1,59 mld zł - tyle na koniec kwietnia 2026 wynosiły zaległości firm z sektora transportu, spedycji i logistyki wg danych KRD. W ciągu roku długi urosły o niemal jedną piątą. Najmocniej obrywa mały transport - jednoosobowe działalności stanowią około 70% zadłużonych firm w branży. Stan na kwiecień 2026.
Powtórzę: wzrost o 20% rok do roku. To nie jest drobne wahnięcie.
Skąd taki skok zadłużenia w transporcie?
Transport drogowy odpowiada za 1,26 mld zł zaległości - około 80% długu całej branży TSL, wg raportu Krajowego Rejestru Długów za kwiecień 2026. Dłużników w sektorze jest 23 tys., a średnia zaległość przewoźnika drogowego to 54,5 tys. zł. W całym TSL średnia wynosi 50,3 tys. zł.
Przeanalizowaliśmy strukturę problemu i widać kilka nakładających się czynników:
- Konkurencja zza wschodniej granicy. Po 2022 roku polski rynek otworzył się na ukraińskich przewoźników. Stawka za kilometr w ich wykonaniu jest niższa, zlecenia idą tam, gdzie taniej.
- Stawki frachtowe pod wodą. Ceny za kilometr w przewozach międzynarodowych spadły poniżej poziomu z 2021 roku - przy droższym paliwie, OC i pracownikach.
- Obniżona koniunktura u głównych partnerów. Niemiecki PKB od kilku kwartałów stoi wg danych Eurostatu. Mniej towarów do przewiezienia dla polskich przewoźników, którzy obsługują około jednej piątej ładunków drogowych w UE.
- Pakiet Mobilności. Wymóg powrotu ciężarówki do bazy co osiem tygodni to realny koszt. Pusty kilometr w drodze powrotnej to czysta strata.
Dlaczego JDG obrywają najmocniej?
Jednoosobowa firma transportowa to typowy schemat: kierowca-właściciel, jedna ciągnik-naczepa, leasing, kredyt na paliwo i ZUS. Gdy kontrahent zapłaci po 90 dniach zamiast po 30 - kasa się kończy. Nie ma poduszki finansowej, nie ma drugiej linii biznesu, nie ma działu windykacji.
„Dla przedsiębiorcy prowadzącego jednoosobową działalność w transporcie zaległości rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych często oznaczają koniec prowadzenia firmy" - stanowisko Krajowego Rejestru Długów przy publikacji raportu o branży TSL, kwiecień 2026.
Wpis w KRD to nie tylko etykieta. Blokuje dostęp do kredytów i leasingu. W transporcie, gdzie każdy nowy ciągnik wymaga finansowania zewnętrznego, figurowanie w rejestrze to niemal wyrok dla jednoosobowej firmy.
Geograficznie obraz jest przewidywalny. Mazowsze - 325,4 mln zł zaległości. Śląsk - 211,3 mln zł. Wielkopolska - 195,4 mln zł (dane KRD, kwiecień 2026). Więcej firm, większe długi, żadnej niespodzianki.
Co to oznacza dla rynku przewozów?
Upadające małe firmy znikają z rynku. Ofert będzie mniej, a ci co zostaną, zaczną podnosić stawki - szczególnie w segmencie krajowym, gdzie konkurencja ukraińska jest słabsza. Drugi efekt: konsolidacja. Duzi przewoźnicy kupują tańsze floty od upadających konkurentów. Rynek robi się bardziej skoncentrowany.
Dla firm zamawiających transport warto sprawdzać kontrahenta w KRD zanim podpiszecie umowę. 50 tys. zł zaległości u przewoźnika to czerwona lampka, a nie detal.
Jednoosobowe firmy to około 70% dłużników w branży TSL. To one wypadną z rynku pierwsze, jeśli stawki frachtowe nie odbiją w drugiej połowie 2026.
Czy to koniec złotej ery polskiego transportu?
Polska przez lata była transportowym hegemonem Europy. Nasze firmy woziły około 20% wszystkich ładunków drogowych w UE wg danych Eurostatu. Ta pozycja opierała się na relatywnie tanich kierowcach i sprawnej organizacji. Oba filary się chwieją.
Moim zdaniem kryzys jest strukturalny, nie koniunkturalny. Przez rok-dwa zaległości w KRD mogą jeszcze urosnąć, szczególnie jeśli RPP utrzyma obecne stopy. Małe firmy nie wytrzymują takich kosztów finansowania w branży, w której marża netto bywa jednocyfrowa.
Kto przetrwa najbliższe 18 miesięcy, wyjdzie z kryzysu w lepszej pozycji rynkowej. Ale „przetrwa" to słowo-klucz. Dla jednego człowieka z jedną ciężarówką nie jest ono wcale oczywiste.
Przeczytaj też
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




