„Może dojść do takich opóźnień. Jesteśmy w kontakcie ze stroną amerykańską" - tak Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał we wtorek, że dostawy amerykańskiego sprzętu wojskowego dla Polski mogą się przesunąć. Stan na kwiecień 2026: w grze jest ponad 35 mld dolarów kontraktów, które decydują o tempie modernizacji polskiej armii.

To nie jest abstrakcja z komunikatu prasowego. Mówimy o czołgach Abrams, śmigłowcach Apache, systemach Patriot, wyrzutniach HIMARS i myśliwcach F-35 - wszystkich większych programach zbrojeniowych, które polski rząd podpisał z Waszyngtonem w latach 2022-2025. Jeśli amerykański przemysł obronny nie zdąży, harmonogram dostaw rozjedzie się z harmonogramem zagrożeń na wschodniej flance NATO.

Co dokładnie powiedział minister obrony

Szef MON pytany o dostawy amerykańskiego sprzętu nie próbował niczego owijać w bawełnę. „Może dojść do takich opóźnień. Jesteśmy w kontakcie ze stroną amerykańską" - cytuje Kosiniaka-Kamysza Onet. To pierwsza tak otwarta deklaracja ze strony polskiego rządu od kilku miesięcy, bo do tej pory MON trzymał się linii, że wszystkie kontrakty realizowane są zgodnie z harmonogramem.

Kłopot w tym, że amerykańska strona sama przyznaje, iż ma problem. Pentagon od roku sygnalizuje, że priorytetem jest odbudowa zapasów po wsparciu Ukrainy oraz skala produkcji dla Indo-Pacyfiku. Jak opisywaliśmy w analizie o przesunięciu odpowiedzialności za Ukrainę na Europę, Elbridge Colby w Berlinie w lutym 2026 jasno zakomunikował, że Waszyngton chce, by ciężar obrony wschodniej flanki wzięła na siebie Europa.

Ile Polska zamówiła w USA i co jest zagrożone

Żeby zrozumieć skalę problemu, trzeba spojrzeć na portfel kontraktów. Według danych SIPRI z marca 2026 Polska jest w TOP 3 klientów amerykańskiego przemysłu obronnego, a udział USA w globalnym eksporcie broni sięgnął 43% w latach 2020-2024.

Najważniejsze programy z harmonogramem dostaw:

  • 250 czołgów M1A2 SEPv3 Abrams - umowa z 2022 roku za 4,75 mld dol. wg komunikatu MON. Dostawy miały być rozłożone do 2026 roku, ale już wiadomo, że część trafi do Polski najwcześniej w 2027
  • 116 używanych M1A1 Abrams - program szybkiej luki zdolności, pierwsze egzemplarze już są w 1. Warszawskiej Brygadzie Pancernej
  • 96 śmigłowców AH-64E Apache Guardian - kontrakt z 2024 roku wart ok. 12 mld dol., dostawy zaplanowane na lata 2028-2032
  • 32 myśliwce F-35A - program Harpia, wartość 4,6 mld dol., dostawy 2026-2030
  • 486 wyrzutni HIMARS w ramach programu Homar-K (z polskim komponentem PGZ)
  • Systemy Patriot w ramach programu Wisła faza II

Łączna wartość kontraktów, które polski podatnik sfinansował lub zaciągnął na nie zobowiązania w USA, przekracza według moich wyliczeń 35 mld dolarów. To nie jest kieszonkowe.

Dlaczego amerykański przemysł nie nadąża

Problem jest strukturalny i moim zdaniem nie rozwiąże się w 12 miesięcy. Amerykańska baza przemysłowa po pandemii i trzech latach wspierania Ukrainy jest rozciągnięta do granic możliwości. Lockheed Martin, General Dynamics, Boeing i Raytheon mają zamówienia wypełnione na 5-7 lat do przodu.

Do tego dochodzi presja polityczna. Administracja Trumpa przekierowuje priorytety na konfrontację z Chinami, a Pentagon ma dziś 296 okrętów bojowych wobec 370 chińskich. Skala inwestycji morskich dramatycznie rośnie kosztem innych segmentów. Wniosek? Polska ze swoimi zamówieniami lądowymi może w kolejce spaść o kilka miejsc.

Jest jeszcze jeden czynnik, o którym mówi się rzadziej. Wewnątrz Białego Domu działa grupa doradców sceptycznych wobec Europy, której wpływ na licencje eksportowe może blokować część dostaw - szczególnie F-35 z najnowszymi pakietami oprogramowania.

Klucz:

Opóźnienia dostaw z USA to efekt trzech nakładających się czynników: rozciągniętej produkcji, nowej doktryny Pentagonu i politycznego przesunięcia uwagi na Pacyfik. Żaden z nich nie zniknie w 2026 roku.

Co to oznacza dla polskiego budżetu i rynków

Tu zaczyna się problem, który dotyka nie tylko generałów, ale i podatników. Według danych MF wydatki na obronność w 2026 roku przekroczą 187 mld zł. To ok. 4,7% PKB, najwyższy poziom w całym NATO. Część tych pieniędzy jest zablokowana w formie zaliczek i rat za sprzęt, którego fizycznie w kraju jeszcze nie ma.

Opóźnienia w dostawach rodzą trzy ryzyka finansowe.

