (art. 15d CIT / 22p PIT). Realnie - zapłacisz CIT albo PIT od kwoty, którą już wydałeś. Podwójnie.

Klucz:

Nawet jeśli Sejm przyjmie uchwałę Klubu Centrum, sam limit się nie zmieni - potrzebna jest nowelizacja ustaw podatkowych. Na razie obowiązuje 15 tys. zł.

Podwyższenie do 25 000 zł wyglądałoby konkretnie tak: mechanik, który rozlicza z hurtownią części faktury po 18-20 tys. zł, mógłby je opłacić gotówką bez utraty kosztu. Dziś - musi przelewem. To nie jest rewolucja, ale dla branż z wysoką rotacją gotówki (motoryzacja, handel, rolnictwo, targowiska) ma znaczenie.

Czy to dobra zmiana

Z punktu widzenia przedsiębiorcy - tak. Inflacja od 2017 roku wg GUS skumulowała się na poziomie ok. 50%. Realna wartość limitu 15 tys. zł to dziś ekwiwalent jakichś 10 tys. zł z 2017 roku. Podniesienie do 25 tys. jedynie częściowo wyrównuje tę erozję.

Z punktu widzenia fiskusa - gorzej. Każde zwiększenie limitu oznacza potencjalnie większą przestrzeń na niezewidencjonowany obrót. I tu trzeba powiedzieć szczerze: walka z szarą strefą w Polsce nie idzie tak dobrze, żeby sobie na luzowanie limitów pozwolić bez zastanowienia. Wg NBP udział gotówki w obrocie konsumenckim wciąż wynosi ok. 35-40% - to wyraźnie więcej niż średnia strefy euro.

„Podniesienie limitu musi iść w parze z rozwojem narzędzi monitorowania transakcji. Bez tego jest to zachęta do zaniżania obrotów." - stanowisko KAS wyrażane cyklicznie przy poprzednich próbach zmian limitu (Ministerstwo Finansów)

Jak wygląda to u sąsiadów

strefie euro limity są zróżnicowane. Od 1 stycznia 2024 w całej UE obowiązuje maksymalny pułap 10 000 euro dla transakcji gotówkowych - ale państwa członkowskie mogą ustawić bardziej restrykcyjne progi. Włochy trzymają 5 000 euro, Francja 1 000 euro dla rezydentów. Niemcy - brak formalnego limitu, ale obowiązek identyfikacji od 10 000 euro.

Na tym tle polskie 15 000 zł (ok. 3 500 euro) jest już dość restrykcyjne. Podniesienie do 25 000 zł (ok. 5 800 euro) nadal trzyma nas poniżej włoskiego progu i daleko poniżej unijnego pułapu. Argument „będziemy rajem dla szarej strefy" nie broni się matematycznie.

Co dalej z projektem

Przeanalizowaliśmy losy podobnych inicjatyw z ostatnich czterech kadencji - większość projektów w formie uchwał nigdy nie przekłada się na zmianę prawa. To sygnał polityczny, nie legislacja. Żeby limit faktycznie wzrósł, rząd musiałby zaproponować nowelizację ustawy albo któraś z większych partii musiałaby podchwycić pomysł.

Czy podchwyci? Trzecia Droga i PSL historycznie popierały luzowanie rygorów dla małych firm. KO raczej neutralnie. Lewica sceptycznie - bo „uszczelnianie VAT". PiS - trudno powiedzieć, sami tego limitu nie ruszyli, gdy mieli władzę.

Stawiałbym, że w tej kadencji do podniesienia limitu nie dojdzie. Ale temat wrócił na stół po latach - i to już jest coś.