Ropa znów popłynie rurociągiem Przyjaźń do Węgier - Peter Magyar, lider Tiszy, zapowiedział wznowienie dostaw w przyszłym tygodniu. Dla Polski to news bardziej polityczny niż gospodarczy. Od lutego 2023 roku Orlen nie odbiera rosyjskiej ropy tą trasą, a europejska układanka energetyczna już dawno się przemeblowała.

Stan na kwiecień 2026. Przypomnę kontekst - dostawy południową nitką były przerywane od sierpnia 2024, kiedy Ukraina zakazała transportu ropy Lukoilu przez swoje terytorium. Teraz, po wyborczej zmianie władzy w Budapeszcie, nowy rząd wraca do rozmów z Kijowem. I najwyraźniej się dogaduje.

Co dokładnie zapowiedział Magyar i dlaczego teraz?

Lider Tiszy w piątkowej wypowiedzi stwierdził wprost: ropa popłynie „w przyszłym tygodniu". Magyar - który według doniesień właśnie wygrał wybory parlamentarne - sygnalizuje tym, że Budapeszt porozumiał się z Kijowem co do tranzytu. Oficjalnego komunikatu MSZ Ukrainy brak, ale sam fakt wypowiedzi świeżego premiera-elekta to twardy sygnał.

To istotny zwrot. Orbán przez lata lobbował za utrzymaniem dostaw z Rosji, twierdząc, że Węgry nie mają alternatywy. Magyar w kampanii zapowiadał dywersyfikację energetyczną - wznowienie Przyjaźni wygląda więc jak ruch przejściowy, zanim Budapeszt zainwestuje w alternatywne kierunki. Na przykład rurociąg Adria z Chorwacji, który przepustowością pokryłby ok. 70% węgierskiego zapotrzebowania.

„Bezpieczeństwo energetyczne Węgier wymaga dywersyfikacji, ale także stabilności w okresie przejściowym" - Peter Magyar, lider Tiszy, wypowiedź dla mediów węgierskich z 17 kwietnia 2026.

Pragmatyzm? Jak najbardziej. Tylko że w tej branży pragmatyzm oznacza wiele lat więcej rosyjskich euro w kasie Kremla.

Jak to wpływa na Polskę?

Bezpośrednio - praktycznie nijak. Orlen w lutym 2023 zakończył odbiór ropy Urals rurociągiem Przyjaźń, przestawiając płocką rafinerię na import morski przez Naftoport w Gdańsku. Północna nitka Przyjaźni, która biegnie przez nasz kraj do Niemiec, od tamtej pory służy głównie tranzytowi kazachskiej ropy CPC Blend - wg danych PERN ok. 9-10 mln ton rocznie.

Pośrednio jednak news z Węgier to sygnał dla rynków. Jeśli Rosja odzyska część europejskiego popytu, ceny Urals mogą mocniej odbić się od cen Brent - a to przelewa się na marże rafineryjne w całej Europie Środkowej. W 2024 roku dyskonto Urals do Brent wynosiło wg Bloomberg Commodities ok. 12-15 USD/bbl. Każde zwężenie tego spreadu to mniej taniej rosyjskiej ropy na światowym rynku.

Klucz:

Wznowienie tranzytu Przyjaźnią do Węgier nie zmienia nic dla polskich kierowców z dnia na dzień, ale może delikatnie podbić ceny Brent - a to już poczujemy na stacjach w perspektywie kilku tygodni.

Co to oznacza dla Ciebie jako obserwatora rynku?

Zależy kim jesteś. Dla przedsiębiorcy kupującego paliwo - news drugoplanowy, realny wpływ zobaczymy dopiero po danych o cenach spot z ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerp). Dla kogoś śledzącego GPW - zerknij na trzy rzeczy.

Po pierwsze, spread Brent-Urals. Jeśli zawęzi się poniżej 10 USD/bbl, azjatyckie rafinerie przestaną kupować rosyjską ropę z tak dużym upustem. Efekt? Presja na Brent w górę, do poziomów 88-92 USD, których nie widzieliśmy od lata 2024 wg danych FRED.

Po drugie, sektor rafineryjny. Orlen w Q4 2025 pokazał słabsze wyniki downstream - wyższe ceny surowca to wyższe przychody, ale też presja na marże produktowe. Tu mechanizm działa z opóźnieniem kilku sesji.

Po trzecie, implikacje polityczne. Magyar idzie w stronę wznowienia relacji handlowych z Rosją w wersji „soft". To komplikuje wspólną politykę energetyczną UE - a Polska, która zainwestowała miliardy w terminal LNG w Świnoujściu i w uniezależnienie od Rosji, patrzy na to z niepokojem.

A co z sankcjami UE?

Unijne embargo na rosyjską ropę weszło w życie w grudniu 2022, ale Węgry i Słowacja zachowały wyjątek dla dostaw rurociągiem - tzw. derogację. Ten wyjątek dalej obowiązuje, więc formalnie wznowienie Przyjaźni do Budapesztu nie łamie prawa unijnego. Pytanie brzmi: czy nowy rząd Magyara będzie pertraktował z Brukselą o szybsze zniesienie derogacji?

Powiedzmy sobie szczerze - to mało prawdopodobne w 2026 roku. Węgry potrzebują ropy tu i teraz, a zbudowanie alternatywnej infrastruktury zajmuje lata i kosztuje miliardy euro. Magyar zagra więc pragmatycznie: wznowienie teraz, dywersyfikacja na horyzoncie 3-5 lat. Moim zdaniem realny termin zerwania z rosyjską ropą przez Węgry to najwcześniej 2029 rok.

Dla polskich firm eksportujących na Węgry news jest neutralny - stabilność dostaw energii to stabilność węgierskiej gospodarki, a to klient naszych przedsiębiorstw przemysłowych, zwłaszcza z branży motoryzacyjnej i spożywczej. Według danych GUS wymiana handlowa Polski z Węgrami w 2024 przekroczyła 14 mld EUR.

Zastanawia mnie jedno. Magyar zdobył władzę hasłami anty-orbanowskimi, w tym obietnicą odcięcia Węgier od rosyjskiej energii. Pierwsza decyzja biznesowa nowego rządu to... wznowienie importu od Putina. To się w kampanii nie przedawni.

Przeczytaj też