Forum Obywatelskiego Rozwoju i Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich we wspólnym stanowisku rozbiły narrację Polski 2050. Ekonomiści mówią wprost: projekt podniesienia drugiego progu PIT ze 120 do 140 tys. zł to pozorna obniżka podatku, a realne ryzyko dla finansów publicznych. Stan na kwiecień 2026.
Ten głos trzeba potraktować poważnie. FOR i TEP to nie zespół polityków szukających poklasku, tylko środowiska, które od lat liczą koszty populizmu fiskalnego każdej kolejnej władzy. Ich krytyka spada na Polskę 2050 w momencie, gdy klub Szymona Hołowni forsuje projekt poselski wbrew stanowisku ministra finansów. O samej mechanice sporu pisałem w analizie projektu Polski 2050. Dziś ważniejsze są liczby, które pokazują ekonomiści.
FOR i TEP nie twierdzą, że próg 120 tys. zł jest dobry. Twierdzą, że jego podniesienie bez finansowania to wpędzanie państwa w jeszcze głębszy deficyt, a zyski trafią głównie do najlepiej zarabiających.
Dlaczego FOR i TEP mówią o „pozornej obniżce"?
Według stanowiska FOR z kwietnia 2026 roku i Rady TEP, podniesienie progu z 120 do 140 tys. zł obniży realne obciążenie podatkowe tylko wąskiej grupy: osób zarabiających więcej niż 120 tys. zł rocznie. Dla ponad 95 proc. podatników PIT, którzy w ogóle nie wchodzą w drugi próg, zmiana nie ma żadnego znaczenia. To nie jest powszechna ulga podatkowa, to punktowa korekta dla lepiej zarabiających.
„Pozorna obniżka PIT oznacza realne ryzyko dla finansów publicznych. Beneficjentami zmiany będzie mniej niż 15 proc. podatników, a koszt rozłoży się na wszystkich poprzez wyższy deficyt i droższy dług." - stanowisko Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich, kwiecień 2026.
Ten argument jest trudny do zbicia. Drugi próg PIT dotyczy podatników z dochodem powyżej 120 tys. zł rocznie, a to według danych Ministerstwa Finansów ok. 1,2 mln osób na ponad 26 mln podatników PIT w Polsce. Pozostałe 95 proc. płaci tylko 12 proc. stawki i nie zobaczy z tej zmiany ani złotówki. Więcej o realnym rozkładzie zysków opisałem w tekście o tym, kto naprawdę zyska na projekcie.
Argument dodatkowy FOR brzmi: to transfer pieniędzy od podatników, którzy nigdy nie przekroczą progu, do tych, którzy już dziś są w górnej połowie rozkładu dochodów. Mechanika jest prosta. Ubytek w dochodach PIT finansuje się długiem, a dług spłacają wszyscy przez budżet, czyli przez podatki pośrednie (VAT, akcyzę) i inflację. W ten sposób kasjer w sklepie zapłaci przez wyższą akcyzę za obniżkę PIT programisty z dochodem 140 tys. zł.
Ile to będzie kosztować budżet?
Szacunki FOR mówią o kwocie 3 do 4 mld zł rocznie ubytku w dochodach PIT z tytułu tej jednej zmiany. To tyle, ile przez pięć lat przeznacza się na cały program „Dostępność Plus" albo dwa razy tyle, co roczne wydatki NFZ na świadczenia stomatologiczne. W budżecie na 2026 rok dochody z PIT zaplanowano na poziomie ok. 107 mld zł, więc ubytek rzędu 3-4 proc. to nie jest kosmetyka, tylko realny wyłom w stronie dochodowej.
Problem w tym, że według ustawy budżetowej 2026, deficyt sektora finansów publicznych wyniesie ok. 6,3 proc. PKB. Przypomnijmy: limit z Traktatu z Maastricht to 3 proc. PKB. Komisja Europejska już uruchomiła procedurę nadmiernego deficytu (EDP) wobec Polski. Każde kolejne miliardy ubytku w dochodach trzeba będzie sfinansować długiem, a obligacje skarbowe rentują już powyżej 5,5 proc. rocznie. Koszty odsetkowe zabijają przestrzeń budżetową szybciej niż jakikolwiek program socjalny.
Polska 2050: argumenty „za"
Próg 120 tys. zł nie był waloryzowany od 2022 roku. Inflacja w tym czasie zjadła realną wartość o ok. 30 proc. Bez podniesienia progu coraz więcej osób z klasy średniej wpada w drugi próg. Fiscal drag to cichy podatek bez decyzji Sejmu.
