Sześć miesięcy — tyle masz od chwili, w której dowiedziałeś się o powołaniu do spadku, żeby zdecydować, co zrobić z ewentualnymi długami zmarłego. Termin nie biegnie od dnia pogrzebu ani od otrzymania sądowego stwierdzenia nabycia spadku, tylko od momentu, w którym dotarła do ciebie informacja, że jesteś spadkobiercą. To rozróżnienie co roku kosztuje polskie rodziny miliony złotych.

Stan na kwiecień 2026: zasady wynikają z art. 1015 Kodeksu cywilnego i nie zmieniły się od reformy z 18 października 2015 roku. Dla spadków otwartych po tej dacie milczenie spadkobiercy oznacza automatyczne przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza — odpowiadasz za długi tylko do wysokości odziedziczonego majątku. Wcześniej zasada była brutalnie prosta i brutalnie kosztowna: brak reakcji w ciągu pół roku = proste przyjęcie spadku, czyli pełna odpowiedzialność także własnym majątkiem.

Trzy scenariusze, między którymi wybierasz

Odrzucenie spadku oznacza, że nie dziedziczysz niczego — ani aktywów, ani długów. W twoje miejsce wchodzą dzieci (jeśli są niepełnoletnie, musisz uzyskać zgodę sądu rodzinnego). Przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza to domyślny wariant po 2015 roku i zwykle najbezpieczniejszy — dziedziczysz wszystko, ale wierzyciele mogą sięgnąć tylko do wartości masy spadkowej. Przyjęcie proste ma dziś sens tylko wtedy, gdy masz pewność, że długów nie ma, a majątek je wielokrotnie przewyższa.

Oświadczenie składasz przed notariuszem albo przed sądem rejonowym właściwym dla swojego miejsca zamieszkania. Koszt u notariusza to ok. 50 zł netto plus VAT i opłaty za wypisy, wizyta trwa kwadrans. Sąd jest tańszy, ale czekasz tygodniami na termin. Moim zdaniem oszczędzanie stu złotych przy sprawie, która może kosztować cię setki tysięcy, to słaby biznes.

Klucz:

Termin liczy się od dnia, w którym dowiedziałeś się o powołaniu do spadku - nie od pogrzebu. Spóźnisz się choćby o dobę i tracisz możliwość odrzucenia.

Kogo dotyka to najmocniej

Z rozmów z czytelnikami i tego, co pokazują dane BIK, wyłaniają się trzy grupy wysokiego ryzyka. Po pierwsze — dalsi krewni, którzy nie mieli kontaktu ze zmarłym. Rodzeństwo, kuzyni, spadkobiercy z kolejnych grup ustawowych często dowiadują się o powołaniu miesiącami po śmierci, bo najbliżsi odrzucili spadek. Bieg terminu ruszył właśnie wtedy, gdy sąd lub notariusz zawiadomił ich o nowej sytuacji.

Po drugie — rodziny przedsiębiorców. Niespłacone kredyty obrotowe, zaległości wobec kontrahentów, nierozliczone składki ZUS potrafią wypłynąć nawet rok po śmierci. Po trzecie — spadkobiercy osób starszych z historią pożyczek konsumenckich. Średnie zadłużenie Polaków powyżej 65. roku życia systematycznie rośnie, a dane BIK z 2025 roku pokazują, że to nie tylko hipoteki, lecz także linie kredytowe w rachunku i pożyczki ratalne w parabankach.

„Najwięcej problemów mają spadkobiercy, którzy błędnie liczą bieg terminu od daty pogrzebu lub od wydania aktu poświadczenia dziedziczenia" - stanowisko wyrażane w praktyce orzeczniczej sądów spadkowych, cytowane przez prawników w branżowych komentarzach z 2024-2025 roku.

Co to oznacza dla Ciebie

Jeśli właśnie straciłeś bliską osobę — nie czekaj z formalnościami. Zamów raport spadkowy w BIK (dostępny po przedstawieniu aktu zgonu), poproś bank zmarłego o informację o zobowiązaniach, przejrzyj dokumenty w domu. Jeśli masz cień wątpliwości — umów się u notariusza i złóż oświadczenie o przyjęciu z dobrodziejstwem inwentarza albo po prostu odrzuć spadek. Nie ma tu czego ważyć.

Zastanawiasz się, czy sześć miesięcy to dużo? Brzmi ładnie, ale w praktyce tyle mija między pogrzebem a świętami, a potem nagle wpada pismo z firmy windykacyjnej. Prawo nie przewiduje pobłażania dla osób w żałobie — termin jest twardy. I tu zaczyna się problem dla tych, którzy liczyli, że „jakoś to będzie".

Najdroższy błąd w polskim prawie spadkowym kosztuje tyle, ile miał długów zmarły. Najtańsza polisa przeciwko niemu — 50 zł u notariusza.