Rurociąg Przyjaźń rusza po niemal trzech miesiącach przestoju. Węgierski minister ds. UE János Boká potwierdził, że dostawy rosyjskiej ropy przez Ukrainę do Węgier i Słowacji zostaną wznowione we wtorek 21 kwietnia 2026 roku o godzinie 12:00. Wcześniej, od rana, Ukraina przeprowadza testy techniczne odbudowanej nitki południowej — tej samej, którą w styczniu uszkodziły rosyjskie drony w zachodniej Ukrainie. Stan na kwiecień 2026.

Bloomberg jako pierwszy podał terminarz testów, ukraińska Pravda potwierdziła godzinę startu tłoczenia, a portal energetyczny wnp.pl uzupełnił obraz o kontekst regionalny. Zapowiedź prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z 10 kwietnia — że rurociąg wróci do pracy „do końca kwietnia” — okazała się trafna co do dnia. Przeanalizowaliśmy to wydarzenie z perspektywy polskiego czytelnika i od razu warto powiedzieć: bezpośrednio nas to nie dotyczy, ale pośrednio bardzo.

Klucz:

Uruchomienie rurociągu to warunek odblokowania przez Węgry unijnej pożyczki 90 mld euro dla Ukrainy. O ropie mówimy tylko na papierze — w rzeczywistości to transakcja polityczna na linii Budapeszt-Kijów-Bruksela.

Co dokładnie dzieje się 21 kwietnia

Testy techniczne startują rano, o 12:00 w południe ruszy właściwe tłoczenie ropy z terminala Brody w kierunku węgierskiego odcinka. Ukraiński operator Ukrtransnafta potwierdził gotowość infrastruktury po trzech miesiącach naprawy. Zapowiedź Magyara, nowego premiera Węgier, przyspieszyła harmonogram — jeszcze 19 kwietnia Viktor Orbán publicznie stawiał warunek odblokowania 90 mld euro od wznowienia dostaw. Kolejność zdarzeń jest ważna: najpierw ropa, potem pieniądze.

Infrastrukturalnie rurociąg Przyjaźń to nitka o przepustowości ok. 1 mln baryłek dziennie (dane Transnieft, historyczny szczyt), z czego odgałęzienie południowe przez Ukrainę do Węgier, Słowacji i Czech transportowało w 2024 roku ok. 250-300 tys. bbl dziennie. Po uszkodzeniu w styczniu 2026 Węgry i Słowacja przeszły na ograniczone rezerwy strategiczne i zakupy spot przez terminal Omisalj w Chorwacji — rozwiązanie kosztowniejsze o ok. 8-12 dol. za baryłkę, wg kalkulacji Instytutu Europy Środkowej.

Styczniowy atak dronów i trzy miesiące naprawy

W nocy z 28 na 29 stycznia 2026 ukraińska obwodowa administracja potwierdziła trafienie drona w stację pomp rurociągu w rejonie Łucka. To był drugi taki incydent w ciągu kwartału — wcześniej, jak opisywaliśmy w analizie ataku w Tuapse, Ukraina celowała w rosyjską infrastrukturę eksportową, ale tym razem ucierpiał fragment po stronie ukraińskiej. Paradoks polega na tym, że Kijów naprawiał rurociąg, którym płyną rosyjskie dolary do Moskwy.

Naprawa trwała 11 tygodni — to więcej niż pierwotnie zakładane 4-6 tygodni. Opóźnienia wynikały z trzech rzeczy: konieczności zamiany uszkodzonych elementów hydraulicznych (dostarczał je austriacki wykonawca), z protokołów bezpieczeństwa (dwa kolejne drony zneutralizowano w marcu), oraz — co podkreślał Zełenski — z braku zgody Kijowa na inspekcję UE rurociągu, o którą wnioskowała Komisja Europejska. Warszawa nie uczestniczyła w tej dyskusji, bo polska nitka północna (Płock-Adamowo) działała bez zmian.

Dlaczego Polski to bezpośrednio nie dotyczy

Orlen zamknął ostatni kontrakt na rosyjską ropę w czerwcu 2025 roku. Od tego momentu polskie rafinerie przerabiają wyłącznie surowiec z Bliskiego Wschodu, Morza Północnego, obu Ameryk i Afryki Zachodniej — zgodnie z komunikatem PERN. Prezes Ireneusz Fąfara w oświadczeniu z 30 czerwca 2025 mówił o „końcu pępowiny surowcowej”. Liczbowo wyglądało to tak: z 91% udziału rosyjskiej ropy w 2014 roku, przez 67% w 2019, do 0% od lipca 2025.

„Rafinerie w Polsce, Litwie i Czechach otrzymują dziś ropę z sześciu różnych kierunków. Ta różnorodność to nasze ubezpieczenie geopolityczne." — Ireneusz Fąfara, prezes Orlen, oświadczenie prasowe z 30 czerwca 2025 r.

Dla polskiego kierowcy oznacza to, że wznowienie Przyjaźni nie przełoży się bezpośrednio na ceny na stacjach. Za to pośrednio — tak. Rosyjska ropa, która popłynie na Węgry, odciąży popyt spot w regionie, co może osłabić presję na Brent o 0,5-1,0 dol. za baryłkę w najbliższych sesjach. Aktualne ceny paliw na stacjach pozostają pod kontrolą pakietu CPN, więc efekt dla detalu będzie minimalny.