FOR i TEP: argumenty „przeciw"
Obniżka bez finansowania to transfer ciężaru z dzisiejszych podatników na przyszłych. Deficyt sektora finansów publicznych już przekracza 6 proc. PKB. Beneficjent: górne 15 proc. podatników. Za to zapłacą wszyscy poprzez wyższy dług i wyższą inflację.
Czy minister finansów ma rację?
Andrzej Domański od początku mówi, że nie ma pieniędzy na kolejne obniżki PIT. To stanowisko wiarygodne, bo w tym samym czasie resort walczy o ściągalność VAT przez KSeF i elektroniczne faktury i przygotowuje podatek od nadzwyczajnych zysków energetyki. To ewidentne poszukiwanie nowych źródeł wpływów, a nie przestrzeni na ulgi. Moim zdaniem, pozycja Domańskiego w tej kwestii jest silniejsza niż klub Hołowni chce to przyznać.
Z drugiej strony, argument o braku waloryzacji progu jest realny i trudno go pomijać. Próg 120 tys. zł funkcjonuje od 1 stycznia 2022 r., kiedy wprowadzono Polski Ład. Przed Polskim Ładem drugi próg wynosił 85 528 zł. Skumulowana inflacja od stycznia 2022 r. według danych GUS przekroczyła 30 proc. Oznacza to, że realna wartość progu spadła z 120 tys. w cenach 2022 do ok. 92 tys. w cenach 2026. Coraz więcej osób z klasy średniej wpada w stawkę 32 proc. tylko dlatego, że pensje nominalnie rosną z inflacją, choć realnie często stoją w miejscu. To klasyczny przykład fiscal drag, o którym ekonomiści mówili od ponad dwóch lat.
Co to oznacza dla Ciebie jako podatnika?
Jeśli zarabiasz poniżej 120 tys. zł rocznie brutto (czyli poniżej ok. 10 tys. zł miesięcznie), ten projekt nie zmieni Ci nic. Zero. Twoje PIT pozostaje 12 proc. z kwotą wolną 30 tys. zł. Podobny efekt dotyczy osób na ryczałcie ewidencjonowanym, bo ich stawki są niezależne od progów skali podatkowej. O planowanych zmianach w ryczałcie pisałem w tekście o podwyżce stawek od 2027.
Jeśli zarabiasz między 120 a 140 tys. zł brutto rocznie, po zmianie zyskasz stopniowo, proporcjonalnie do części dochodu powyżej 120 tys. zł. Pełna korzyść pojawi się dopiero przy dochodzie 140 tys. zł: wyniesie dokładnie 4 000 zł netto rocznie, czyli ok. 333 zł miesięcznie. Dla zarabiających powyżej 140 tys. zł zysk będzie stały i wyniesie te same 4 000 zł rocznie. To konkret, ale daleko od „rewolucji podatkowej", którą obiecuje komunikat Polski 2050.
Jeśli Twój dochód podlega składce zdrowotnej liczonej od podstawy opodatkowania (JDG na skali lub liniowym), prawdziwe korzyści mogą być niższe niż nominalne 4 000 zł. Nowe zasady składki zdrowotnej 2026 opisaliśmy w osobnym artykule.
Co dalej z projektem?
Projekt został złożony jako poselski, co oznacza, że Polska 2050 próbuje obejść stanowisko rządu. W praktyce to ryzykowny zabieg, bo bez poparcia Koalicji Obywatelskiej, największego klubu w koalicji rządzącej, projekt nie przejdzie przez Sejm. Koalicja Obywatelska, której ministrem finansów jest Andrzej Domański, jest zbyt silna. Szczegóły mechaniki projektu poselskiego omówiłem w analizie ścieżki legislacyjnej.
Realistyczna data wejścia w życie, jeśli projekt w ogóle ma szansę, to rok 2027, a nawet 2028. W analizie proponowanej daty startu pokazałem konkretne wyliczenia oszczędności dla różnych poziomów dochodu. W międzyczasie podatnicy nadal płacą 32 proc. od nadwyżki ponad 120 tys. zł, a fiscal drag cicho rośnie.
Powiedzmy sobie szczerze: stanowisko FOR i TEP nie zatrzyma Polski 2050, bo klub Hołowni potrzebuje tematu identyfikacyjnego przed wyborami samorządowymi. Ale ich argumentacja trafia w czuły punkt projektu. Jeśli faktycznie chcemy obniżek PIT, to trzeba pokazać, skąd biorą się pieniądze na ich sfinansowanie. Domański tego nie pokazuje. Polska 2050 tym bardziej. A na końcu listy stoi podatnik, który nie wchodzi w drugi próg, i dostaje wiadomość, że nadchodzi „ulga", która go nie dotyczy. Trudno o bardziej trafną definicję „pozornej obniżki".
Oblicz swoją ratę
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!




