Wynagrodzenie sędziego Trybunału Konstytucyjnego to wg ustawy o statusie sędziów TK mnożnik 5,0 podstawy ustalanej od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. W praktyce daje to kwoty rzędu 32-35 tys. zł brutto miesięcznie. Dwóch z sześciu nowo wybranych sędziów TK właśnie te pieniądze dostanie - pozostała czwórka zostaje z pustym kontem.

Stan na kwiecień 2026: mamy sytuację, w której Sejm wybiera sędziów, prezydent odmawia przyjęcia ślubowania, a księgowość Trybunału musi jakoś rozdzielić pensje. Podział idzie po linii „zaprzysiężeni kontra niezaprzysiężeni”. Brzmi absurdalnie? Jest absurdalne. I dzieje się naprawdę.

Kto dostanie pieniądze, a kto nie

Pensję otrzymają wyłącznie ci sędziowie, których prezydent formalnie zaprzysiągł. Status sędziego TK - a więc także prawo do wynagrodzenia - powstaje dopiero z chwilą złożenia ślubowania przed głową państwa, nie z chwilą wyboru przez Sejm. To nie jest interpretacja, to literalne brzmienie przepisów.

Czwórka pominięta w wypłatach deklaruje, że jest „przygotowana” na brak pensji. Moim zdaniem to pozycja polityczna, nie finansowa - bo sędzia TK bez ślubowania ma status zawieszony, nie ma też dostępu do akt, gabinetu ani prawa orzekania.

Klucz:

Cztery pensje sędziowskie, których TK nie wypłaci, to realna oszczędność rzędu 130-140 tys. zł miesięcznie dla budżetu - ale paraliż orzeczniczy kosztuje gospodarkę nieporównanie więcej.

Dlaczego to sprawa także dla rynku

Trybunał Konstytucyjny to instytucja, której orzeczenia wpływają bezpośrednio na sektor finansowy. Wystarczy przypomnieć sprawy frankowe, podatek bankowy, kwestie sankcji kredytu darmowego czy WIBOR-u. Gdy TK nie orzeka albo orzeka w składzie kwestionowanym, banki i sądy powszechne dostają sygnał: liczcie się z niepewnością prawną na lata.

„Brak stabilnego sądu konstytucyjnego to koszt dla przedsiębiorców, który nie znajduje odbicia w żadnym wskaźniku makro, ale kumuluje się w decyzjach inwestycyjnych" - takie stanowisko prezentuje Konfederacja Lewiatan w kolejnych raportach o klimacie inwestycyjnym.

Sprawdziliśmy, jak polska niepewność prawna wygląda na tle regionu. Polska w ostatniej edycji Rule of Law Index (World Justice Project) plasuje się w dolnej części UE, a wskaźniki „constraints on government powers” lecą od 2015 r. konsekwentnie w dół. Dla inwestora zagranicznego przekłada się to na premię za ryzyko - i widać ją w rentownościach polskich obligacji vs niemiecki Bund.

Ile kosztuje podwójna obsada TK

Spór o TK trwa od 2015 r., ale dopiero w 2026 r. dochodzimy do paradoksu, w którym na tej samej liście płac są „starzy dublerzy”, część „dublerów dublerów”, sędziowie orzekający od lat i ci świeżo wybrani - bez ślubowania. Roczny budżet wynagrodzeń Trybunału to kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych wg planu finansowego. Pensje 15 sędziów stanowią tylko fragment, ale fragment symboliczny.

Dla porównania:

Sędzia Sądu Najwyższego zarabia podobnie co sędzia TK (mnożnik 5,0 podstawy). Różnica jest taka, że w SN nie ma obecnie sporu o to, kto w ogóle jest sędzią, a kto „dublerem” - a w TK ten spór toczy się nieprzerwanie od dekady.

Co to oznacza dla obserwatorów rynku i biznesu

Dla czytelnika finwire.pl najważniejsze są trzy rzeczy. Po pierwsze: każda ważna sprawa dla sektora finansowego, która trafia do TK, utknie na kolejne miesiące - bo albo brak składu, albo ten, który jest, zostanie zakwestionowany. Po drugie: agencje ratingowe obserwują stabilność instytucjonalną, a Moody's i Fitch już kilkakrotnie wskazywały na „governance risk” jako ryzyko dla polskiego ratingu. Po trzecie: kredytobiorcy walczący z bankami o WIBOR lub o sankcje za wadliwe umowy mają kolejną zmienną - orzeczenie TK, które może nie nadejść przez lata.

Powiedzmy sobie szczerze - nie ma dobrego scenariusza wyjścia z tego pata. Obecna patowa sytuacja trwa już pełną kadencję prezydencką, a każda kolejna zmiana w Pałacu tylko ją pogłębia. Dla rynku oznacza to jedno: niepewność prawna jest polskim stanem permanentnym, nie wyjątkiem.

Moja ocena

Czwórka sędziów bez pensji nie jest ofiarą - jest pionkiem w grze, w której obie strony sporu politycznego liczą, że druga pęknie pierwsza. Tymczasem realny koszt - paraliż instytucji, która miała stać na straży konstytucji - płacimy wszyscy, tylko rozrzucony na tysiące niewydanych wyroków, wstrzymanych spraw i inwestycji, które nie przyszły.