Pierwsze - koszt pieniądza w czasie. Polska finansuje zakupy częściowo z obligacji FPP (Fundusz Pomocy Polsce) i eurobondów. Jeśli dostawy przesuwają się o 2-3 lata, rosną odsetki od długu bez proporcjonalnego wzrostu zdolności bojowej.

Drugie - kurs dolara. Większość kontraktów jest denominowana w USD. Złoty osłabiony o 5% wobec dolara to kilka miliardów złotych więcej z polskiego budżetu. Dane kursowe NBP pokazują, że w kwietniu 2026 USD/PLN jest o niemal 4% wyżej niż rok temu. Jak pokazywaliśmy przy analizie polityki celnej Trumpa, dolar ma obecnie tendencję do siły.

Trzecie - luka zdolności. Najbardziej niepokojące. W 2027 roku mają być wycofane ostatnie T-72, a Abramsy nie dojdą na czas. Przez rok albo dwa polska armia będzie miała strukturalną dziurę w pancernym segmencie.

„Opóźnienia dostaw sprzętu z USA to dla Polski nie tylko problem operacyjny, ale i budżetowy. Jeśli przesunięcia dotyczą najdroższych programów, jak Apache czy F-35, planowanie wieloletnich wydatków obronnych staje się chaotyczne" - ocenił w komentarzu dla PAP Tomasz Smura, dyrektor programu bezpieczeństwa i obronności Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego (22 kwietnia 2026).

Czy alternatywa europejska jest realną opcją?

Warszawa od roku buduje drugi tor uzbrojenia, niezależny od Waszyngtonu. Szczyt Tusk-Macron w Gdańsku otworzył rozmowy o atomie i zbrojeniach za 40 mld euro. Francja chce sprzedać myśliwce Rafale, śmigłowce Tygrys i system obrony przeciwlotniczej Mamba.

Szczerze mówiąc, to nie jest zamiennik jeden do jednego. Francuski przemysł produkuje Rafale w tempie ok. 20 sztuk rocznie wg danych Dassault Aviation, a polskie zamówienie na 32 F-35 to znacznie większa skala technologiczna. Europa ma dziś podobne problemy z linią produkcyjną co USA, tyle że bardziej wyeksponowane ze względu na mniejszą bazę przemysłową.

Dodajmy polski komponent. PGZ i Huta Stalowa Wola rozwijają produkcję Krabów, Raków i Piorunów. Ale czołgu podstawowego własnej konstrukcji Polska nie ma. Projekt „Wilk" jest na etapie koncepcyjnym. Do 2030 roku polska armia będzie więc na Abramsach, czy chce czy nie chce.

Co to oznacza dla Ciebie - obserwatora rynku i biznesu

Jeśli patrzysz na to z perspektywy inwestora lub przedsiębiorcy, sytuacja ma kilka wymiarów.

Rating i papiery skarbowe. Polska utrzymuje wysokie wydatki zbrojeniowe przy rosnącym długu publicznym. Stan na kwiecień 2026 - dług sektora finansów publicznych zbliża się do 60% PKB wg danych MF. Agencje ratingowe obserwują, czy wysokie zakupy sprzętu przełożą się na realne zdolności obronne, czy zostaną tylko linią w budżecie. Opóźnienia w dostawach z USA to argument za przeglądem perspektywy ratingu.

Złoty. Każdy sygnał o osłabieniu współpracy Polski z USA osłabia PLN wobec dolara. Sytuacja przy granicy białoruskiej też nie pomaga. Polski eksporter do USA na osłabionym złotym zyskuje, importer surowców denominowanych w USD traci.

Polski przemysł obronny. PGZ, Huta Stalowa Wola, Mesko, WB Electronics - wszystkie te firmy mogą skorzystać na lukach, które tworzą amerykańskie opóźnienia. Rząd już sygnalizuje, że zwiększy zamówienia na krajowe haubice i pociski. To trend, który w mojej ocenie będzie się nasilał przez cały 2026 rok.

Firmy logistyczne i inżynieryjne. Każdy dostarczony Abrams to nie tylko czołg, ale też infrastruktura garnizonowa, bocznice kolejowe, warsztaty. Opóźnienia dostaw oznaczają przesunięcie setek kontraktów budowlanych i serwisowych.

Na co patrzeć w najbliższych tygodniach:

Konferencja ministerialna NATO w Brukseli (maj 2026), nominacje w Pentagonie na stanowiska wiceszefów ds. zakupów, kwartalne raporty Lockheed Martin i General Dynamics. Po ich lekturze widać, czy opóźnienia są zarządzalne, czy systemowe.

Co dalej

Sytuacja rozwija się w tempie, które wymaga regularnego monitoringu. Najbliższe kluczowe daty to publikacja budżetu Pentagonu na 2027 rok (maj 2026), kolejne posiedzenie Komitetu Obrony NATO (czerwiec 2026) oraz termin pierwszych dostaw F-35 do Krzesin zaplanowany na koniec 2026. To pierwszy twardy test obietnic.

Moim zdaniem ryzyko opóźnień będzie rosło, nie malało. Nie oznacza to katastrofy dla polskiej obronności, ale wymaga przemyślenia harmonogramu wydatków i przyspieszenia zakupów krajowych. Rząd, który siedzi na budżecie obronnym 187 mld zł, nie może pozwolić sobie na pasywne czekanie na amerykańskie kontenery.

Zostawiam Was z pytaniem: jeśli dostawy przesuną się o dwa lata, czy Polska ma realny plan B, czy tylko marzenie o planie B?