Norweski eksport broni i amunicji w 2025 r. osiągnął 10,2 mld koron norweskich - to czwarty rekord z rzędu i skok o ponad 2 mld NOK rok do roku, wynika z komunikatu norweskiego resortu spraw zagranicznych (Utenriksdepartementet). Polska odpowiadała za drugi co do wielkości strumień zamówień po Stanach Zjednoczonych, a nasz import z Norwegii urósł w rok niemal sześciokrotnie. Stan na kwiecień 2026.

To nie jest kosmetyczny ruch. 10,2 mld NOK to po obecnym kursie ok. 3,8 mld zł - więcej niż roczny budżet niejednej średniej polskiej spółki z WIG20. I gros tej kwoty wyszedł z dwóch firm: Kongsberg Gruppen i Nammo. Pierwsza dostarcza nam systemy obrony powietrznej NASAMS i pociski przeciwokrętowe NSM. Druga - amunicję, której w Europie po prostu brakuje.

Klucz:

Polska w ciągu jednego roku awansowała z marginalnego klienta Norwegii do pozycji nr 2, tuż za USA. To pochodna kontraktów na NSM i NASAMS, a nie jednorazowej transakcji.

Skąd ten rekord - i dlaczego akurat teraz?

Rekord norweskiego eksportu to prosta konsekwencja dwóch procesów: wojny w Ukrainie i europejskiego programu zbrojeń, w ramach którego kraje NATO nadrabiają dekady niedoinwestowania. Norwegia jeszcze w latach 2000-nych eksportowała ok. 10% produkcji zbrojeniowej. Dziś to 90% - Oslo stało się de facto dostawcą uzbrojenia dla sojuszu, nie tylko dla siebie.

Po stronie popytu stoi Polska z jednym z największych programów modernizacyjnych wojska w Europie. Mamy podpisane umowy na cztery dywizjony NSM (Naval Strike Missile) w wersji lądowej oraz wieloletni kontrakt na systemy NASAMS. Do tego dochodzą dostawy amunicji od Nammo. I tu się robi ciekawie - bo Nammo w połowie należy do norweskiego państwa, a w połowie do fińskiej Patrii. Czyli kupujemy od kraju, który kupuje od nas prąd i gaz LNG. Zamyka się koło.

Co Polska konkretnie kupuje

Lista nie jest długa, ale pozycje drogie. NSM to pocisk przeciwokrętowy o zasięgu ponad 200 km - Polska rozmieszcza je w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym od 2013 r., a kolejne partie idą pod obronę wybrzeża i Zatoki Gdańskiej. NASAMS to system obrony powietrznej krótkiego i średniego zasięgu, integrujący pociski AIM-120 AMRAAM. Do tego - ogromne ilości amunicji 155 mm od Nammo, bo polska Huta Stalowa Wola nie nadąży z produkcją na potrzeby samego MON, nie mówiąc o przekazaniu Ukrainie.

Import z Norwegii

**Zaleta:** gotowe systemy, sprawdzone w boju, szybka dostawa
**Wada:** pieniądze płyną za granicę, zależność technologiczna
**Skala:** drugi kierunek po USA

Produkcja krajowa (PGZ)

**Zaleta:** miejsca pracy, kompetencje, łańcuchy dostaw w kraju
**Wada:** dłuższy time-to-market, ograniczone moce
**Skala:** rośnie, ale nie zaspokaja popytu

Ile to nas kosztuje i czy warto?

Budżet MON na 2026 r. to ok. 186 mld zł - rekordowe 4,7% PKB, najwięcej w NATO. Z tego gigantyczna część idzie na import. Moim zdaniem problemem nie jest sama skala zakupów - obrona powietrzna i pociski przeciwokrętowe to rzeczy, których nie zbudujemy od zera w trzy lata. Problem jest w tym, że Polska przez dekady nie zainwestowała wystarczająco w rodzime programy, i teraz płacimy za to podwójnie: raz w gotówce, drugi raz w kompetencjach, które dopiero odbudowujemy.

„Norwegia dostarcza uzbrojenie, które natychmiastowo zwiększa zdolności bojowe polskiej armii - to jest logika kontraktów, nie sentyment." - parafraza stanowiska resortu obrony z komunikatów MON z ostatnich kwartałów.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć - część kontraktów z Kongsbergiem zawiera offset, czyli wymóg udziału polskiego przemysłu. Przy NSM polska strona odpowiada za systemy łączności, pojazdy i integrację. Nie jest tak, że wszystko płynie w jedną stronę. Ale proporcje są dla Polski niekorzystne i takie zostaną jeszcze przez lata.

Pamiętaj:

Polski eksport zbrojeniowy też rośnie - głównie do Ukrainy. Bilans handlu bronią z Norwegią jest jednak zdecydowanie na naszą niekorzyść, bo kupujemy całe systemy, a sprzedajemy głównie amunicję i podzespoły.

Co dalej - kolejny rekord w 2026?

Jeśli tempo zamówień się utrzyma, 2026 r. przyniesie piąty rekord Oslo z rzędu. Polskie kontrakty na NSM rozłożone są na lata, a prace nad kolejnymi dywizjonami NASAMS dopiero się rozpędzają. Do tego dochodzą zamówienia z Litwy, Australii i kilku innych krajów NATO, którym Nammo dostarcza amunicję.

Dla polskiego czytelnika praktyczny wniosek jest taki: nasze pieniądze z podatków płyną do Kongsberga i Nammo, ale za konkretne systemy obrony, które w razie „W” mają realną wartość. Pytanie o efektywność tych zakupów nie zniknie - i nie powinno. Rekord Norwegii to w równym stopniu ich sukces, co sygnał, ile Polska musi jeszcze nadrobić w rodzimym przemyśle zbrojeniowym.