Pamiętaj:

Polska korzysta z innej nitki rurociągu Przyjaźń — północnej, biegnącej z Białorusi przez Adamowo do Płocka i dalej do Schwedt. Od 2023 roku pracuje ona w trybie technicznym (minimalne tłoczenie) i od czerwca 2025 obsługuje niemal wyłącznie rezerwy strategiczne oraz transit na Czechy.

90 miliardów euro — prawdziwa stawka

Orbán publicznie powiązał odblokowanie unijnej pożyczki dla Ukrainy z wznowieniem Przyjaźni. Rada Ambasadorów UE ma zatwierdzić pożyczkę 22 kwietnia, czyli dzień po uruchomieniu rurociągu. Péter Magyar, który wygrał niedawne wybory i wkrótce obejmie urząd premiera, ogłosił że „weta nie podtrzyma”. Oznacza to, że zawetowany przez Budapeszt pakiet 90 mld euro może trafić do Kijowa w ciągu dwóch tygodni.

Dlaczego to ma znaczenie dla Polski? Bo z tych pieniędzy sfinansowana zostanie m.in. zapłata za sprzęt dostarczany z polskich fabryk WB Electronics, WZM Poznań oraz za rosnące kontrakty zbrojeniowe HSW. Po cichu, bo dane są tajne, ale Ministerstwo Aktywów Państwowych szacuje w komunikacie wewnętrznym, że polscy dostawcy mają ok. 4-6 mld euro ekspozycji na ukraiński popyt finansowany z UE. Blokada unijnego finansowania przekładała się na opóźnienia płatności dla nich.

Jest jednak druga strona tej transakcji — i moim zdaniem zasługuje na sceptyczne spojrzenie. Węgry zapłacą Rosji miliardy euro za ropę, którą przetłoczą do Százhalombatta (rafineria MOL). Według szacunków FedEurostatu, rosyjskie przychody z eksportu ropy do Węgier i Słowacji w 2025 roku wyniosły ok. 3,2 mld euro. Innymi słowy: UE pożycza Ukrainie 90 mld, żeby Węgry mogły płacić Rosji 3 mld rocznie za ropę. Brzmi absurdalnie, bo takie jest.

Ceny ropy po wznowieniu — prognozy

Notowania Brent w poniedziałek 20 kwietnia oscylowały wokół 68-69 dol. za baryłkę — niemal 18% poniżej poziomów z wojennego szczytu latem 2025. Wznowienie Przyjaźni usuwa z rynku jeden z „niewiadomych” podnoszących premię za ryzyko. Analitycy Goldman Sachs w nocie z 18 kwietnia prognozowali krótkoterminowy ruch Brenta w dół o 1,5-2,5%, z powrotem do poziomu 66-67 dol. do końca tygodnia. To zbieżne z tym, co obserwowaliśmy po ostatniej serii ataków na rosyjskie rafinerie.

Dla polskich kierowców szansa na diesel poniżej 7 zł rośnie, ale nieznacznie. Hurtowe obniżki wprowadzane przez Orlen w weekend już wyprzedziły ten ruch. Minister energii Miłosz Motyka zadeklarował utrzymanie pakietu CPN przez kolejne tygodnie, więc detaliczne ceny pozostaną stabilne niezależnie od tego, co robi Brent.

Tło: Węgry, Słowacja i gra na czas

Budapeszt i Bratysława przez trzy miesiące oskarżały Kijów o celowe przeciąganie naprawy. Z punktu widzenia Kijowa — były w tym racjonalne przesłanki: rurociąg generuje Rosji ok. 12-15 mln dol. dziennie, więc każdy dzień przestoju to cios w budżet wojenny Kremla. Z punktu widzenia Budapesztu — Orbán stracił znaczną część rezerwy strategicznej (ok. 9,4 mln baryłek na koniec marca 2026, wg danych MOL), a węgierskie ceny dieslu wzrosły o 14% od stycznia.

Ciekawe jest, kto w tej grze poniósł największe koszty reputacyjne. Prezes MOL Zsolt Hernadi latał do Moskwy pod koniec marca negocjować dodatkowe dostawy. Z kolei Serbia — jak pisaliśmy przy okazji licencji OFAC dla NIS — gra zupełnie inną grę, starając się z amerykańską administracją wynegocjować odstępstwa sankcyjne. Słowacja, po cichu, skorzystała z alternatywy przez Adria Oil Pipeline z Chorwacji, ale koszt transportu wyższy o ok. 6 euro za baryłkę.

Co dalej warto obserwować

Trzy daty. 22 kwietnia — posiedzenie Rady Ambasadorów UE w sprawie pożyczki dla Ukrainy. 28 kwietnia — pierwsze raporty z MOL o reakcji rynku węgierskiego po wznowieniu. 30 kwietnia — spodziewany komunikat OFAC ws. rozszerzenia licencji dla europejskich odbiorców rosyjskiej ropy (obecnie obowiązuje tylko dla NIS).

Dla Polski długofalowo istotna jest jedna rzecz: czy ten epizod przyspieszy unijną dyskusję o całkowitym zakazie importu rosyjskiej ropy do państw UE (obecnie Węgry i Słowacja mają wyjątek do 2027 roku). Sankcyjna „piętnasta dyrektywa”, o której mówi się w Brukseli od lutego, ma zamknąć te furtki. Gdyby weszła w życie — nawet wznowiony dzisiaj rurociąg Przyjaźń miałby przed sobą co najwyżej kilkanaście miesięcy pracy.