120 000 zł – tyle wynosi dziś próg, po przekroczeniu którego fiskus zabiera 32% zamiast 12%. Poselski projekt zakłada jego podniesienie, co przy obecnych zarobkach Polaków oznaczałoby realne oszczędności rzędu kilku tysięcy złotych rocznie. Dane aktualne na kwiecień 2026.
Propozycja nie jest nowa – od czasu wejścia w życie Polskiego Ładu w 2022 r. próg podatkowy stoi w miejscu, mimo że średnie wynagrodzenie wg GUS rośnie rok do roku o 10-12%. Efekt? Coraz więcej osób „wpada” w wyższy próg nie dlatego, że realnie zarabiają więcej, ale dlatego, że inflacja i podwyżki nominalne przesuwają ich w górę skali podatkowej. Ekonomiści nazywają to zimną progresją.
Przy podniesieniu progu do 150 000 zł osoba zarabiająca 15 000 zł brutto miesięcznie zapłaci rocznie nawet o 6 000 zł mniej podatku PIT.
Ile konkretnie można zaoszczędzić?
Oszczędność zależy od tego, o ile próg zostanie podniesiony i ile zarabiasz. Mechanizm jest prosty: różnica między stawką 32% a 12% wynosi 20 punktów procentowych. Każde 1 000 zł dochodu „przeniesione” z wyższego progu do niższego to 200 zł mniej podatku rocznie.
Policzyliśmy kilka wariantów przy założeniu podniesienia progu ze 120 000 zł do 150 000 zł:
| Dochód roczny | Oszczędność roczna | Oszczędność miesięczna |
|---|---|---|
| 130 000 zł | ok. 2 000 zł | ok. 167 zł |
| 150 000 zł | ok. 6 000 zł | ok. 500 zł |
| 180 000 zł | ok. 6 000 zł | ok. 500 zł |
| 250 000 zł | ok. 6 000 zł | ok. 500 zł |
Maksymalny zysk wynosi 6 000 zł rocznie – bo tyle daje 20 pp. różnicy na dodatkowych 30 000 zł dochodu (150 000 - 120 000 = 30 000 × 20% = 6 000 zł). Osoba zarabiająca 250 000 zł zyska tyle samo co ta z dochodem 150 000 zł – wyższy próg działa jak „pułap” oszczędności.
Kogo dotyczą te zmiany?
W drugi próg podatkowy wpada w Polsce szacunkowo 3-4 mln podatników – wg danych Ministerstwa Finansów to ok. 15% wszystkich rozliczających PIT na zasadach ogólnych. Ale ta grupa rośnie. W 2022 r., gdy próg wynosił jeszcze 85 528 zł, odsetek był niższy. Podwyżka do 120 000 zł złagodziła problem, ale przy dynamice płac ostatnich lat efekt się wyczerpał.
Powiedzmy sobie szczerze – najbardziej skorzystają osoby z dochodami w przedziale 120 000–150 000 zł rocznie, czyli zarabiający 10 000–12 500 zł brutto miesięcznie. To specjaliści, menedżerowie średniego szczebla, programiści z kilkuletnim doświadczeniem. Klasa średnia, która i tak dźwiga największy ciężar podatkowy.
Czy budżet to wytrzyma?
To pytanie pojawia się przy każdej obniżce podatków – i słusznie. Szacunkowy koszt podniesienia progu do 150 000 zł to wg analiz ekonomistów kilkanaście miliardów złotych mniej wpływów z PIT rocznie. Przy deficycie budżetowym, który w 2025 r. wyniósł ok. 180 mld zł, to kwota poważna, choć nie kosmiczna.
Moim zdaniem propozycja jest politycznie atrakcyjna, ale bez wskazania źródła finansowania – ryzykowna. Politycy lubią obiecywać niższe podatki, ale jakoś nigdy nie mówią, co za to obetną. Albo obetną, albo zwiększą dług – tertium non datur.
„Waloryzacja progów podatkowych o wskaźnik inflacji powinna być automatyczna, tak jak w wielu krajach OECD" – prof. Paweł Wojciechowski, były minister finansów
I tu się zgadzam. Zamiast co kilka lat debatować o jednorazowej podwyżce progu, rozsądniej byłoby wprowadzić mechanizm automatycznej waloryzacji – jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Próg rósłby wraz z inflacją, bez konieczności uchwalania kolejnych ustaw.
Podwyższenie progu podatkowego NIE zmienia kwoty wolnej od podatku (30 000 zł). To dwa różne mechanizmy – kwota wolna dotyczy każdego, próg podatkowy tylko osób zarabiających powyżej 120 000 zł rocznie.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeśli Twój roczny dochód nie przekracza 120 000 zł – ta zmiana Cię nie dotyczy. Dalej płacisz 12% i tyle. Ale jeśli zarabiasz więcej, warto śledzić losy tego projektu. Kilka tysięcy złotych rocznie to nie rewolucja, ale realna różnica – rata kredytu, wakacje z rodziną, dodatkowe oszczędności na IKE czy IKZE.
Dla przedsiębiorców na skali podatkowej sprawa wygląda analogicznie. Ryczałtowcy i liniowcy (19% flat tax) zmian nie odczują – ich to nie dotyczy.
Projekt jest na etapie poselskim, więc droga legislacyjna może być długa. Sam fakt, że temat wraca, pokazuje jedno: presja na zmiany w podatkach rośnie. Brzmi ładnie, ale do uchwalenia daleko.
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




