9,8% polskich firm planuje redukcje zatrudnienia w najbliższym kwartale - to dwa razy więcej niż rok wcześniej i najwyższy odsetek od 2017 roku. Jednocześnie tylko 13,7% przedsiębiorstw zapowiada zwiększenie liczby etatów, wynika z najnowszej edycji raportu „Barometr rynku pracy" Gi Group Holding. Stan na kwiecień 2026.

Badanie zrealizowała agencja SW Research w okresie od 25 lutego do 9 marca 2026 roku. To pierwszy tak wyraźny sygnał ochłodzenia w strategiach zatrudnieniowych polskich pracodawców od czasów kryzysu pandemicznego. I nie wygląda to dobrze.

Klucz:

Dwukrotny skok odsetka firm planujących zwolnienia to nie przypadek. To pochodna recesji u naszego największego partnera handlowego, schłodzenia inwestycji oraz kosztów pracy rosnących szybciej niż produktywność.

Co dokładnie pokazał raport Gi Group?

Raport „Barometr rynku pracy" pokazuje wyraźną polaryzację na rynku. 72,2% firm zamierza utrzymać obecny poziom zatrudnienia - to stabilna, niezmieniona od kwartału grupa. Problem jest w tym, co dzieje się na skrajach: grupa zwalniających urosła z ok. 5% do 9,8%, a grupa rekrutujących skurczyła się z ok. 18% do 13,7%. Niby niewielka zmiana procentowa, ale drastyczna pod względem proporcji. Oznacza bowiem, że dziś na 100 firm aż 10 planuje cięcia, a rok temu robiła to tylko połowa z nich.

Konsultanci Gi Group Holding wskazują, że za pogorszeniem nastrojów stoi kombinacja trzech czynników: spadek rentowności w sektorze przemysłowym, ostrożność przed zapowiadanymi podwyżkami składki zdrowotnej i kosztów pracy oraz rosnąca presja na automatyzację stanowisk rutynowych. Dane są zbieżne z trendem w produkcji przemysłowej - marzec dał odbicie, ale pierwsze dwa miesiące roku były wyraźnie pod kreską.

Dlaczego firmy wstrzymują rekrutacje?

Krótka odpowiedź: Niemcy. Berlin zrewidował prognozę PKB na 2026 rok w dół do około 0,3% z wcześniejszych 1,1%. Polski eksport jest ściśle spleciony z niemieckim łańcuchem dostaw, w szczególności w automotive i komponentach przemysłowych. Gdy u zachodniego sąsiada produkcja spada, polskie zakłady podwykonawcze jako pierwsze odczuwają spadek zamówień. I jako pierwsze zaczynają planować redukcje.

Drugi czynnik to koszty. Inflacja bazowa skoczyła do 2,7% w marcu 2026 roku, powyżej oczekiwań analityków. To sugeruje, że presja płacowa w sektorze usług jeszcze nie wygasła, podczas gdy marże przemysłu już się kurczą. Jeśli firma nie może przerzucić wyższych kosztów pracy na ceny, redukuje liczbę stanowisk. Inaczej nie da rady utrzymać rentowności.

Trzeci element to geopolityka. Kryzys energetyczny związany z blokadą cieśniny Ormuz podbił koszty energii dla przemysłu energochłonnego. Dla polskich firm hutniczych, chemicznych i papierniczych to realny problem, a kiedy energia drożeje, tnie się etaty - nie drukarki w biurze.

Najgorzej od 2017 roku. Co się działo wtedy?

Skok do 9,8% firm zwalniających to poziom niewidziany od siedmiu lat. W 2017 roku polski rynek pracy znajdował się w dość specyficznej sytuacji: fala odpływu pracowników do Niemiec nie zdążyła jeszcze skompensować się napływem Ukraińców, a PKB rósł już w tempie powyżej 4%. Wtedy redukcje wynikały raczej z restrukturyzacji branż schyłkowych (węgiel, tradycyjny handel) niż z ogólnego ochłodzenia gospodarczego.

Dzisiaj sytuacja jest inna i moim zdaniem gorsza. Problem nie ogranicza się do jednej branży, dotyczy całego sektora przemysłowego, który odpowiada za ponad 20% polskiego PKB. A że jednocześnie deficyt finansów publicznych wyniósł 7,2% PKB, państwo nie ma dziś takiej przestrzeni fiskalnej do stymulowania gospodarki jak osiem lat temu.

