„Wygląda na to, że jest to wielka piramida finansowa, która miała gdzieś na jakimś etapie parasol polityczny" - tak wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk określił w środę sprawę Zondacrypto. Stan na kwiecień 2026: według Prokuratury Regionalnej w Katowicach klienci stracili już 350 mln zł, a premier Donald Tusk mówi o 30 tysiącach poszkodowanych.
Tomczyk nie rzuca takich oskarżeń lekko. Nie jest to rzecznik prokuratury ani analityk finansowy. To wiceminister w rządzie Tuska, były rzecznik gabinetu i jeden z najbliższych ludzi premiera. Gdy taka osoba publicznie nazywa największą polską giełdę kryptowalut piramidą finansową z politycznym parasolem, to nie jest osobista refleksja. To strategia komunikacyjna obozu rządzącego, która otwiera kolejny front w aferze Zondacrypto.
Co powiedział Tomczyk i dlaczego to ważne
Wiceminister rozmawiał z dziennikarzami Interii na marginesie posiedzenia rządu. Jego słowa padły w kontekście pytań o postępy śledztwa i odpowiedzialność polityczną za największą polską aferę kryptowalutową. Tomczyk zrobił dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, otwarcie nazwał mechanizm piramidą finansową. A to ma znaczenie, bo do tej pory rząd unikał tak mocnych sformułowań i używał raczej języka „nieprawidłowości" czy „sprzeniewierzenia środków". Po drugie, politycznie uderzył w poprzedników. „Parasol polityczny" to eufemizm dla zarzutu, że giełda korzystała z ochrony polityków PiS w latach 2015-2023.
Z mojej perspektywy dziennikarza finansowego to jest poważne oskarżenie, które wymaga twardych dowodów. A tych na razie publicznie nie widzieliśmy. Zobaczyliśmy za to sprawozdanie finansowe za 2024 rok, które ujawnia pożyczkę 75 mln EUR ze środków klientów. Zobaczyliśmy odcięcie pracowników od firmowych systemów i milczenie prezesa Przemysława Krala. Zobaczyliśmy informację premiera o potencjalnych powiązaniach giełdy z rosyjską mafią. Teraz Tomczyk dokłada wątek polityczny.
Czy Zondacrypto to rzeczywiście piramida finansowa?
Piramida finansowa w klasycznym rozumieniu to mechanizm, w którym wypłaty dla „starych" klientów finansowane są z wpłat „nowych". Zondacrypto jest formalnie giełdą kryptowalut zarejestrowaną jako BB Trade Estonia OÜ, a nie funduszem inwestycyjnym. Mimo to słowo „piramida" w ustach wiceministra nie jest przypadkowe. I nie jest też, moim zdaniem, nieuzasadnione.
Powód jest prosty. Jeśli giełda pożycza 75 mln EUR ze środków klientów, to klienci mają depozyt tylko na papierze. Realnie ich pieniądze pracują gdzie indziej. Jeśli do tego dochodzi 4500 bitcoinów zablokowanych w portfelu zaginionego założyciela Sylwestra Suszka, to giełda operuje z dziurą wartą ponad 330 mln USD. A ta dziura rośnie z każdą kolejną wypłatą, którą trzeba zrealizować. To nie jest klasyczna piramida Ponziego z 19. wieku, ale mechanizm wypłat z „nowych wpłat" zaczyna być funkcjonalnie podobny. Różnica jest głównie semantyczna.
„Wszyscy są bogaci, ale jedynie na papierze" - reporter Superwizjera TVN24 o klientach Zondacrypto (materiał z kwietnia 2026)
Nazwanie podmiotu „piramidą finansową" przez wysoko postawionego polityka ma realne skutki. Klienci mogą wycofywać depozyty panicznie, co dodatkowo pogłębia problemy z płynnością giełdy. To klasyczny run na bank w wersji krypto.
„Polityczny parasol" - nowy wymiar afery
Tomczyk nie jest pierwszym politykiem PO, który sugeruje polityczne powiązania Zondacrypto. Premier Tusk już wcześniej ujawnił, że służby badają powiązania giełdy z rosyjskim wywiadem i mafią. Teraz wiceminister dokłada wątek krajowy. Kto konkretnie miał trzymać parasol? Tego nie powiedział. Ale kontekst polityczny jest jasny: BitBay (pierwotna nazwa Zondacrypto) powstała w 2014 roku, a Sylwester Suszek rozwijał biznes głównie w latach rządów PiS. Rebranding na Zondacrypto nastąpił w 2021 roku, w czasie boomu na kryptowaluty.
