Piętnaście miesięcy. Tyle dzieli pierwsze testy w garażu od momentu, w którym polski sprzęt znalazł się na pokładzie rakiety Falcon 9. O tej historii pisze Interia - i za kulisami widać coś więcej niż branżowy sukces. Widać moment, w którym polski sektor kosmiczny pcha się drzwiami i oknami na warszawski parkiet. Stan na kwiecień 2026.

Spółka zapowiada ekspansję w USA i rolę europejskiego lidera. Brzmi ambitnie. I brzmi znajomo - dokładnie taką narrację słyszeliśmy przy kilku wcześniejszych debiutach krajowych firm space-tech.

Dlaczego polskie spółki kosmiczne pchają się na giełdę?

Bo pieniądze z kontraktów publicznych i grantów już nie wystarczają na skalowanie. Polska wpłaci do Europejskiej Agencji Kosmicznej ok. 360 mln euro w ramach pakietu na lata 2023-2025 - ale środki trafiają do dziesiątek firm. Żeby przejść od prototypu do produkcji seryjnej, potrzebny jest kapitał prywatny. IPO to naturalna ścieżka.

Globalny rynek kosmiczny wyceniono na 570 mld USD w 2023 r. wg raportu Space Foundation, a segment upstream - satelity, rakiety, instrumenty - rośnie najszybciej. Polskie firmy mają tu realną niszę: lekkie satelity obserwacyjne, optyka, elektronika specjalistyczna.

„Sektor kosmiczny w Polsce liczy ponad 400 podmiotów, z czego 70% to małe i średnie firmy technologiczne" - Polska Agencja Kosmiczna, dane na 2024 r.

Creotech już to przerabiał. Co z tego wynika?

Creotech Instruments zadebiutował na GPW w sierpniu 2022 r. - cena emisyjna 245 zł, pierwsze tygodnie dały spółce dwucyfrowe wzrosty, potem trzyletnia korekta. Dziś kurs oscyluje daleko od szczytów z 2023 r. To jest właśnie problem rynku pierwotnego - hype na otwarciu, weryfikacja przychodami rok później.

NewConnect - szybciej, taniej

Niższe koszty i mniej formalności. Mniejsza płynność, wyższa zmienność. Typowy wybór dla spółek technologicznych we wczesnej fazie przychodów.

Rynek główny GPW - prestiż i kapitał

Większe wymagania raportowe i prospekt emisyjny. Dostęp do OFE, TFI, inwestorów zagranicznych. Wyższa wycena przy tej samej prognozie zysku.

Wybór rynku to pierwszy sygnał dla inwestora, jak poważnie spółka traktuje plan. Moim zdaniem - spółki celujące od razu w rynek główny, z solidnym book-buildingiem, przechodzą weryfikację lepiej niż te, które wchodzą na NewConnect „na próbę".

Co IPO kosmicznej spółki oznacza dla Ciebie?

Powiedzmy sobie szczerze - sektor kosmiczny to nie są dywidendowe stabilniaki. To growth story z wysokim ryzykiem technologicznym i długim cyklem gotówkowym. Spółka, która dziś pokazuje test w garażu i misję SpaceX, za dwa lata musi pokazać powtarzalne przychody - inaczej kurs pójdzie śladami niejednego debiutanta z 2021 r.

Przy ocenie takich spółek trzy rzeczy są dla mnie kluczowe - backlog kontraktów (twarde zamówienia, nie MoU), struktura cash-flow (ile ciągną z grantów vs realnej sprzedaży), skład akcjonariatu po IPO (czy fundusze VC zostają, czy szybko się kasują). Wszystkie te informacje znajdziesz w prospekcie emisyjnym publikowanym na stronie KNF przed debiutem.

Klucz:

Polskie spółki space-tech to growth stories - atrakcyjne, ale weryfikowane dopiero 2-3 lata po IPO. Sam fakt misji na Falconie 9 niczego nie gwarantuje.

Czy Polska realnie wychowa europejskiego championa?

Technologicznie - tak. Kapitałowo - dopiero się okaże. Rynek GPW jest za mały, żeby samodzielnie sfinansować polskiego Airbusa. Dlatego zapowiedzi ekspansji w USA są kluczowe. Dual-listing albo przejęcie przez amerykańskiego gracza to realistyczne scenariusze - ale żaden nie jest prosty.

I tu zaczyna się problem: polski inwestor kupujący akcje z Nasdaq musi wypełniać formularz W-8BEN i godzić się na 19% podatek od dywidend. Dla retailu dual-listing na amerykańskiej giełdzie wcale nie jest wygodniejszy niż debiut wyłącznie w Warszawie. To temat na osobny tekst - ale warto mieć go z tyłu głowy, zanim w ogóle pojawią się zapisy w IPO.

Przeczytaj też