Christophe Hansen, unijny komisarz ds. rolnictwa, rzucił w eter propozycję, która w Polsce powinna zapalić czerwoną lampkę - i u rolników, i u kierowców. Niskie ceny zbóż plus drogie paliwa równa się - jego zdaniem - okazja, żeby więcej zboża pchnąć do baku zamiast na rynek spożywczy. Stan na kwiecień 2026.
Brzmi jak rozwiązanie dwóch problemów jednym ruchem. Tyle że nie jest.
Dlaczego Hansen w ogóle to zaproponował
Ceny pszenicy w UE spadły do najniższych poziomów od trzech lat. Według danych Komisji Europejskiej pszenica paszowa w marcu 2026 oscylowała wokół 195-210 EUR/t, czyli grubo poniżej progu opłacalności dla sporej części unijnych gospodarstw. W tym samym czasie Brent trzyma się powyżej 80 USD/baryłkę, a kierowca na niemieckiej czy francuskiej stacji płaci za litr benzyny tyle, co nigdy w historii - w przeliczeniu na siłę nabywczą.
Hansen widzi w tym lukę. Jego logika jest prosta: jeśli UE zwiększy obowiązkowy udział bioetanolu w benzynie (obecnie dyrektywa RED III nakłada cele dla transportu, ale państwa członkowskie różnie je realizują), popyt na zboże wzrośnie, ceny się podniosą, rolnicy odetchną, a kierowcy dostaną teoretycznie tańszą domieszkę do paliwa. Teoretycznie.
Zwiększenie udziału bioetanolu w UE może podnieść ceny zbóż o 5-10%, ale efekt na cenie paliwa na stacji będzie marginalny - w granicach 2-4 groszy na litrze.
Co to znaczy dla polskiego rolnika
W Polsce problem niskich cen zbóż jest poważny. Według GUS zbiory zbóż w 2025 roku wyniosły ok. 33 mln ton, a skupowa cena pszenicy konsumpcyjnej w pierwszym kwartale 2026 utrzymywała się w okolicach 800-850 zł/t netto. To poziom, przy którym gospodarstwa o średniej skali ledwo wychodzą na zero. Mniejsze - dopłacają.
Polska ma już mocną infrastrukturę bioetanolową. Bioagra w Goświnowicach, Orlen Południe w Jedliczu, mniejsze zakłady - łączna moc produkcyjna to według szacunków branżowych ok. 600 mln litrów rocznie. Gdyby Bruksela przesunęła wymagany udział biokomponentów w górę o 1-2 pkt proc., polscy producenci dostaliby dodatkowy kontrakt, a z nim - popyt na kilkaset tysięcy ton zboża.
Dla rolnika z Mazowsza czy Wielkopolski to konkretne pieniądze.
Czy kierowca coś na tym zyska
„Biopaliwa z pierwszej generacji nie są rozwiązaniem problemu cen energii, są instrumentem polityki rolnej przebranym za politykę klimatyczną" - takie stanowisko powtarzają od lat analitycy Bruegel Institute, m.in. w raportach o ETS i dekarbonizacji transportu.
I mają rację. Bioetanol ma niższą gęstość energetyczną niż benzyna - samochód zużywa go po prostu więcej. Jeśli Unia każe dolać więcej etanolu do litra E10 albo wprowadzić E20, kierowca teoretycznie tankuje tańszą mieszankę, ale częściej. Netto - oszczędność minimalna, a w przypadku starszych silników ryzyko uszkodzeń całkiem realne.
I tu zaczyna się drugi problem: jeśli popyt na zboże energetyczne wzrośnie, ceny chleba, pasz i mięsa też pójdą w górę. To nie teoria. To się już zdarzyło w latach 2007-2008, kiedy amerykański boom etanolowy był jednym z czynników globalnego kryzysu żywnościowego.
Stanowisko Polski i co z tego wyniknie
Polska od 2024 roku stosuje benzynę E10 (do 10% bioetanolu). Przejście na E15 lub E20 wymagałoby zmiany przepisów technicznych i dostosowania znacznej części floty.
Ministerstwo Rolnictwa generalnie takie propozycje popiera - nic dziwnego, to wyborcy z polskiej wsi. Ministerstwo Klimatu ma mieszane uczucia, bo biopaliwa pierwszej generacji liczą się do celów odnawialnych, ale są dla klimatologów kontrowersyjne (emisje z uprawy, nawozów, transportu potrafią pożreć znaczną część zaoszczędzonego CO2).
Moim zdaniem propozycja Hansena w obecnej formie to bardziej sygnał polityczny dla rolników niż realna rewolucja. Komisja Europejska weszła właśnie w fazę, w której musi uspokoić wieś po serii protestów z 2024 i 2025 roku, a ceny zbóż są przy tym naprawdę problematycznie niskie. Ale żeby przełożyć to na tańsze paliwo dla konsumenta - brakuje i matematyki, i determinacji państw członkowskich.
Co to oznacza dla Ciebie
Jeśli jesteś inwestorem - spółki z branży biopaliwowej i agro (Orlen w części związanej z Orlen Południe, niemiecki CropEnergies, francuski Tereos) mogą być beneficjentami, jeśli propozycja się zmaterializuje. Pewne to jednak nie jest - temat wróci do dyskusji, ale legislacja potrwa minimum 12-18 miesięcy.
Jeśli jesteś obserwatorem rynków surowcowych - obserwuj notowania pszenicy na MATIF i kukurydzy na CBOT. Każda poważniejsza deklaracja Komisji w tej sprawie rusza kontraktami.
Jeśli jesteś po prostu kierowcą - nie licz na tańsze paliwo z tego tytułu. Ceny na stacji zależą dużo bardziej od kursu dolara, marży rafineryjnej i akcyzy niż od tego, czy w baku masz 7% czy 12% etanolu.
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