Moim zdaniem to jest moment, w którym sprawa przechodzi z poziomu czysto finansowego na polityczny. A to dla klientów giełdy nie jest dobra wiadomość. Gdy afera staje się orężem kampanii politycznej, zaczyna ciążyć na niej logika wyborcza, a nie logika odzyskiwania pieniędzy. Prokuratura nadal prowadzi śledztwo o pranie pieniędzy i sprzeniewierzenie środków klientów, ale publiczna narracja od teraz będzie filtrowana przez obóz polityczny. PiS zapewne odpowie, że to „odwracanie uwagi od rządowych porażek". PO utrzyma linię „nie my to zaczęliśmy". A klienci będą czekać.
Co to oznacza dla Ciebie, inwestorze krypto?
Jeśli trzymasz środki na Zondacrypto, nie liczyłbym na szybkie wypłaty. Rządowa narracja o „piramidzie z politycznym parasolem" to sygnał, że problem jest systemowy, a nie operacyjny.
Powiedzmy sobie szczerze - dla przeciętnego klienta giełdy oświadczenie Tomczyka nie jest dobrą wiadomością. Oto co konkretnie się zmienia:
- Ryzyko runu na depozyty rośnie. Po takim oświadczeniu wiceministra część osób zacznie panicznie próbować wycofać środki. Jeśli giełda ma problemy z płynnością (a wszystko na to wskazuje), kolejka do wypłat będzie się wydłużać. Ostatecznie wypłaca ten, kto jest pierwszy.
- Postępowanie prawne się skomplikuje. Gdy władza publiczna otwarcie nazywa coś piramidą, pojawiają się zarzuty politycznego sterowania śledztwem. Obrońcy Krala i innych osób zapewne to wykorzystają. To może wydłużyć proces odzyskiwania środków przez klientów o miesiące, a nawet lata.
- Regulacja wraca na tapet. Aferę obserwuje cała branża krypto w Polsce. Przypominam, że ustawa o rynku kryptoaktywów wdrażająca MiCA została zawetowana przez prezydenta Nawrockiego, a Sejm nie zebrał 276 głosów, żeby to weto przełamać. Polskie giełdy od 1 lipca 2026 mogą działać w próżni regulacyjnej.
Dla inwestorów, którzy nie mają środków na Zondacrypto, praktyczny wniosek brzmi: ryzyko kontrahenta na polskich giełdach krypto jest realne, nie tylko teoretyczne. KNF od lat ostrzegała przed podmiotami bez licencji bankowej, które przechowują środki klientów bez segregacji majątkowej. Zondacrypto dokładnie taka była i jest. To nie jest cecha wyjątkowa tej jednej giełdy - to cecha polskiego rynku krypto jako całości.
Co dalej? Trzy rzeczy warte obserwacji
Najbliższe tygodnie zdecydują o dalszym kształcie afery. Moim zdaniem warto śledzić trzy wątki. Pierwszym są działania prokuratury katowickiej. Od tempa śledztwa zależy, czy i kiedy klienci zobaczą pieniądze. Dotychczasowe tempo jest wolne, a straty klientów rosną z każdym tygodniem. Drugim jest reakcja KNF. Komisja do tej pory była względnie bierna, bo nie miała pełnych narzędzi nadzorczych - MiCA w Polsce formalnie nie obowiązuje. Ale po deklaracji Tomczyka presja polityczna na KNF wzrośnie. Trzecim jest powrót ustawy kryptowalutowej. Rząd prawdopodobnie wróci z nowym projektem, uwzględniającym przynajmniej część zastrzeżeń prezydenta. To może być kwestia tygodni, a nie miesięcy.
Z mojego punktu widzenia afera Zondacrypto to nie jest tylko problem jednej giełdy ani jednego prezesa. To test dla całego polskiego rynku kryptowalut. Upadek giełdy w stylu FTX miałby konsekwencje daleko poza listą poszkodowanych klientów. Zaufanie do branży, które budowała się latami, może runąć w kilka tygodni. A wiceminister Tomczyk właśnie dołożył do tego procesu solidną cegiełkę. Czy „parasol polityczny" zostanie udowodniony? To zobaczymy dopiero po aktach oskarżenia. Ale retoryczne ramy afery są już ustalone - i dla klientów oznaczają przede wszystkim długie czekanie.
Najpierw policz, potem podpisz. Finwire ma do tego narzędzia.
- Decyzjomat Hipoteczny - czy brać kredyt, w którym banku, jak poprawić warunki
- Decyzjomat Nadpłata - nadpłacać kredyt czy inwestować w ETF, IKE, IKZE
- Rankingi kont oszczędnościowych i lokat z aktualnymi stopami i promocjami
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!