Pamiętaj:

„Plany redukcji etatów" nie oznaczają zwolnień grupowych jutro. To deklaracje firm na najbliższy kwartał. Część z nich sprowadzi się do niewymieniania pracowników odchodzących naturalnie (nieprzedłużanie umów, brak rekrutacji w miejsce emerytów), część będzie realnie zwolnieniami.

Co te dane oznaczają dla pracowników i kredytobiorców?

Dla pracowników - przede wszystkim koniec rynku pracownika w wielu branżach. Przez ostatnie cztery lata dominowała opowieść „firmy walczą o każdego". Teraz pozycje negocjacyjne się odwracają. Powiedzmy sobie szczerze: jeśli pracujesz w branży energochłonnej, automotive, budownictwie albo w handlu detalicznym, warto mieć plan B i poduszkę finansową na 3-6 miesięcy wydatków.

Dla kredytobiorców konsekwencje są dwustronne. Z jednej strony, słabszy rynek pracy to argument dla RPP za kolejnymi obniżkami stóp, a to oznaczałoby niższe raty kredytów z WIBOR-em. Z drugiej strony ryzyko utraty pracy bezpośrednio przekłada się na zdolność do obsługi zobowiązań. Banki obserwują te dane i mogą zacieśnić kryteria scoringowe, szczególnie dla pracowników branż z wyraźnymi sygnałami spowolnienia.

Jak zareaguje RPP?

Rada Polityki Pieniężnej rynek pracy monitoruje uważnie, bo to jeden z głównych kanałów transmisji polityki monetarnej. Prezes Adam Glapiński wielokrotnie w ostatnich miesiącach podkreślał, że dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw pozostaje wyższa od produktywności, co utrudnia trwałe sprowadzenie inflacji do celu 2,5%.

„Utrzymujemy ostrożne nastawienie, bo dezinflacja w usługach jest wolniejsza niż zakładaliśmy, a sytuacja na rynku pracy może szybko się zmieniać w obie strony" - stanowisko NBP z komunikatu po ostatniej decyzji RPP.

Schłodzenie popytu na pracę, jeśli się utrzyma, otworzy RPP drogę do dalszych cięć stóp w II półroczu 2026 roku. Ale nie automatycznie. Członkowie RPP będą chcieli zobaczyć, czy spadek presji płacowej realnie materializuje się w kolejnych odczytach. Komunikaty banku centralnego można śledzić bezpośrednio na stronie decyzji RPP.

Scenariusz bazowy: miękkie lądowanie

Firmy redukują plany rekrutacji, ale nie masowo zwalniają. Bezrobocie rośnie z 5,1% do 5,6-5,8% do końca 2026. RPP tnie stopy w II półroczu do około 4,75%. Płace realne wciąż rosną.

Scenariusz ryzyka: twarde ochłodzenie

Recesja w Niemczech głębsza, eksport pod silną presją. Bezrobocie przekracza 6,5%, RPP zmuszone tnie stopy szybciej, ale dopiero jesienią - gdy dane bezrobocia potwierdzą problem. Konsumpcja hamuje.

Co dalej z rynkiem pracy w 2026 roku?

Najbliższe dane, które warto obserwować, to publikacja GUS o bezrobociu rejestrowanym za kwiecień (koniec maja 2026) oraz kolejna edycja Barometru Rynku Pracy Gi Group w III kwartale. Istotny będzie także odczyt o przeciętnym wynagrodzeniu. Jeśli dynamika płac zwolni poniżej 7% r/r, to faktyczny sygnał odwrócenia cyklu.

Myślę, że wczesna jesień pokaże, w którą stronę naprawdę zmierza polski rynek pracy. Jeśli listopadowy raport Gi Group pokaże dalszy wzrost odsetka firm planujących redukcje powyżej 10%, to będzie jasne, że wchodzimy w pełne ochłodzenie. Jeśli zobaczymy stabilizację - bieżący odczyt był korektą strachu, a nie początkiem trendu. Warto też obserwować bilans płatniczy i kondycję eksportu, bo to tam najpierw widać, czy Niemcy zamawiają, czy nie.

Przenalizowaliśmy dane z perspektywy czytelnika i konkretna porada praktyczna brzmi tak: sprawdź swoją poduszkę finansową, zaktualizuj CV, zrób przegląd LinkedIna. Nie panikuj. Po prostu higieniczne minimum, bo dane Eurostatu pokazują, że fale spowolnień rynku pracy w Europie Środkowej trwają zwykle 12-18 miesięcy. To nie czas na heroiczne decyzje kariery, ale i nie czas na udawanie, że nic się nie dzieje.