Gaz ziemny po 70 euro za megawatogodzinę - to próg, który Włochy uznały za czerwoną linię. Gdy cena holenderskiego TTF przebije ten poziom, rząd w Rzymie natychmiast reaktywuje dwie elektrownie węglowe w Brindisi i Civitavecchii. Tak zapowiedział minister środowiska i bezpieczeństwa energetycznego Gilberto Pichetto Fratin 20 kwietnia 2026 roku.

Stan na kwiecień 2026: cena TTF oscyluje wokół 40-50 EUR/MWh. Jeszcze w marcu, w szczycie napięć na Bliskim Wschodzie, indeks dotykał poziomów bliskich fatalnej granicy. Teraz opadła - ale wystarczy kolejne uderzenie w Cieśninę Ormuz albo zatrzymanie tankowców LNG, żeby scenariusz awaryjny wszedł w życie.

Klucz:

Włochy jako pierwsze państwo założycielskie UE oficjalnie wpisały węgiel do planu energetycznego na kolejne 13 lat. To precedens, który przepisuje narrację o „końcu węgla w Europie".

Na czym polega scenariusz awaryjny Włoch?

Rząd Meloni podjął trzy decyzje, których konsekwencje będą odczuwalne w całej Europie. Po pierwsze - wydłużenie phase-out węgla z 2025 do 2038 roku. Po drugie - utrzymanie w gotowości dwóch elektrowni Enelu (w Brindisi i Civitavecchii) jako „zimnej rezerwy". Po trzecie - gotowość do ich uruchomienia decyzją ministra, bez dodatkowej procedury parlamentarnej.

„Gaz po 70 euro to próg, przy którym produkcja z węgla staje się opłacalna. Możemy być operacyjni nawet natychmiast - wystarczy dekret." - Gilberto Pichetto Fratin, minister środowiska i bezpieczeństwa energetycznego Włoch (agencja ANSA, 20 kwietnia 2026)

Dla porównania - zapełnienie włoskich magazynów gazu wynosi obecnie 50% (stan na marzec 2026). To nie jest poziom niebezpieczny, ale też nie jest komfortowy w przeddzień kolejnego sezonu grzewczego. Parlament przyjął ustawę w reżimie votum zaufania, co oznacza że Meloni postawiła koalicję na szali. Przegłosowała.

Co to znaczy dla polskiego czytelnika?

Ceny TTF to benchmark dla całej Europy, w tym dla Polski. Jeśli Włosi zaczną kupować więcej uprawnień do emisji CO2 pod uruchomienie elektrowni węglowych, system EU ETS zareaguje wzrostem. A to oznacza wyższe koszty dla polskich elektrowni, które nadal produkują ok. 60% energii z węgla (dane Eurostat za 2025 rok).

Moim zdaniem decyzja Rzymu jest pragmatyczna, ale niewygodna dla Komisji Europejskiej. Przez dwie dekady Unia ogłaszała koniec węgla. Teraz państwo założycielskie wspólnoty oficjalnie zapisuje węgiel w planie na kolejne 13 lat. I tu zaczyna się problem - bo to zapali zielone światło innym krajom. Niemcy już rozważały to samo w 2022.

Dlaczego akurat 70 euro?

To poziom, przy którym koszt produkcji prądu z węgla (uwzględniający cenę uprawnień EUA) wyrównuje się z kosztem produkcji z gazu. Poniżej - gaz jest tańszy i czystszy. Powyżej - węgiel wraca do gry mimo wyższych emisji CO2.

Bliski Wschód zmienił rynek bardziej niż Ukraina

Konflikt izraelsko-irański, który eskalował w marcu 2026, odcisnął piętno na europejskim rynku gazu mocniej niż wojna w Ukrainie. Cieśnina Ormuz - którą przepływa ok. 20% globalnego LNG - stała się geopolityczną dźwignią, która w jednym tygodniu potrafi wysłać TTF o 20-30% w górę. Zmienność TTF od początku 2026 roku: ±35% (dane GPW Benchmark).

Włoski rząd wykluczył powrót do rosyjskiego gazu - choć w debacie publicznej powraca ten scenariusz. Pichetto Fratin zastrzegł, że ewentualne decyzje w tej sprawie zapadną na poziomie unijnym, nie krajowym. Na dziś - drzwi zamknięte.

Kiedy Polska powinna zacząć się martwić?

Jeśli TTF utrzyma się poniżej 60 EUR/MWh - status quo. Dwie elektrownie na Sardynii produkują, reszta stoi w rezerwie. Jeśli przebije 70 EUR/MWh - uruchomienie Brindisi i Civitavecchii w ciągu kilku dni, wzrost popytu na EUA, pośredni wpływ na polskie rachunki za prąd.

Polski sektor energetyczny powinien patrzeć na to z mieszanymi uczuciami. Krótkoterminowo - wzrost cen EUA to dodatkowy koszt, który banki inwestycyjne już kalkulują dla PGE i Tauronu. Długoterminowo - Rzym właśnie udowodnił, że hasło „koniec węgla do 2030" było myśleniem życzeniowym. Warszawa, która od lat walczy z KE o własne terminy odchodzenia od węgla, dostała dziś niespodziewanego sojusznika. I to nie byle jakiego.